czwartek, 26 marca 2026

Styczeń & Luty 2026 oczami MotorOLI, czyli... mnóstwo zwierzaków, nowy Czaromarownik, ELLE, niebieska mascara, nowe majteczki i krople orgazmiczne na łechtaczkę (20 zdjęć!)

Dzień dobry moi Kochani! 👋😘😘😘 Dzisiaj przychodzę do Was z postem zbiorczym z stycznia i lutego 2026. Wiem, że to Wasza ulubiona seria na blogu, więc oto jestem 👼👼👼. 


Aby nie przedłużać, zaczynajmy! 😎😍😘😘😘😃😃😃💪💫








Będąc w pracy ostatnio naszła mnie ochota na jakąś solidną sałatkę. Zamówiłam sobie dwa razy sałatkę z panierowanym kurczakiem w Zahirze. Ta sama sałatka dwa razy, a dwa różne smaki. Pierwsza nie wyglądała apetycznie, ale była smaczna, zaś druga była pięknie przygotowana, ale ilość papryczki jalapeño mnie po prostu zmiotła z planszy. Mimo iż je lubię, to było ich dla mnie zdecydowanie za dużo.



W tym roku Czaromarownik jest po prostu przepiękny. Jeszcze tak pięknej edycji tego kalendarza księżycowego jeszcze nie było. 



Będąc u Weroniki poznałam jej pytona królewskiego - Kluska. Bardzo sympatyczny gad.



Pytony królewskie są bardzo łagodnymi wężami. Nie przejawiają agresji jak ma to miejsce w przypadku pytonów zielonych. Jeżeli nie wiecie jak wyglądają to bardzo polecam, abyście sobie zobaczyli w Google. Są to naprawdę piękne zwierzęta, ale wyglądają na agresywne.



Szczypior (jaszczurka) i Puddi (kotek). 

U Weroniki zjadłam coś pysznego, a mianowicie na opiekany ciepły chlebek nałożyła całkiem grubo masła i na to łososia wędzonego. Pierwszy raz w taki sposób jadłam łososia i było to naprawdę pyszne. Pychota! 💚



A tu przed Państwem KOKOS POTĘŻNY. Moja mama stwierdziła, że to naprawdę piękny żółw.



A tu już mój Dionizy. Kochany jest to koteczek, ale niestety często miewa problemy z brzuszkiem. Nie dość, że jest alergikiem to przeszedł w swoim krótkim życiu sepsę (takich mamy cudownych weterynarzy...) oraz zapalenie otrzewnej i zapalenie trzustki. Niemniej dał radę. 



Kiedy miałam 15 lat to z zamiłowaniem czytałam prasę i magazyny kobiece. W tym roku miałam ochotę na przejrzenie jakiegoś modowego magazynu, więc zdecydowałam się zakupić ELLE. Czytacie jeszcze gazety, czy u Was Internet całkiem wyparł prasę?



W Zahirze zamówiłam sobie frytki z batatów, ale niestety aż tak dupy mi nie urwały jak to bywa w TAKI PAN PSTRĄG. Tamte frytki są po prostu nie do podrobienia.



Tutaj mam dla Was polecajkę pod postacią niebieskiego tuszu do rzęs. Kosztuje jakieś 15 złotych i ma mocny kolor niebieski. Fakt faktem jest bardzo rzadkim tuszem, ale jak zgęstnieje to jest naprawdę dobry. Za takie pieniądze można kupować.



Uwielbiam śledzie w śmietanie i uwielbiam próbować nowości. Ten śledzik dobry, ale jednak wolę klasyczną wersję śledzi w śmietanie albo w sosie jogurtowo-koperkowym, który jest "chudszą" wersją śledzia w śmietanie.



Każdy chyba już wie, że ja ukochałam sobie najbardziej szarlotkę jeśli sprawa tyczy się ciast. Serniki mogłyby dla mnie nie istnieć, aż do... tego momentu gdy spróbowałam sernik baskijski. To najlepszy sernik jaki jadłam w swoim życiu. Można kupić go w Putce za 80 złotych. Jego cena jest jak najbardziej adekwatna co do jakości i jego smaku. Gdyby nawet kosztował 120 złotych to i tak bym go od czasu do czasu kupiła, bo jest nieziemski. Sernik baskijski charakteryzuje się maślanym, bardzo kremowym smakiem i opadającą górą. Polecam, mimo że Putka oszukuje na wadze ciast.



A tu takie małe zakupy w Lidlu. Jedynie nie polecam tych pierogów z boczniakami i żurawiną. 



Skarpetki z diamencikami kupiłam na TEMU za jakąś śmieszną kwotę, a jakościowo są jak te z Calzedonii. Buty też są z TEMU i już czekają na odpowiednio ciepłą pogodę, abym mogła je założyć do pracy. 



W styczniu skończyłam oglądać przepiękny film meksykański - KOBIETA ZE STALI. Cudowny!



To był mój ostatnio najlepszy zakup. To słuchawka do telefonu komórkowego. Dzięki niej mogę sobie rozmawiać jak za dawnych lat. Vibe lat 80 murowany!!! 💕



W aptece kupiłam miętę oraz witaminę D i olej lniany. Jeżeli jesteście ciekawi w jaki sposób suplementuję witaminę D to po prostu biorę na łyżkę do zupy olej lniany i biorę 6 kropli witaminy D, czyli 3 tysiące jednostek. I gotowe! 



W Pepco kupiłam sobie trzy pary majtek. Te różowe to kolekcja BIRKIN, która jest genialna jeśli chodzi o jakość. Te czerwone to była kolekcja walentynkowa, a panterkowe kupiłam dzięki Weronice, która mi poleciła te majtki. 



W Zahirze zamówiłam frytki klasyczne i kebaba Rollo Special. Frytki były za miękkie, kebab był smaczny, ale jadłam lepsze.



A tutaj mam coś cudownego. Ten specyfik to krople orgazmiczne na łechtaczkę. Kiedy jesteście już podnieceni nakładacie sobie kapkę tego specyfiku na łechtaczkę troszkę wmasowujecie i... efekt jest taki, że macie zajebistą ochotę na seks. Myślałam, że to jakiś fejk, ale to naprawdę działa. Muszę sobie kupić pełnowymiarowe opakowanie. Genialne to jest! 💙












I tak oto dobrnęliśmy do końca dzisiejszego postu. Styczeń i luty tego roku były dla mnie dosyć dobrymi miesiącami, choć nie obyło się bez jakichś zawirowań i smutnych chwil. Niemniej cieszę się z tego co mam i jestem za wszystko co dobre wdzięczna. 

Poznałam super zwierzaczki, poznałam dziewczynę Weroniki - Nikolę, rozerwałam się i było miło. Właśnie dla takich chwil człowiek żyje, bo nie każdego dnia jest cudownie i każdy człowiek powinien mieć to na uwadze, że tak naprawdę w życiu piękne są tylko chwile. Tak jak to było śpiewane w tej piosence Kukiza. Tylko chwile... 💔💖. 












Mam nadzieję, że dla Was styczeń i luty tego roku był dobrym czasem i nie chorowaliście i było wszystko dobrze.






Buziaczki moi Kochani 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘








































środa, 25 marca 2026

To moi ludzie! :D #zerodram

Powiem Wam, że to niebywały komfort kiedy w końcu po latach ma się w swoim najbliższym otoczeniu ludzi, którzy nie wpływają na was negatywnie, możecie być sobą i jeszcze nie ma żadnych dram. ZERO DRAM! Dacie wiarę?! 😀😀😀💖

Adi to osoba kompletnie bezproblemowa, życie dla niego jest piękne, ma w sobie życie i radość mimo tego co życie stawia na jego drodze. Życie - to słowo idealnie pasuje do Adriana. Poznaliśmy się w sex shopie, także praca postawiła mi na drodze bezproblemowego kumpla, który jest zodiakalnym Lwem. I to jeszcze nie z byle jakiej daty! 

Werka, ach Werka! Chyba tak miłej i nietuzinkowej osoby nigdy nie znałam. I to jeszcze tak tańczącej osoby 😀😀😀. Nikt jeszcze nie dał mi pokazu tańca, a tu proszę... 💖. Życie mnie naprawdę zaskakuje, zaskakuje. Ale to dobrze, bo nie ma nudy. Zresztą, ja w życiu nigdy na nudę nie mogłam narzekać. Teraz po prostu jest pozytywnie, zabawnie i bez spiny. 







Dla mnie jest to tak nowe zjawisko w moim życiu, że naprawdę jestem pozytywnie zaskoczona. Kiedyś musiałam dzień w dzień wysłuchiwać ludzi jak to w życiu jest źle, jak to faceci są beznadziejni, jak to ludzie z Tindera oszukują, jakie życie jest trudne, jakie życie jest niesprawiedliwe. Przez jakieś 5-8 lat musiałam taplać się w gównie i jestem pełna podziwu, że toksyczność tamtych ludzi nie weszła mi w krew. Jedynie co mi zrobiono to po prostu mnie zajechano i już tak dłużej po prostu nie mogłam. Udusiłabym się wtedy gdybym do dzisiaj tkwiła w tym w czym tkwiłam. A tak to nie muszę udawać tego kim nie jestem. Mogę mówić, śmiać się, cieszyć, nie muszę udawać umartwionej, żeby nie urazić swoją radością innych. Mogę rozmawiać o moich pasjach, hobby, seksie bez obaw, że zostanę uznana za oderwaną od rzeczywistości. Mogę celebrować życie tak jak to lubię, bez stresu, że nie mogę za bardzo być happy. Mogę mówić o tym, że pracuję i zarabiam tyle ile osoba na stanowisku powiedzmy księgowej i nie muszę się za to wstydzić. A niestety jak dostałam kiedyś dobrą pracę to musiałam udawać skruchę, że to niesprawiedliwe, że zarabiam aż tyle ile zarabiam. Tak, przyjaciele wtedy nie cieszyli się z tego, że mi się wiedzie, tylko mi zazdrościli. Przebywałam w toksycznym środowisku, ale w końcu zebrałam się w sobie, żeby powiedzieć: "nara wychodzę i nie wracam". I choć wszystkich byłych przyjaciół kochałam to dla własnego zdrowia fizycznego i psychicznego musiałam odejść, bo w końcu bym "umarła" za życia. A tego nie chciałam.






Także tak. To moi ludzie i dobrze mi z tym.








Tymczasem. 


Zaprzyjaźniłam się z pytonem królewskim :D

Pewnej cudownej soboty zostałam zaproszona przez Weronikę do niej do domu. I... trafiłam do raju. Dosłownie trafiłam do RAAAAJUUUUUUU! 😃😃😃💚💚💚💘💘💘 




Przed Państwem sam pyton królewski o imieniu Klusek 🐍. Czyż on nie jest piękny? 🐍🐍🐍🐍🐍 Od zawsze uwielbiałam gady i moim takim malutkim marzeniem było kupienie sobie żółwia, ale... przez tego pytona przepadłam. Zakochałam się! 💚 Na początku musiałam pokonać pewien opór mentalny, bo w końcu to wąż, a nie piesek czy kotek. Fascynować się można, ale co innego brać na ręce. Anakondy też mnie fascynują od dzieciństwa, ale raczej nie owijałabym się nią przed snem 😅😆. Jak już pokonałam ów opór to po prostu się zaprzyjaźniliśmy z Kluskiem i było fajnie. I wcale nie obślizgle! To jeden z powielanych mitów co do węży. Ciałko taki delikwent ma bardzo aksamitne. Fajny z niego gość! 🐍🐍🐍🐍🐍🐍🐍🐍🐍🐍






Zasięgnęłam także informacji, aby czegoś więcej dowiedzieć się o pytonie królewskim. To super wybór dla początkującego terrarysty, ponieważ ten gatunek pytona jest bardzo łagodny i nie przejawia agresji w przeciwieństwie do pytonów zielonych, których jestem fanką. Niemniej ten też jest piękny. Taki piękny, klasyczny wąż. Ciekawe jak znowu będę widzieć się z Kluskiem to czy będzie mnie pamiętał. Hmmm... ciekawe czy węże zapamiętują swoich gości. Coś na ten temat wiecie? 😀😀😀












Czy kiedykolwiek mieliście styczność z wężami? Dotykaliście, braliście na ręce?
Boicie się węży, czy podziwiacie je?

Bardzo będzie mi miło jak podzielicie się ze mną swoimi opiniami w komentarzach pod tym postem.






Buziaczki Kochani 💋💋💋💋💋💋💋💋😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘


piątek, 20 marca 2026

Walczę z ciężką grypą...

Pewnie zastanawiacie się dlaczego znowu milczę. Otóż dlatego, że walczę z ciężką grypą i nie mam kompletnie na nic siły. Niemniej postanowiłam napisać krótki i przede wszystkim szybki (nie mam siły) post, aby nie zostawiać Was bez żadnej informacji. 

Także... w sobotę po południu w pracy poczułam się dziwnie zmęczona, więc poszłam sobie usiąść na zaplecze. Czułam się zmęczona w sposób w jaki objawia się wyczerpanie po dwóch zarwanych nockach z rzędu. Jak wróciłam do domu nie miałam ochoty na kolację i poszłam po prostu spać. Obudziłam się po 1 w nocy z gorączką, dreszczami i fatalnym samopoczuciem. Nie wiem jak Wy, ale ja przy wysokiej gorączce po prostu płaczę jak gorączkujące dzieci. Miałam wtedy 38,5 stopni gorączki. Całą niedzielę przeleżałam, przespałam i nie ruszyłam nawet ręką. Nie pamiętam kiedy aż tak źle się czułam. W poniedziałek już było tylko gorzej, bo miałam ponad 39 stopni gorączki, więc zrobiło się niebezpiecznie. Przyjechało do mnie pogotowie i stwierdziło bardzo ciężką grypę. Dostałam zastrzyk przeciwgorączkowy w pośladek i zalecenie, aby nie wychodzić z domu (ciekawe jak miałabym się ruszyć skoro nawet nie mam siły wstać i umyć kubka po herbacie) i bardzo dużo odpoczywać. Tak jak zalecili, tak też zrobiłam. Od 5 dni nie robię kompletnie nic oprócz leżenia, spania, picia ciepłego, spożywania syropu i leku przeciwwirusowego. Gorączka już całkiem ładnie mi spada, ale mam okrutny kaszel, nie mam głosu i mam silne osłabienie. Robiąc sobie kolację i herbatę oblał mnie na nowo zimny pot. Powiem Wam, że serio, ale nie pamiętam kiedy byłam aż tak chora jak teraz. W tym tygodniu miałam pracować tylko 2 dni, więc za wiele zmian w sex shopie nie straciłam, ale wiadomo, że szkoda, bo pieniążki uleciały. Niemniej, gdybym poszła do pracy w środę i w czwartek to myślę, że to by się bardzo źle skończyło, bo mogłabym zemdleć. Myślę, że to raczej pewne. Lekarze chcieli mi dać zwolnienie na 3 tygodnie, ale nie wiem jak w mojej pracy mogłabym być tyle na zwolnieniu. To się po prostu z moją robotą nie łączy. Ech... nie powinno tak być, że pracownik stresuje się tym, że się rozchorował. Wierzcie mi, że wolałabym zapieprzać w mojej pracy 6 dni przez cały tydzień niż czuć się tak jak się teraz czuję. MASAKRA. 





No dobra, to chyba tyle w tym poście. Jestem chora i dlatego nie piszę, bo nie mam siły, ale już dłużej nie mogłam Was trzymać bez żadnych wpisów, więc mam nadzieję, że doceniacie. 



Trzymajcie się ciepło i nie chorujcie! 



Buziaczki ;* ;* ;* 

środa, 11 marca 2026

Jestem po prostu NIEREFORMOWALNA

Dzień dobry! 👋

Nie wiem co ja już mam powiedzieć na swoje wytłumaczenie, więc powiem jak zawsze i wszędzie po prostu prawdę - JESTEM NIEREFORMOWALNA. Mówiłam, pisałam, obiecywałam, że zacznę częściej pisać, ale wyszło, a raczej wychodzi jak wychodzi. Czyli nijak wychodzi. Moi stali Czytelnicy wiedzą, że kiedyś miałam tego czasu od groma i żyłam sobie zajebistym życiem, ale w tej chwili, a tak właściwie już od ponad roku mam tego czasu ograniczoną ilość. Niestety, czasem i takie czasy nadchodzą. Niemniej zawsze jak zasiadam do pisania to robi mi się po prostu lepiej na duszy, ponieważ wtedy właśnie robię to co kocham. Ja po prostu muszę pisać, bo to pozwala mi oddychać, żyć, rozmyślać, analizować i po prostu jest to wtedy czas dla mnie. Inni jak mają problem zaglądają do kieliszka, płaczą, ćpają, napierdalają przez telefon godzinami nie dając żyć innym, a ja... a ja wtedy klikam w klawiaturę i wyrzucam to co powinno zostać wyrzucone z serca, duszy i umysłu. Taki swoisty rodzaj katharsis. 





Dzisiaj mam wolny dzień, więc żyję wolno, ale przyjemnie 😅😅😅. Byłam taka zmęczona, że zasnęłam po północy na kanapie w pokoju stołowym i obudziłam się o 5 nad ranem. I... nie mogłam już usnąć ponownie. Też tak czasem macie? Podzielcie się swoimi opiniami w komentarzach pod tym postem. 









Pamiętacie, że niedawno zaczął się rok 2026, a mamy już prawie połowę marca? Gdzie ten czas wyparowuje? Jak to się dzieje?! 


Coraz bardziej rozumiem starszych ludzi, którzy mówią, że im człowiek starszy, tym czas szybciej ucieka. Z roku na rok odczuwam to coraz mocniej, a mam dopiero 32 lata. 

Też czujecie to przyśpieszenie? <Maassen myśli>




Dodatkowo ten rok obfituje w trudne wydarzenia dla świata: wojna na Ukrainie cały czas trwa, zaczęła się wojna na Bliskim Wschodzie, wychodzą coraz nowsze informacje w sprawie afery Epsteina i wiele innych. Osobiście myślę, że jeszcze wiele niepokojących rzeczy wydarzy się w tym roku na naszym pięknym świecie, ale bądźmy cierpliwi i nie przyspieszajmy czasu, bo życie jest krótsze niż myślimy.












Tymczasem. 


niedziela, 1 marca 2026

WIOSNA idzie! :D

Co by nie mówić o wczorajszym dniu to dzisiaj trzeba przyznać, że jest po prostu pięknie 😃. Nie da się ukryć, że widać iż już WIOSNA IDZIE. Nie wychodziłam dzisiaj nigdzie, ale patrząc przez okno widać i generalnie czuć w powietrzu, że jeszcze trochę, jeszcze chwilę i zacznie się piękna wiosna. Wy też czujecie jej zapach? 😀🌞🌄





To zdjęcie zrobiłam sobie 8 miesięcy temu, jakoś w sierpniu. To był bardzo stresujący dzień dla mnie, niemniej zawsze należy patrzeć na wszystko co nas w życiu spotyka przez różowe okulary. Nawet nie wiecie jak te okulary różowe z perełkami przyciągały wzrok przechodniów 😅😅😅. Świat, a raczej Łódź nie jest nadal gotowa na takie okulary, a szkoda. Ważne, że ja jestem na nie gotowa 💪😎. 






Macie już jakieś pomysły na urlopy, na wakacje? 😉




Buziaczki i udanej dla Was niedzieli! 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘


On był Arab, ona blond...

Chciałoby się powiedzieć: "kuuurwaaa, ja pieeeerrrrdoleeee". 

Wczorajszy dzień mnie strasznie dobił, ponieważ na koniec dnia miałam okropnych klientów. Takich klientów, przy których ma się ochotę płakać z bezsilności i wykrzyczeć, aby spierdalali jak najdalej przez obelgi jakimi mnie obrzucili. Na szczęście w sex shopie był także mój zaprzyjaźniony klient policjant oraz inny miły klient. A było to tak.



Koło 20:50 rozmawiałam sobie miło z Dawidem (klient policjant). Sprzedałam mu piękny choker z diamencikami i była naprawdę fajna atmosfera. Zresztą jak zawsze gdy przyjeżdża do mnie na zakupy. Po pewnym czasie do sex shopu przyszła sobie taka parka. Doszli do lady, wyciągnęli jakąś podejrzaną fiolkę, w której był płyn i jakieś okruszki. Niby miała być to fiolka z perfumami, ale wyglądało to bardzo podejrzanie. Po chwili klient otworzył i chciał, abym się tym sztachnęła - tak powiedział. Zbliżał sobie fiolkę do nosa i mocno się zaciągał. Wyglądało to komicznie i przerażająco. Powiedziałam mu, że ja nie mam obowiązku się zaciągać czymkolwiek od klientów. Wtedy wpadł w szał i zaczął mnie wyzywać od idiotek i kurew. Gadał jeszcze obrzydliwe rzeczy pod nosem i ta jego blond dziewczyna powiedziała mu po cichu, aby się uspokoił, ale nie chciał słuchać. Następnie poszedł do pompek powiększających penisa i denerwował się, że z każdego modelu jest tylko jedna sztuka. W końcu ten okropny klient tak się wkurwił, że zaczął obrażać klienta (policjanta). Mówił tak: "co to jest, to ochrona czy co to, niech spierdala", "słyszysz typie, spierrrdalaj!". W pewnym momencie zrobił ruch jakby chciał rzucić we mnie tą pompką powiększającą penisa. Niemniej zachowałam spokój, bo podejrzewam, że ten klient (z jakiegoś arabskiego kraju) był naćpany. A jeszcze bardziej przerażające jest to, że Polka pozwoliła się związać z takim typem, który ani urodą nie grzeszył, ani intelektem, ani tym bardziej kulturą osobistą. Przykro mi, że trafiłam na takiego klienta, który po prostu popsuł mi cały dzień, który nie był złym dniem.


On był Arab, ona blond...













Niestety tacy klienci też istnieją i chodzą po naszym pięknym świecie. Mimo iż w sex shopie rzadko miewam takie nieprzyjemne sytuacje to niestety czasem się zdarzają. W handlu nie można powiedzieć klientowi, że jest parszywym skurwysynem. Trzeba zachować spokój. Tak też zrobiłam. Gotowały mi się nerwy wewnątrz mnie, aż w pewnym momencie myślałam, że na środku sex shopu ze złości i przykrości zwymiotuję, ale nad tym wszystkim czuwał Dawid, któremu jestem po prostu bardzo wdzięczna. Zresztą podziękowałam mu, że został póki ten ciapaty nie wyszedł. 


I wiecie co jeszcze mnie boli? To, że całe życie wspierałam ludzi, wspierałam mniejszości, a nakrzyczał na mnie i zwyzywał mnie okrutnie Arab. Arab w Polsce zwyzywał Polkę... to jest jakiś nonsens. Każdy kto przyjeżdża do innego kraju powinien, ba! ma obowiązek szanować ten kraj i ludzi, którzy w nim mieszkają. Niestety niektórzy się panoszą, okrutnie panoszą. W takich momentach rozumiem podejście Konfederacji i to jak Kaczyński bronił Polski przed właśnie takimi ludźmi, którzy przyjeżdżają i niszczą nasz kraj i kulturę. 







No cóż... na pewne rzeczy nie mamy wpływu, świat się nie zmieni i ludzi, ale zawsze opłaca się próbować. Już dawno nikt mnie tak nie wytrącił z równowagi. Mam mnóstwo problemów w życiu i ostatnimi czasy smutków, a tu jeszcze coś takiego. Czasem odechciewa się żyć...



Tymczasem.