Prawie dwa miesiące temu, no dobra... półtora miesiąca byłam bardzo, ale to bardzo wkurwiona na jedną dziewczynę, którą poznałam w pracy. Byłam tak wkurwiona, że w moich myślach ona po prostu płonęła, spadała z dachu, była zjadana przez krokodyla. Myślałam, emocjonowałam się, wkurwiałam (to już chyba mówiłam?) i rzucałam mięsem na lewo i prawo jak nie było akurat klienta. Myślałam, że mnie coś rozniesie od wewnątrz. Chciałam się nawet tego samego dnia z Wami tym wszystkim podzielić na stronach mojego bloga, ale chyba ręka boska mnie powstrzymała. Raczej na pewno. A jak to się wszystko zaczęło? Ech... jakbym miała Wam to serio bardzo streścić to pojawiła się dziewczyna-latynoska, która wyżej srała niż dupę miała. Nagminnie powtarzała o pokorze, a kłóciła się z samych dyrektorem mojego sex shopu co już świadczy o jej braku pokory i jakichkolwiek manier. Nie wyobrażam sobie jak można się tak zachowywać i to jeszcze na samym początku swojej pracy w nowej firmie. Noooo, dla mnie po prostu dno. Cały czas ta laska powtarzała, że ona studiowała psychologię i medycynę i wszystko wie lepiej. Ja studiowałam 5 kierunków studiów i co? Jakoś nie krzyczę wszem wobec, że jestem intelektualistką, a w sex shopie uskuteczniam eksperyment społeczny. Ech, już taką jedną delikwentkę znałam, która uważała, że jej matka lepiej odmienia przez przypadki, bo skończyła studia na kierunku, który ja porzuciłam. O tempora, o mores! Ludzie są serio śmieszni, nawet nie wiedzą jak bardzo. No, ale nieistotne, tak już życie wygląda. Po prostu. I wracając do tematu to byłam naprawdę coraz bardziej zirytowana i to jeszcze bardziej, bo chciałam czuwać nad nią, pomagać jej jakby czegoś nie wiedziała i nawet broniłam ją przed "górą". No, ale niestety... nasza ostatnia rozmowa wyglądała tak, że mnie obraziła, unosiła się, wręcz powiedziałabym, że krzyczała i w jej stylu jak zawsze gdy coś jej się nie podobało - "rzucała telefonem" i pozostawała tylko po niej głucha cisza. To właśnie ta pokora, zdecydowanie 😅. I chętniej bym jeszcze coś dodała, ale co to zmienia, czy coś mi to daje? Nie, nie ma co się denerwować, bo złość rzadko rozwiązuje problem. Najczęściej tylko dokłada nam ciężaru.
niedziela, 16 sierpnia 2026
Złość rzadko rozwiązuje problem. Najczęściej tylko dokłada Ci ciężaru.
Złoszczenie się sprzyja chorobom, depresjom i generalnie rozwala cały organizm. I po co nam to? Ważne jest, aby zachować w życiu spokój, POKORĘ, z godnością i cierpliwością znosić wszystkie trudy i wyciągać wnioski na przyszłość, które pozwolą nam nie popełniać znowu tych samych błędów.
I wiecie co? Lepiej wyszłam z całej tej sytuacji, w której się znalazłam. Dzięki temu, że ta wyżej opisana laska odeszła z pracy to ja mogłam udowodnić sobie, że jestem w stanie wytrzymać ogrom pracy i jeszcze sobie solidnie zarobić. Oczywiście, mnie można dać każdy pieniądz i ja mogę wydać w miesiąc nawet i 30 tysięcy, bo żyć to ja lubię, ale generalnie wyszłam na plus. I to się liczy. Udowodniłam sobie, a innym nie muszę. Swoją drogą już przy pierwszej rozmowie ta kobieta mi się nie spodobała, tak samo jak dyrektorowi i pani z administracji. I cóż, mieli rację, ich doświadczenie życiowe pozwoliło im szybko ocenić z kim mają do czynienia. I, nie pomylili się.
Moja świętej pamięci babunia zawsze mi powtarzała: "Oleńko pamiętaj, pokorne ciele dwie matki ssie". I jeśli chodzi o pokorę to mogłabym wielu jej nauczyć. Można mieć temperament, można mieć swoje zdanie, można być asertywnym, ale i można też być pokornym i ułożonym. A przede wszystkim kulturalnym!!! Czego tej lasce niestety brakowało.
Także moi Kochani nie złośćcie się, bo szkoda nerwów. Bądźcie weseli, szczęśliwi i miejcie serce na dłoni, ale uważajcie na złych ludzi.
Tymczasem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz