Dzień dobry! 👋 Mogę śmiało powiedzieć, że NARESZCIE mam wolne i mogę trochę sobie pożyć. W lipcu miałam hardcore`ową ilość godzin pracy, ponieważ przepracowałam 324 godziny, więc solidnie się wykończyłam, ale jak to ja - DAŁAM RADĘ. Owszem, jestem nadal zmęczona po takim maratonie zarówno fizycznie jak i psychicznie, ale jestem również zadowolona z siebie, że ani razu się nie spóźniłam, zrobiłam wszystko co mogłam, aby mieć dobrą sprzedaż i nic nie mogę sobie zarzucić. Oczywiście liczyłam, że dojdę do 50 tysięcy utargu, ale troszkę mi zabrakło. Niestety...
Moje życie w lipcu wyglądało w ten sposób, że spałam, pracowałam, PRACOWAŁAM, szybkie mycie uskuteczniałam. Nic się nie działo, tylko PRACA PRACA PRACA. Miesiąc można w takim rytmie żyć, ale nie dłużej, bo już miałam momenty załamania, że budziłam się i zanim wstałam to płakałam z powodu braku siły i bezsilności psychicznej. Niemniej motywowałam się sama, psychika kazała mojemu ciału wstawać i tak wytrzymałam. Łatwe to nie było, ale do zrobienia. Jak widać. Nie wiem czy drugi raz zgodziłabym się na coś takiego. Trudno powiedzieć, póki co nie muszę już się nad tym zastanawiać i mogę teraz powoli dojść do siebie i wrócić do żywych.
Bardzo jestem ciekawa ile Wy maksymalnie przepracowaliście godzin w miesiącu. Zrobiliście kiedyś dwa etaty w miesiąc?
Buziaczki 😘😘😘

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz