Dzień dobry! 👋 Nie pamiętam już kiedy tak długo NIC nie pisałam na Myślach Kobiety Wyzwolonej. Toż to po prostu SKANDAL!!! 😅😅😅 Na mnie już po prostu nie ma słów 😆. Ani jednego postu przez ponad dwa tygodnie? Skandal, hańba, wielkie nieporozumienie! 😂😅😆😃😅😆 No, ale już jestem, wróciłam (nie powiedziałabym, że do żywych, bo jeszcze się żywa nie czuję) i zamierzam Was zaspamować (czyżby neologizm?) nowymi postami, bo oj mam o czym pisać. Zresztą, zawsze mam o czym pisać, ale ten czas czas czas. Od ponad roku ciągle mi go brak.
To może zacznę od początku. Moja szefowa wyjechała do Turcji, więc miałam tydzień dzień po dniu pracy po 12h. I... dałam radę 💪. Nawet jakoś specjalnie się nie zmęczyłam, bo trudno w mojej pracy zmęczyć się fizycznie. Wiadomo, że 12h to bardzo dużo, ale nie ukrywam, że mam też bardzo dużo czasu wtedy dla siebie. Na przykład mogę czytać książki, uczyć się czegokolwiek, rozmawiać z kim chcę, tańczyć zapewne też - myślę, że w mojej pracy to nawet byłoby na plus 😅. Także mój tydzień wyglądał tak, że wstawałam, ogarniałam się, pracowałam, wracałam do domu, szybkie jedzenie, szybka kąpiel, spać i od nowa Polska Ludowa. No, a potem... musiałam się na nowo rozchorować. Wiecie... zmęczenie, brak snu, złe odżywianie, stres i... infekcja gotowa. Tyle, że nie nazwałabym tego jakąś infekcją tylko totalnym rozchorowaniem. Mam taki kaszel, że po prostu zmusza mnie wręcz do wymiotów. I nie, nie jest to żadne wyolbrzymienie, bo naprawdę jak się duszę to ludzie patrzą na mnie jakbym miała się za moment wyciągnąć. Mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu już o tym kaszlu zapomnę. Aktualnie biorę antybiotyk oraz piję syrop prawoślazowy. Zobaczymy kiedy wrócę do żywych. Trzymajcie proszę kciuki 💖.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz