Jakieś trzy tygodnie temu okradli mnie Ukraińcy podczas robienia zakupów na Glovo. Jak wiecie od zawsze byłam fanką robienia shoppingu przez Internet i na Glovo. Dla mnie jest to super wygodne, szybkie i nie muszę tracić czasu w sklepach na zakupy. Jestem konsumentką zarówno online jak i stacjonarną, choć osobiście preferuję zakupu w internetach.
Jako, że nie miałam czasu na zakupy w Biedronce to zamówiłam sobie na Glovo kilkanaście produktów, które w tamtym momencie były mi bardzo potrzebne, wręcz powiedziałabym, że niezbędne. Czekałam na zamówienie ponad godzinę, a zazwyczaj dojeżdża w 15-25 minut. No, ale że mam anielską cierpliwość to czekałam i czekałam. W końcu się doczekałam. Przyjeżdża kurier i łamaną polszczyzną coś tam mówi pod nosem. Daje mi jedną torbę z zakupami, choć na Glovo było napisane, że dostanę 3 torby. Mówię do niego, czy na pewno tylko jedna torba. Odparł, że da da da - czy jakoś tak i idzie w kierunku schodów. Wołam go i mówię, aby sprawdził. Sprawdza i daje mi jeszcze jedną torbę. Pytam ponownie, czy aby na pewno wszystko jest. A ten cham pod nosem zaczął do mnie, że "pizdu chuja mi pizdu". Chyba każdy Polak czy nie Polak wie co to oznacza. No nic... weszłam do domu i wyjmuję z dwóch toreb moje zakupy. Jak ja się wkurwiłam, jak ja się wkurwiłam, jak zobaczyłam, że brak kartonu mleka, maszynek do golenia (za 29 złotych), odświeżacza powietrza, miodu, mgiełki i żelu pod prysznic. Wszystko co najdroższe zostało mi ukradzione. Wkurwiłam się niemiłosiernie i od razu skontaktowałam się z Glovo. Wyjaśniłam tę sprawę i byłam naprawdę wkurwiona, bo raz już miałam podobną sytuację z Biedronką zamówioną przez Glowo. I oczywiście z Ukraińcem, bo jakże by inaczej. Także, wyjaśniłam na chacie (obsługa klienta Glovo) zaistniałą wkurwiającą sytuację i zwrócono mi środki na konto Glovo. Oczywiście przepraszano mnie, że coś takiego już się nie wydarzy, ale... szczerze? Wątpię w to, ponieważ to już wydarzyło mi się drugi raz, czyli o dwa razy za dużo.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz