czwartek, 23 kwietnia 2026

Praca jest dobra na wszystko

Mój dziadek zawsze mi powtarzał, że praca jest dobra na wszystko. Zawsze polecał pracę na smutki, na zdołowanie, na strapioną duszę, na nudę, na potrzebę zwiększenia pieniędzy, generalnie... na wszystko. Mój dziadek pracował w ponad 16 różnych miejscach, aż w końcu znalazł swoją drogę życia jaką było zostanie kierowcą międzynarodowym (głównie w obszarze Bliskiego Wschodu). Może i ja kiedyś odnajdę siebie. Tak w pełni. 







Przede mną 7 dni pracy z rzędu, ponieważ moja szefowa wylatuje do Turcji. Czeka mnie intensywny czas, ale może to i dobrze, bo nie będę sobie "nabijała" głowy moimi różnymi problemami. Nooo, podobno praca jest dobra na wszystko 😅😆😂😂😂. Zobaczymy! 😈


21 kwietnia była 5 rocznica śmierci mojego pieska Reksia. Kiedy to minęło. Pamiętam to jak dziś. Był wesołym pieskiem, pełnym życia, zodiakalnym Rakiem. Mam nadzieję, że gdzieś za tęczowym mostem sobie biega i jest bardzo szczęśliwy i nie cierpi już na bóle wątroby. Jestem przekonana, że psie niebo istnieje. Ba! zawsze w nie wierzyłam.






Dzisiaj były zaś imieniny mojego młodszego brata, więc sobie trochę pochillowałam, a trochę nie. Zmyję makijaż, wypiję jeszcze malinowo-borówkowe piwo i pójdę spać. Może przed snem obejrzę jeszcze jakieś ASMR albo z jeden odcinek SO BEAUTY na YouTube. A potem pójdę spać, bo czeka mnie praca od jutra do czwartku. Siedem pełnych dni po 12h. Trochę jestem podekscytowana, a trochę przerażona, ale jak zwykle muszę dać radę, bo innej opcji nie ma. Kto jak nie ja!!! 😇😇😇




Pomyślałam, że muszę Was o tym powiadomić, bo nie wiadomo czy znajdę czas, aby coś przez tydzień tutaj napisać, więc stwierdziłam, że dzisiaj jest odpowiedni moment na nowy post. 




A jak tam u Was? Jak Wasz zdrowie i samopoczucie? Nie chorujecie? 😀😀😀






Dobrej nocki Misiaki! 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘


poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Czeka mnie dłuuuuuuugi i pracowity dzień...

Dobry wieczór ✋ 

Zamiast bazgrolić na kartkach Myśli Kobiety Wyzwolonej powinnam być już wannie, a tak właściwie to powinnam już spać. Dzisiaj czeka mnie naprawdę długi i pracowity dzień, mimo że mam dwa dni wolnego od pracy w sex shopie. Niemniej mam swoje sprawy, które dzisiaj muszę ogarnąć, a raczej które warto by załatwić dzisiaj, a nie zostawiać na jutro. Moja prokrastynacja nie lubi tego 😅😆.





<wyłączyłam się>




Jakoś się chwilowo zamyśliłam, a nawet rzekłabym, że wyłączyła. No nic, może to właśnie czas iść do wanny i uskutecznić relaksacyjną kąpiel przed snem. Wczorajszej nocy za wiele nie pospałam, bo jelitówka "pokazywała" mi, że czasem choroba to naprawdę gówniana sprawa 💩💩💩. A tak a`propos kilka osób na Instagramie zapytało mnie czy już doszłam do siebie po ciężkiej grypie. Odpiszę Wam tutaj hurtowo, że tak powiem. Yyyy... nie, nie doszłam nadal do siebie. Kaszel mi pozostał taki, że się cały czas duszę i czasem zbiera mi się na wymioty. Osłabienie jest nadal, ale takie, że mogę funkcjonować. Względnie, bo względnie, ale zawsze. Generalnie czuję się 4/10.









Idę kurczaki do tej wanny w końcu.


Dobranoc!


niedziela, 12 kwietnia 2026

Myślałam, że wyczerpałam już limit łez...

Jest niedziela, mocne popołudnie, walczę z jelitówką (tak właściwie to nie, bo wolę uciekać) i rozmyślam nad tym jak to bardzo nie można ufać ludziom i liczyć na kogokolwiek. Człowiek w życiu skazany jest tylko sam na siebie, rodzi się sam, żyje sam i sam też umiera. 







Tak sobie myślę, że... zbyt dużo oczekiwałam od ludzi, zbyt ich idealizowałam i miałam nadzieję na coś lepszego. Ludzie są gdy wszystko dzieje się w naszym życiu dobrze, a kiedy świat nam się zawala (bo zawalił to trochę za dużo powiedziane w moim przypadku) to kolokwialnie mówiąc wypinają się na nas i mają nas głęboko w dupie. Nie ich problem to nie ich problem i umywają ręce, choć niby jesteście dla nich najbliższymi. Słowa to tylko słowa i liczą się czyny. Niestety, ludzie lubią mówić, paplać bez sensu, obiecywać gruszki na wierzbie, ale nie ma to w ogóle pokrycia w rzeczywistości. Tak naprawdę człowiek jest sam ze swoimi demonami, ze swoimi problemami i swoim życiem. 


Najchętniej uciekłabym gdzieś daleko od tego wszystkiego co mnie otacza, od wszystkich ludzi, od wszelkich problemów, które teraz na mnie spadły. To wszystko to za dużo dla mnie. Jeszcze gdybym miała w kimkolwiek wsparcie, żebym usłyszała, że będzie dobrze, że wszystko zakończy się dobrze, że może jakoś mi pomóc. Ale nie, nigdy tego nie usłyszę, bo ludzie tacy są. A ja nie chcę mieć takich ludzi wokół siebie. Już mi ludzi nie trzeba, bo ludzie ranią. A skoro ranią, to są niepotrzebni.









Myślałam, że wyczerpałam już limit łez, ale najwidoczniej nie byłam świadoma, że można cierpieć jeszcze bardziej niż cierpiałam. Sam Bóg raczy wiedzieć przez co mój umysł i dusza teraz przechodzi. Nie mam w nikim wsparcia i to boli, ale trzeba to zaakceptować i po prostu iść dalej, tyle, że tym razem już samotnie, samemu. 












Liczmy tylko na siebie, bo cZŁOwiek to zło. 








Tymczasem. 


środa, 8 kwietnia 2026

Co to był za ciężki dzień... :/

Cześć Wam! ✋


Dzisiaj miałam tak ciężki i pracowity dzień, że jest to naprawdę niewyobrażalne. Niby w pracy nie byłam, ale miałam dzisiaj tyle na głowie spraw do ogarnięcia, że jak wróciłam do domu to padłam na łóżko w pokoju stołowym i ucięłam sobie dwugodzinną drzemkę, bo nie miałam siły na nic. Jestem zmęczona, przybita, zestresowana, przebodźcowana i mam ochotę leżeć i zasnąć na ten cały rok. Nie chce już mi się nic po tym dniu. Niby kilka rzeczy jest na plus, ale nie wszystko i to mnie martwi, a raczej stresuje. Płakać mi się już chce, bo nie mam siły, a ludzie najbliżsi mają do mnie pretensje, że zachowuję się jak rozkapryszone dziecko. A jak mam się kurwa zachowywać skoro życie mnie tak strasznie przytłoczyło? Od ponad roku funkcjonuję w przewlekłym stresie, który wypieram, ale on we mnie jest i wiem, że jak się wszystko dobrze zakończy to mogę się poważnie psychicznie rozchorować, bo w końcu nie dam rady z tymi wszystkimi problemami, które na mnie spadły. Aktualnie nie czuję, że mam w kimkolwiek jakiekolwiek wsparcie. Czuję się samotna i sama, mimo że otacza mnie naprawdę wiele osób. Czuję się niezrozumiała i niepotrzebna. 


Nie mam siły i mam do tego prawo, choć wiele osób nie pozwala mi czuć tego co czuję. 

A czuję się smutna i chciałabym usłyszeć nawet kłamstwo, że po prostu będzie dobrze,





Tymczasem. 

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Modelki w Dubaju! Fun Fact: Poznałam dziewczynę z Dubaju

Jakiś czas temat świat był bardzo poruszony tragedią Ukrainki pracującej na OnlyFans. Mam oczywiście na myśli Marię Kowalczuk, która została zmasakrowana w Dubaju. 

Maria to dziewczyna, która sprzedawała w Internecie swoje zdjęcia, filmiki i oczywiście czas. Nazywana jest modelką, ale... czym tak naprawdę jest modeling? Czym dla nas ludzi był, jest i stał się świat modelek? No właśnie... O co tak naprawdę chodzi z modelkami, z modelkami w Dubaju? Tak naprawdę często miano modelki jest tylko przykrywką i nie ma nic wspólnego z prawdziwym modelingiem. Wiele dziewczyn samemu płaci za różne sesje zdjęciowe, następnie dodaje fotki na Instagrama, aby dalej podtrzymywać historyjkę o interesującej pracy w branży mody. Takich kobiet jest po prostu mnóstwo, nie powiem, że tysiące, ale setki dziewczyn, które oglądacie na Insta i zachwycacie się ich życiem po prostu sprzedają siebie za grube hajsy, aby chwalić się cudownych życiem w social mediach. Znam kilka dziewczyn z branży porno, które zajmują się seks biznesem, a na Instagramie pokazują jak zwiedzają 50 kraj w ciągu dwóch lat pracując w branży kosmetologicznej czy też w transporcie. Dlatego przestrzegam wiele młodych dziewczyn podziwiających i z uporem maniaka walczących o najlepsze kosmetyki, luksusowe ciuchy, ponieważ... często te ekskluzywne przedmioty są po prostu wynikiem dawania dupy Arabom i sprzedawania siebie w każdy weekend w innym hotelu cudownie prosperującym. Niestety, ale dupa zawsze najlepiej się sprzedawała i będzie się sprzedawać. Życie, dosyć brutalne, ale prawdziwe. 




Jak to się stało, że wiele młodych dziewczyn zostało dubajkami (czyt. dziewczynami z Dubaju)?

W dobie Internetu, mediów społecznościowych i różnych innych portali bardzo łatwo jest dostać propozycję takiej pracy. Jeżeli kiedykolwiek dostanie wiadomość na Instagramie, że zapraszają Was na casting, bo jesteście piękne i młode, a w dopisku będzie określenie IMAGE JOB, to powiem tylko jedno - spierdalajcie. Takie określenie to po prostu propozycja wyjazdu na jacht, wakacje, do hotelu, aby świadczyć usługi seksualne bogatym panom. No chyba, że marzycie o takiej robocie to róbta co chceta. Każdy ma prawo decydować o swoim życiu i jeżeli ktoś marzy o pracy w seks branży to wiadomo, jego wybór. Niemniej uważam, że praca "modelek" w Dubaju jest barrrrrdzo niebezpieczna, nieprzewidywalna i może skończyć się naprawdę tragicznie co pokazała już światu sytuacja Marysi z Ukrainy. 








Na koniec oczywiście pozostał jeden smaczek, o którym wspomniałam w tytule dzisiejszego postu. 

Jak to się stało, że poznałam dziewczynę z Dubaju. No cóż... wiecie, że jestem miłośniczką futer i różnych futrzanych dodatków. Szukałam jakiegoś pięknego futra na zamówienie w kolorze burgundu. Znalazłam na Insta jeden interesujący mnie profil, ale niestety z futrami naturalnymi. I to w dodatku za 6 tysięcy złotych. Ani nie odpowiada mi cena, ani to, że futro jest naturalne. Zaczęłam oglądać filmiki tej dziewczyny, przeglądać te futra i różne komentarze. Nawet napisałam do niej pytanie czy tworzy także imitacje futer naturalnych z materiałów syntetycznych. Napisała, że specjalizuje się w futrach naturalnych. Później już jej nie odpisywałam, bo była nastawiona tylko na szybką i drogą sprzedaż. Zresztą, ja nie kupiłabym futra naturalnego. Generalnie nie kupiłabym futra za kilka tysięcy złotych!!! 

Googlałam dalej, czytałam dalej, aż w końcu znalazłam informację, że ta pancia to najprawdopodobniej dziewczyna z Dubaju (czyt. dubajka). Pod swoimi postami dostawała wielokrotnie komentarze w stylu: "dubajka", "DUPAjka", "obciągaRa z Dubaju". No cóż... nigdy nie wiadomo, może jest może nie jest. Dla mnie nieistotne, ponieważ to jej moralność, a nie moja. Każdy może robić co chce o ile nie krzywdzi tym innych. Szkoda jedynie tych szynszyli, lisów polarnych i innych zwierzaczków. Mam nadzieję, że ten proceder kiedyś upadnie. 













I teraz mam Kochani do Was pytanie otwarte. 

Co sądzicie o dziewczynach ("modelkach") z Dubaju, jak podchodzicie do tego tematu?

Czy chcielibyście, abym napisała także o tej Ukraince, która została zmasakrowana po jednej z dubajskich imprez u szejków?

Jak w ogóle postrzeganie pracę w seks biznesie?



Czekam na komentarze pod tym postem!



Buziaczki 💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋


Muszę przemyśleć co dalej...

W Wielki Piątek spotkała mnie taka "rewelacja", że musiałam usiąść, aby się nie przewrócić. 



Na nudę w życiu nigdy nie mogłam narzekać, ale ten rok ma szansę prześcignąć wszystkie moje poprzednie lata i zawalczyć o odznakę NAJBARDZIEJ ZASKAKUJĄCEGO ROKU ŻYCIA. Naprawdę 2026 ma na to szansę. 









Jeden esemes, jeden telefon i generalnie zaskakująca, nieprzewidywalna wiadomość. Naprawdę mało co jest w stanie mnie jakoś mocno zaszokować i jednocześnie zaskoczyć, a tutaj się udało. Nadal jestem w niemałym szoku. Póki co nic więcej Wam powiedzieć nie mogę, bo jest to sprawa z tych bardzo osobistych, ale kiedyś na pewno taką wzmiankę o tej sytuacji zamieszczę. Także, musicie uzbroić się w cierpliwość, a ja... w spokój ducha, hart i wytrwałość. W cierpliwość nie, bo cierpliwości to sami aniołowie w niebie mogliby się ode mnie uczyć. 




Generalnie mam teraz mętlik w głowie, wiele spraw do przemyślenia, do takiej solidnej analizy muszę przysiąść i naprawdę wiele sobie w mojej głowie poukładać. A łatwe to nie będzie, niemniej konieczne. I cóż, po raz kolejny przekonałam się, że życie jest tak bardzo nieprzewidywalne, że nie ma co się martwić na zapas, bo może być lepiej, ale i znacznie gorzej. Życie po prostu jest, aby uczyć i tyle.












Tymczasem. 


czwartek, 26 marca 2026

Styczeń & Luty 2026 oczami MotorOLI, czyli... mnóstwo zwierzaków, nowy Czaromarownik, ELLE, niebieska mascara, nowe majteczki i krople orgazmiczne na łechtaczkę (20 zdjęć!)

Dzień dobry moi Kochani! 👋😘😘😘 Dzisiaj przychodzę do Was z postem zbiorczym z stycznia i lutego 2026. Wiem, że to Wasza ulubiona seria na blogu, więc oto jestem 👼👼👼. 


Aby nie przedłużać, zaczynajmy! 😎😍😘😘😘😃😃😃💪💫








Będąc w pracy ostatnio naszła mnie ochota na jakąś solidną sałatkę. Zamówiłam sobie dwa razy sałatkę z panierowanym kurczakiem w Zahirze. Ta sama sałatka dwa razy, a dwa różne smaki. Pierwsza nie wyglądała apetycznie, ale była smaczna, zaś druga była pięknie przygotowana, ale ilość papryczki jalapeño mnie po prostu zmiotła z planszy. Mimo iż je lubię, to było ich dla mnie zdecydowanie za dużo.



W tym roku Czaromarownik jest po prostu przepiękny. Jeszcze tak pięknej edycji tego kalendarza księżycowego jeszcze nie było. 



Będąc u Weroniki poznałam jej pytona królewskiego - Kluska. Bardzo sympatyczny gad.



Pytony królewskie są bardzo łagodnymi wężami. Nie przejawiają agresji jak ma to miejsce w przypadku pytonów zielonych. Jeżeli nie wiecie jak wyglądają to bardzo polecam, abyście sobie zobaczyli w Google. Są to naprawdę piękne zwierzęta, ale wyglądają na agresywne.



Szczypior (jaszczurka) i Puddi (kotek). 

U Weroniki zjadłam coś pysznego, a mianowicie na opiekany ciepły chlebek nałożyła całkiem grubo masła i na to łososia wędzonego. Pierwszy raz w taki sposób jadłam łososia i było to naprawdę pyszne. Pychota! 💚



A tu przed Państwem KOKOS POTĘŻNY. Moja mama stwierdziła, że to naprawdę piękny żółw.



A tu już mój Dionizy. Kochany jest to koteczek, ale niestety często miewa problemy z brzuszkiem. Nie dość, że jest alergikiem to przeszedł w swoim krótkim życiu sepsę (takich mamy cudownych weterynarzy...) oraz zapalenie otrzewnej i zapalenie trzustki. Niemniej dał radę. 



Kiedy miałam 15 lat to z zamiłowaniem czytałam prasę i magazyny kobiece. W tym roku miałam ochotę na przejrzenie jakiegoś modowego magazynu, więc zdecydowałam się zakupić ELLE. Czytacie jeszcze gazety, czy u Was Internet całkiem wyparł prasę?



W Zahirze zamówiłam sobie frytki z batatów, ale niestety aż tak dupy mi nie urwały jak to bywa w TAKI PAN PSTRĄG. Tamte frytki są po prostu nie do podrobienia.



Tutaj mam dla Was polecajkę pod postacią niebieskiego tuszu do rzęs. Kosztuje jakieś 15 złotych i ma mocny kolor niebieski. Fakt faktem jest bardzo rzadkim tuszem, ale jak zgęstnieje to jest naprawdę dobry. Za takie pieniądze można kupować.



Uwielbiam śledzie w śmietanie i uwielbiam próbować nowości. Ten śledzik dobry, ale jednak wolę klasyczną wersję śledzi w śmietanie albo w sosie jogurtowo-koperkowym, który jest "chudszą" wersją śledzia w śmietanie.



Każdy chyba już wie, że ja ukochałam sobie najbardziej szarlotkę jeśli sprawa tyczy się ciast. Serniki mogłyby dla mnie nie istnieć, aż do... tego momentu gdy spróbowałam sernik baskijski. To najlepszy sernik jaki jadłam w swoim życiu. Można kupić go w Putce za 80 złotych. Jego cena jest jak najbardziej adekwatna co do jakości i jego smaku. Gdyby nawet kosztował 120 złotych to i tak bym go od czasu do czasu kupiła, bo jest nieziemski. Sernik baskijski charakteryzuje się maślanym, bardzo kremowym smakiem i opadającą górą. Polecam, mimo że Putka oszukuje na wadze ciast.



A tu takie małe zakupy w Lidlu. Jedynie nie polecam tych pierogów z boczniakami i żurawiną. 



Skarpetki z diamencikami kupiłam na TEMU za jakąś śmieszną kwotę, a jakościowo są jak te z Calzedonii. Buty też są z TEMU i już czekają na odpowiednio ciepłą pogodę, abym mogła je założyć do pracy. 



W styczniu skończyłam oglądać przepiękny film meksykański - KOBIETA ZE STALI. Cudowny!



To był mój ostatnio najlepszy zakup. To słuchawka do telefonu komórkowego. Dzięki niej mogę sobie rozmawiać jak za dawnych lat. Vibe lat 80 murowany!!! 💕



W aptece kupiłam miętę oraz witaminę D i olej lniany. Jeżeli jesteście ciekawi w jaki sposób suplementuję witaminę D to po prostu biorę na łyżkę do zupy olej lniany i biorę 6 kropli witaminy D, czyli 3 tysiące jednostek. I gotowe! 



W Pepco kupiłam sobie trzy pary majtek. Te różowe to kolekcja BIRKIN, która jest genialna jeśli chodzi o jakość. Te czerwone to była kolekcja walentynkowa, a panterkowe kupiłam dzięki Weronice, która mi poleciła te majtki. 



W Zahirze zamówiłam frytki klasyczne i kebaba Rollo Special. Frytki były za miękkie, kebab był smaczny, ale jadłam lepsze.



A tutaj mam coś cudownego. Ten specyfik to krople orgazmiczne na łechtaczkę. Kiedy jesteście już podnieceni nakładacie sobie kapkę tego specyfiku na łechtaczkę troszkę wmasowujecie i... efekt jest taki, że macie zajebistą ochotę na seks. Myślałam, że to jakiś fejk, ale to naprawdę działa. Muszę sobie kupić pełnowymiarowe opakowanie. Genialne to jest! 💙












I tak oto dobrnęliśmy do końca dzisiejszego postu. Styczeń i luty tego roku były dla mnie dosyć dobrymi miesiącami, choć nie obyło się bez jakichś zawirowań i smutnych chwil. Niemniej cieszę się z tego co mam i jestem za wszystko co dobre wdzięczna. 

Poznałam super zwierzaczki, poznałam dziewczynę Weroniki - Nikolę, rozerwałam się i było miło. Właśnie dla takich chwil człowiek żyje, bo nie każdego dnia jest cudownie i każdy człowiek powinien mieć to na uwadze, że tak naprawdę w życiu piękne są tylko chwile. Tak jak to było śpiewane w tej piosence Kukiza. Tylko chwile... 💔💖. 












Mam nadzieję, że dla Was styczeń i luty tego roku był dobrym czasem i nie chorowaliście i było wszystko dobrze.






Buziaczki moi Kochani 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘








































środa, 25 marca 2026

To moi ludzie! :D #zerodram

Powiem Wam, że to niebywały komfort kiedy w końcu po latach ma się w swoim najbliższym otoczeniu ludzi, którzy nie wpływają na was negatywnie, możecie być sobą i jeszcze nie ma żadnych dram. ZERO DRAM! Dacie wiarę?! 😀😀😀💖

Adi to osoba kompletnie bezproblemowa, życie dla niego jest piękne, ma w sobie życie i radość mimo tego co życie stawia na jego drodze. Życie - to słowo idealnie pasuje do Adriana. Poznaliśmy się w sex shopie, także praca postawiła mi na drodze bezproblemowego kumpla, który jest zodiakalnym Lwem. I to jeszcze nie z byle jakiej daty! 

Werka, ach Werka! Chyba tak miłej i nietuzinkowej osoby nigdy nie znałam. I to jeszcze tak tańczącej osoby 😀😀😀. Nikt jeszcze nie dał mi pokazu tańca, a tu proszę... 💖. Życie mnie naprawdę zaskakuje, zaskakuje. Ale to dobrze, bo nie ma nudy. Zresztą, ja w życiu nigdy na nudę nie mogłam narzekać. Teraz po prostu jest pozytywnie, zabawnie i bez spiny. 







Dla mnie jest to tak nowe zjawisko w moim życiu, że naprawdę jestem pozytywnie zaskoczona. Kiedyś musiałam dzień w dzień wysłuchiwać ludzi jak to w życiu jest źle, jak to faceci są beznadziejni, jak to ludzie z Tindera oszukują, jakie życie jest trudne, jakie życie jest niesprawiedliwe. Przez jakieś 5-8 lat musiałam taplać się w gównie i jestem pełna podziwu, że toksyczność tamtych ludzi nie weszła mi w krew. Jedynie co mi zrobiono to po prostu mnie zajechano i już tak dłużej po prostu nie mogłam. Udusiłabym się wtedy gdybym do dzisiaj tkwiła w tym w czym tkwiłam. A tak to nie muszę udawać tego kim nie jestem. Mogę mówić, śmiać się, cieszyć, nie muszę udawać umartwionej, żeby nie urazić swoją radością innych. Mogę rozmawiać o moich pasjach, hobby, seksie bez obaw, że zostanę uznana za oderwaną od rzeczywistości. Mogę celebrować życie tak jak to lubię, bez stresu, że nie mogę za bardzo być happy. Mogę mówić o tym, że pracuję i zarabiam tyle ile osoba na stanowisku powiedzmy księgowej i nie muszę się za to wstydzić. A niestety jak dostałam kiedyś dobrą pracę to musiałam udawać skruchę, że to niesprawiedliwe, że zarabiam aż tyle ile zarabiam. Tak, przyjaciele wtedy nie cieszyli się z tego, że mi się wiedzie, tylko mi zazdrościli. Przebywałam w toksycznym środowisku, ale w końcu zebrałam się w sobie, żeby powiedzieć: "nara wychodzę i nie wracam". I choć wszystkich byłych przyjaciół kochałam to dla własnego zdrowia fizycznego i psychicznego musiałam odejść, bo w końcu bym "umarła" za życia. A tego nie chciałam.






Także tak. To moi ludzie i dobrze mi z tym.








Tymczasem. 


Zaprzyjaźniłam się z pytonem królewskim :D

Pewnej cudownej soboty zostałam zaproszona przez Weronikę do niej do domu. I... trafiłam do raju. Dosłownie trafiłam do RAAAAJUUUUUUU! 😃😃😃💚💚💚💘💘💘 




Przed Państwem sam pyton królewski o imieniu Klusek 🐍. Czyż on nie jest piękny? 🐍🐍🐍🐍🐍 Od zawsze uwielbiałam gady i moim takim malutkim marzeniem było kupienie sobie żółwia, ale... przez tego pytona przepadłam. Zakochałam się! 💚 Na początku musiałam pokonać pewien opór mentalny, bo w końcu to wąż, a nie piesek czy kotek. Fascynować się można, ale co innego brać na ręce. Anakondy też mnie fascynują od dzieciństwa, ale raczej nie owijałabym się nią przed snem 😅😆. Jak już pokonałam ów opór to po prostu się zaprzyjaźniliśmy z Kluskiem i było fajnie. I wcale nie obślizgle! To jeden z powielanych mitów co do węży. Ciałko taki delikwent ma bardzo aksamitne. Fajny z niego gość! 🐍🐍🐍🐍🐍🐍🐍🐍🐍🐍






Zasięgnęłam także informacji, aby czegoś więcej dowiedzieć się o pytonie królewskim. To super wybór dla początkującego terrarysty, ponieważ ten gatunek pytona jest bardzo łagodny i nie przejawia agresji w przeciwieństwie do pytonów zielonych, których jestem fanką. Niemniej ten też jest piękny. Taki piękny, klasyczny wąż. Ciekawe jak znowu będę widzieć się z Kluskiem to czy będzie mnie pamiętał. Hmmm... ciekawe czy węże zapamiętują swoich gości. Coś na ten temat wiecie? 😀😀😀












Czy kiedykolwiek mieliście styczność z wężami? Dotykaliście, braliście na ręce?
Boicie się węży, czy podziwiacie je?

Bardzo będzie mi miło jak podzielicie się ze mną swoimi opiniami w komentarzach pod tym postem.






Buziaczki Kochani 💋💋💋💋💋💋💋💋😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘


piątek, 20 marca 2026

Walczę z ciężką grypą...

Pewnie zastanawiacie się dlaczego znowu milczę. Otóż dlatego, że walczę z ciężką grypą i nie mam kompletnie na nic siły. Niemniej postanowiłam napisać krótki i przede wszystkim szybki (nie mam siły) post, aby nie zostawiać Was bez żadnej informacji. 

Także... w sobotę po południu w pracy poczułam się dziwnie zmęczona, więc poszłam sobie usiąść na zaplecze. Czułam się zmęczona w sposób w jaki objawia się wyczerpanie po dwóch zarwanych nockach z rzędu. Jak wróciłam do domu nie miałam ochoty na kolację i poszłam po prostu spać. Obudziłam się po 1 w nocy z gorączką, dreszczami i fatalnym samopoczuciem. Nie wiem jak Wy, ale ja przy wysokiej gorączce po prostu płaczę jak gorączkujące dzieci. Miałam wtedy 38,5 stopni gorączki. Całą niedzielę przeleżałam, przespałam i nie ruszyłam nawet ręką. Nie pamiętam kiedy aż tak źle się czułam. W poniedziałek już było tylko gorzej, bo miałam ponad 39 stopni gorączki, więc zrobiło się niebezpiecznie. Przyjechało do mnie pogotowie i stwierdziło bardzo ciężką grypę. Dostałam zastrzyk przeciwgorączkowy w pośladek i zalecenie, aby nie wychodzić z domu (ciekawe jak miałabym się ruszyć skoro nawet nie mam siły wstać i umyć kubka po herbacie) i bardzo dużo odpoczywać. Tak jak zalecili, tak też zrobiłam. Od 5 dni nie robię kompletnie nic oprócz leżenia, spania, picia ciepłego, spożywania syropu i leku przeciwwirusowego. Gorączka już całkiem ładnie mi spada, ale mam okrutny kaszel, nie mam głosu i mam silne osłabienie. Robiąc sobie kolację i herbatę oblał mnie na nowo zimny pot. Powiem Wam, że serio, ale nie pamiętam kiedy byłam aż tak chora jak teraz. W tym tygodniu miałam pracować tylko 2 dni, więc za wiele zmian w sex shopie nie straciłam, ale wiadomo, że szkoda, bo pieniążki uleciały. Niemniej, gdybym poszła do pracy w środę i w czwartek to myślę, że to by się bardzo źle skończyło, bo mogłabym zemdleć. Myślę, że to raczej pewne. Lekarze chcieli mi dać zwolnienie na 3 tygodnie, ale nie wiem jak w mojej pracy mogłabym być tyle na zwolnieniu. To się po prostu z moją robotą nie łączy. Ech... nie powinno tak być, że pracownik stresuje się tym, że się rozchorował. Wierzcie mi, że wolałabym zapieprzać w mojej pracy 6 dni przez cały tydzień niż czuć się tak jak się teraz czuję. MASAKRA. 





No dobra, to chyba tyle w tym poście. Jestem chora i dlatego nie piszę, bo nie mam siły, ale już dłużej nie mogłam Was trzymać bez żadnych wpisów, więc mam nadzieję, że doceniacie. 



Trzymajcie się ciepło i nie chorujcie! 



Buziaczki ;* ;* ;*