czwartek, 23 kwietnia 2026

Praca jest dobra na wszystko

Mój dziadek zawsze mi powtarzał, że praca jest dobra na wszystko. Zawsze polecał pracę na smutki, na zdołowanie, na strapioną duszę, na nudę, na potrzebę zwiększenia pieniędzy, generalnie... na wszystko. Mój dziadek pracował w ponad 16 różnych miejscach, aż w końcu znalazł swoją drogę życia jaką było zostanie kierowcą międzynarodowym (głównie w obszarze Bliskiego Wschodu). Może i ja kiedyś odnajdę siebie. Tak w pełni. 







Przede mną 7 dni pracy z rzędu, ponieważ moja szefowa wylatuje do Turcji. Czeka mnie intensywny czas, ale może to i dobrze, bo nie będę sobie "nabijała" głowy moimi różnymi problemami. Nooo, podobno praca jest dobra na wszystko 😅😆😂😂😂. Zobaczymy! 😈


21 kwietnia była 5 rocznica śmierci mojego pieska Reksia. Kiedy to minęło. Pamiętam to jak dziś. Był wesołym pieskiem, pełnym życia, zodiakalnym Rakiem. Mam nadzieję, że gdzieś za tęczowym mostem sobie biega i jest bardzo szczęśliwy i nie cierpi już na bóle wątroby. Jestem przekonana, że psie niebo istnieje. Ba! zawsze w nie wierzyłam.






Dzisiaj były zaś imieniny mojego młodszego brata, więc sobie trochę pochillowałam, a trochę nie. Zmyję makijaż, wypiję jeszcze malinowo-borówkowe piwo i pójdę spać. Może przed snem obejrzę jeszcze jakieś ASMR albo z jeden odcinek SO BEAUTY na YouTube. A potem pójdę spać, bo czeka mnie praca od jutra do czwartku. Siedem pełnych dni po 12h. Trochę jestem podekscytowana, a trochę przerażona, ale jak zwykle muszę dać radę, bo innej opcji nie ma. Kto jak nie ja!!! 😇😇😇




Pomyślałam, że muszę Was o tym powiadomić, bo nie wiadomo czy znajdę czas, aby coś przez tydzień tutaj napisać, więc stwierdziłam, że dzisiaj jest odpowiedni moment na nowy post. 




A jak tam u Was? Jak Wasz zdrowie i samopoczucie? Nie chorujecie? 😀😀😀






Dobrej nocki Misiaki! 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘


poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Czeka mnie dłuuuuuuugi i pracowity dzień...

Dobry wieczór ✋ 

Zamiast bazgrolić na kartkach Myśli Kobiety Wyzwolonej powinnam być już wannie, a tak właściwie to powinnam już spać. Dzisiaj czeka mnie naprawdę długi i pracowity dzień, mimo że mam dwa dni wolnego od pracy w sex shopie. Niemniej mam swoje sprawy, które dzisiaj muszę ogarnąć, a raczej które warto by załatwić dzisiaj, a nie zostawiać na jutro. Moja prokrastynacja nie lubi tego 😅😆.





<wyłączyłam się>




Jakoś się chwilowo zamyśliłam, a nawet rzekłabym, że wyłączyła. No nic, może to właśnie czas iść do wanny i uskutecznić relaksacyjną kąpiel przed snem. Wczorajszej nocy za wiele nie pospałam, bo jelitówka "pokazywała" mi, że czasem choroba to naprawdę gówniana sprawa 💩💩💩. A tak a`propos kilka osób na Instagramie zapytało mnie czy już doszłam do siebie po ciężkiej grypie. Odpiszę Wam tutaj hurtowo, że tak powiem. Yyyy... nie, nie doszłam nadal do siebie. Kaszel mi pozostał taki, że się cały czas duszę i czasem zbiera mi się na wymioty. Osłabienie jest nadal, ale takie, że mogę funkcjonować. Względnie, bo względnie, ale zawsze. Generalnie czuję się 4/10.









Idę kurczaki do tej wanny w końcu.


Dobranoc!


niedziela, 12 kwietnia 2026

Myślałam, że wyczerpałam już limit łez...

Jest niedziela, mocne popołudnie, walczę z jelitówką (tak właściwie to nie, bo wolę uciekać) i rozmyślam nad tym jak to bardzo nie można ufać ludziom i liczyć na kogokolwiek. Człowiek w życiu skazany jest tylko sam na siebie, rodzi się sam, żyje sam i sam też umiera. 







Tak sobie myślę, że... zbyt dużo oczekiwałam od ludzi, zbyt ich idealizowałam i miałam nadzieję na coś lepszego. Ludzie są gdy wszystko dzieje się w naszym życiu dobrze, a kiedy świat nam się zawala (bo zawalił to trochę za dużo powiedziane w moim przypadku) to kolokwialnie mówiąc wypinają się na nas i mają nas głęboko w dupie. Nie ich problem to nie ich problem i umywają ręce, choć niby jesteście dla nich najbliższymi. Słowa to tylko słowa i liczą się czyny. Niestety, ludzie lubią mówić, paplać bez sensu, obiecywać gruszki na wierzbie, ale nie ma to w ogóle pokrycia w rzeczywistości. Tak naprawdę człowiek jest sam ze swoimi demonami, ze swoimi problemami i swoim życiem. 


Najchętniej uciekłabym gdzieś daleko od tego wszystkiego co mnie otacza, od wszystkich ludzi, od wszelkich problemów, które teraz na mnie spadły. To wszystko to za dużo dla mnie. Jeszcze gdybym miała w kimkolwiek wsparcie, żebym usłyszała, że będzie dobrze, że wszystko zakończy się dobrze, że może jakoś mi pomóc. Ale nie, nigdy tego nie usłyszę, bo ludzie tacy są. A ja nie chcę mieć takich ludzi wokół siebie. Już mi ludzi nie trzeba, bo ludzie ranią. A skoro ranią, to są niepotrzebni.









Myślałam, że wyczerpałam już limit łez, ale najwidoczniej nie byłam świadoma, że można cierpieć jeszcze bardziej niż cierpiałam. Sam Bóg raczy wiedzieć przez co mój umysł i dusza teraz przechodzi. Nie mam w nikim wsparcia i to boli, ale trzeba to zaakceptować i po prostu iść dalej, tyle, że tym razem już samotnie, samemu. 












Liczmy tylko na siebie, bo cZŁOwiek to zło. 








Tymczasem. 


środa, 8 kwietnia 2026

Co to był za ciężki dzień... :/

Cześć Wam! ✋


Dzisiaj miałam tak ciężki i pracowity dzień, że jest to naprawdę niewyobrażalne. Niby w pracy nie byłam, ale miałam dzisiaj tyle na głowie spraw do ogarnięcia, że jak wróciłam do domu to padłam na łóżko w pokoju stołowym i ucięłam sobie dwugodzinną drzemkę, bo nie miałam siły na nic. Jestem zmęczona, przybita, zestresowana, przebodźcowana i mam ochotę leżeć i zasnąć na ten cały rok. Nie chce już mi się nic po tym dniu. Niby kilka rzeczy jest na plus, ale nie wszystko i to mnie martwi, a raczej stresuje. Płakać mi się już chce, bo nie mam siły, a ludzie najbliżsi mają do mnie pretensje, że zachowuję się jak rozkapryszone dziecko. A jak mam się kurwa zachowywać skoro życie mnie tak strasznie przytłoczyło? Od ponad roku funkcjonuję w przewlekłym stresie, który wypieram, ale on we mnie jest i wiem, że jak się wszystko dobrze zakończy to mogę się poważnie psychicznie rozchorować, bo w końcu nie dam rady z tymi wszystkimi problemami, które na mnie spadły. Aktualnie nie czuję, że mam w kimkolwiek jakiekolwiek wsparcie. Czuję się samotna i sama, mimo że otacza mnie naprawdę wiele osób. Czuję się niezrozumiała i niepotrzebna. 


Nie mam siły i mam do tego prawo, choć wiele osób nie pozwala mi czuć tego co czuję. 

A czuję się smutna i chciałabym usłyszeć nawet kłamstwo, że po prostu będzie dobrze,





Tymczasem. 

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Modelki w Dubaju! Fun Fact: Poznałam dziewczynę z Dubaju

Jakiś czas temat świat był bardzo poruszony tragedią Ukrainki pracującej na OnlyFans. Mam oczywiście na myśli Marię Kowalczuk, która została zmasakrowana w Dubaju. 

Maria to dziewczyna, która sprzedawała w Internecie swoje zdjęcia, filmiki i oczywiście czas. Nazywana jest modelką, ale... czym tak naprawdę jest modeling? Czym dla nas ludzi był, jest i stał się świat modelek? No właśnie... O co tak naprawdę chodzi z modelkami, z modelkami w Dubaju? Tak naprawdę często miano modelki jest tylko przykrywką i nie ma nic wspólnego z prawdziwym modelingiem. Wiele dziewczyn samemu płaci za różne sesje zdjęciowe, następnie dodaje fotki na Instagrama, aby dalej podtrzymywać historyjkę o interesującej pracy w branży mody. Takich kobiet jest po prostu mnóstwo, nie powiem, że tysiące, ale setki dziewczyn, które oglądacie na Insta i zachwycacie się ich życiem po prostu sprzedają siebie za grube hajsy, aby chwalić się cudownych życiem w social mediach. Znam kilka dziewczyn z branży porno, które zajmują się seks biznesem, a na Instagramie pokazują jak zwiedzają 50 kraj w ciągu dwóch lat pracując w branży kosmetologicznej czy też w transporcie. Dlatego przestrzegam wiele młodych dziewczyn podziwiających i z uporem maniaka walczących o najlepsze kosmetyki, luksusowe ciuchy, ponieważ... często te ekskluzywne przedmioty są po prostu wynikiem dawania dupy Arabom i sprzedawania siebie w każdy weekend w innym hotelu cudownie prosperującym. Niestety, ale dupa zawsze najlepiej się sprzedawała i będzie się sprzedawać. Życie, dosyć brutalne, ale prawdziwe. 




Jak to się stało, że wiele młodych dziewczyn zostało dubajkami (czyt. dziewczynami z Dubaju)?

W dobie Internetu, mediów społecznościowych i różnych innych portali bardzo łatwo jest dostać propozycję takiej pracy. Jeżeli kiedykolwiek dostanie wiadomość na Instagramie, że zapraszają Was na casting, bo jesteście piękne i młode, a w dopisku będzie określenie IMAGE JOB, to powiem tylko jedno - spierdalajcie. Takie określenie to po prostu propozycja wyjazdu na jacht, wakacje, do hotelu, aby świadczyć usługi seksualne bogatym panom. No chyba, że marzycie o takiej robocie to róbta co chceta. Każdy ma prawo decydować o swoim życiu i jeżeli ktoś marzy o pracy w seks branży to wiadomo, jego wybór. Niemniej uważam, że praca "modelek" w Dubaju jest barrrrrdzo niebezpieczna, nieprzewidywalna i może skończyć się naprawdę tragicznie co pokazała już światu sytuacja Marysi z Ukrainy. 








Na koniec oczywiście pozostał jeden smaczek, o którym wspomniałam w tytule dzisiejszego postu. 

Jak to się stało, że poznałam dziewczynę z Dubaju. No cóż... wiecie, że jestem miłośniczką futer i różnych futrzanych dodatków. Szukałam jakiegoś pięknego futra na zamówienie w kolorze burgundu. Znalazłam na Insta jeden interesujący mnie profil, ale niestety z futrami naturalnymi. I to w dodatku za 6 tysięcy złotych. Ani nie odpowiada mi cena, ani to, że futro jest naturalne. Zaczęłam oglądać filmiki tej dziewczyny, przeglądać te futra i różne komentarze. Nawet napisałam do niej pytanie czy tworzy także imitacje futer naturalnych z materiałów syntetycznych. Napisała, że specjalizuje się w futrach naturalnych. Później już jej nie odpisywałam, bo była nastawiona tylko na szybką i drogą sprzedaż. Zresztą, ja nie kupiłabym futra naturalnego. Generalnie nie kupiłabym futra za kilka tysięcy złotych!!! 

Googlałam dalej, czytałam dalej, aż w końcu znalazłam informację, że ta pancia to najprawdopodobniej dziewczyna z Dubaju (czyt. dubajka). Pod swoimi postami dostawała wielokrotnie komentarze w stylu: "dubajka", "DUPAjka", "obciągaRa z Dubaju". No cóż... nigdy nie wiadomo, może jest może nie jest. Dla mnie nieistotne, ponieważ to jej moralność, a nie moja. Każdy może robić co chce o ile nie krzywdzi tym innych. Szkoda jedynie tych szynszyli, lisów polarnych i innych zwierzaczków. Mam nadzieję, że ten proceder kiedyś upadnie. 













I teraz mam Kochani do Was pytanie otwarte. 

Co sądzicie o dziewczynach ("modelkach") z Dubaju, jak podchodzicie do tego tematu?

Czy chcielibyście, abym napisała także o tej Ukraince, która została zmasakrowana po jednej z dubajskich imprez u szejków?

Jak w ogóle postrzeganie pracę w seks biznesie?



Czekam na komentarze pod tym postem!



Buziaczki 💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋


Muszę przemyśleć co dalej...

W Wielki Piątek spotkała mnie taka "rewelacja", że musiałam usiąść, aby się nie przewrócić. 



Na nudę w życiu nigdy nie mogłam narzekać, ale ten rok ma szansę prześcignąć wszystkie moje poprzednie lata i zawalczyć o odznakę NAJBARDZIEJ ZASKAKUJĄCEGO ROKU ŻYCIA. Naprawdę 2026 ma na to szansę. 









Jeden esemes, jeden telefon i generalnie zaskakująca, nieprzewidywalna wiadomość. Naprawdę mało co jest w stanie mnie jakoś mocno zaszokować i jednocześnie zaskoczyć, a tutaj się udało. Nadal jestem w niemałym szoku. Póki co nic więcej Wam powiedzieć nie mogę, bo jest to sprawa z tych bardzo osobistych, ale kiedyś na pewno taką wzmiankę o tej sytuacji zamieszczę. Także, musicie uzbroić się w cierpliwość, a ja... w spokój ducha, hart i wytrwałość. W cierpliwość nie, bo cierpliwości to sami aniołowie w niebie mogliby się ode mnie uczyć. 




Generalnie mam teraz mętlik w głowie, wiele spraw do przemyślenia, do takiej solidnej analizy muszę przysiąść i naprawdę wiele sobie w mojej głowie poukładać. A łatwe to nie będzie, niemniej konieczne. I cóż, po raz kolejny przekonałam się, że życie jest tak bardzo nieprzewidywalne, że nie ma co się martwić na zapas, bo może być lepiej, ale i znacznie gorzej. Życie po prostu jest, aby uczyć i tyle.












Tymczasem. 


czwartek, 26 marca 2026

Styczeń & Luty 2026 oczami MotorOLI, czyli... mnóstwo zwierzaków, nowy Czaromarownik, ELLE, niebieska mascara, nowe majteczki i krople orgazmiczne na łechtaczkę (20 zdjęć!)

Dzień dobry moi Kochani! 👋😘😘😘 Dzisiaj przychodzę do Was z postem zbiorczym z stycznia i lutego 2026. Wiem, że to Wasza ulubiona seria na blogu, więc oto jestem 👼👼👼. 


Aby nie przedłużać, zaczynajmy! 😎😍😘😘😘😃😃😃💪💫








Będąc w pracy ostatnio naszła mnie ochota na jakąś solidną sałatkę. Zamówiłam sobie dwa razy sałatkę z panierowanym kurczakiem w Zahirze. Ta sama sałatka dwa razy, a dwa różne smaki. Pierwsza nie wyglądała apetycznie, ale była smaczna, zaś druga była pięknie przygotowana, ale ilość papryczki jalapeño mnie po prostu zmiotła z planszy. Mimo iż je lubię, to było ich dla mnie zdecydowanie za dużo.



W tym roku Czaromarownik jest po prostu przepiękny. Jeszcze tak pięknej edycji tego kalendarza księżycowego jeszcze nie było. 



Będąc u Weroniki poznałam jej pytona królewskiego - Kluska. Bardzo sympatyczny gad.



Pytony królewskie są bardzo łagodnymi wężami. Nie przejawiają agresji jak ma to miejsce w przypadku pytonów zielonych. Jeżeli nie wiecie jak wyglądają to bardzo polecam, abyście sobie zobaczyli w Google. Są to naprawdę piękne zwierzęta, ale wyglądają na agresywne.



Szczypior (jaszczurka) i Puddi (kotek). 

U Weroniki zjadłam coś pysznego, a mianowicie na opiekany ciepły chlebek nałożyła całkiem grubo masła i na to łososia wędzonego. Pierwszy raz w taki sposób jadłam łososia i było to naprawdę pyszne. Pychota! 💚



A tu przed Państwem KOKOS POTĘŻNY. Moja mama stwierdziła, że to naprawdę piękny żółw.



A tu już mój Dionizy. Kochany jest to koteczek, ale niestety często miewa problemy z brzuszkiem. Nie dość, że jest alergikiem to przeszedł w swoim krótkim życiu sepsę (takich mamy cudownych weterynarzy...) oraz zapalenie otrzewnej i zapalenie trzustki. Niemniej dał radę. 



Kiedy miałam 15 lat to z zamiłowaniem czytałam prasę i magazyny kobiece. W tym roku miałam ochotę na przejrzenie jakiegoś modowego magazynu, więc zdecydowałam się zakupić ELLE. Czytacie jeszcze gazety, czy u Was Internet całkiem wyparł prasę?



W Zahirze zamówiłam sobie frytki z batatów, ale niestety aż tak dupy mi nie urwały jak to bywa w TAKI PAN PSTRĄG. Tamte frytki są po prostu nie do podrobienia.



Tutaj mam dla Was polecajkę pod postacią niebieskiego tuszu do rzęs. Kosztuje jakieś 15 złotych i ma mocny kolor niebieski. Fakt faktem jest bardzo rzadkim tuszem, ale jak zgęstnieje to jest naprawdę dobry. Za takie pieniądze można kupować.



Uwielbiam śledzie w śmietanie i uwielbiam próbować nowości. Ten śledzik dobry, ale jednak wolę klasyczną wersję śledzi w śmietanie albo w sosie jogurtowo-koperkowym, który jest "chudszą" wersją śledzia w śmietanie.



Każdy chyba już wie, że ja ukochałam sobie najbardziej szarlotkę jeśli sprawa tyczy się ciast. Serniki mogłyby dla mnie nie istnieć, aż do... tego momentu gdy spróbowałam sernik baskijski. To najlepszy sernik jaki jadłam w swoim życiu. Można kupić go w Putce za 80 złotych. Jego cena jest jak najbardziej adekwatna co do jakości i jego smaku. Gdyby nawet kosztował 120 złotych to i tak bym go od czasu do czasu kupiła, bo jest nieziemski. Sernik baskijski charakteryzuje się maślanym, bardzo kremowym smakiem i opadającą górą. Polecam, mimo że Putka oszukuje na wadze ciast.



A tu takie małe zakupy w Lidlu. Jedynie nie polecam tych pierogów z boczniakami i żurawiną. 



Skarpetki z diamencikami kupiłam na TEMU za jakąś śmieszną kwotę, a jakościowo są jak te z Calzedonii. Buty też są z TEMU i już czekają na odpowiednio ciepłą pogodę, abym mogła je założyć do pracy. 



W styczniu skończyłam oglądać przepiękny film meksykański - KOBIETA ZE STALI. Cudowny!



To był mój ostatnio najlepszy zakup. To słuchawka do telefonu komórkowego. Dzięki niej mogę sobie rozmawiać jak za dawnych lat. Vibe lat 80 murowany!!! 💕



W aptece kupiłam miętę oraz witaminę D i olej lniany. Jeżeli jesteście ciekawi w jaki sposób suplementuję witaminę D to po prostu biorę na łyżkę do zupy olej lniany i biorę 6 kropli witaminy D, czyli 3 tysiące jednostek. I gotowe! 



W Pepco kupiłam sobie trzy pary majtek. Te różowe to kolekcja BIRKIN, która jest genialna jeśli chodzi o jakość. Te czerwone to była kolekcja walentynkowa, a panterkowe kupiłam dzięki Weronice, która mi poleciła te majtki. 



W Zahirze zamówiłam frytki klasyczne i kebaba Rollo Special. Frytki były za miękkie, kebab był smaczny, ale jadłam lepsze.



A tutaj mam coś cudownego. Ten specyfik to krople orgazmiczne na łechtaczkę. Kiedy jesteście już podnieceni nakładacie sobie kapkę tego specyfiku na łechtaczkę troszkę wmasowujecie i... efekt jest taki, że macie zajebistą ochotę na seks. Myślałam, że to jakiś fejk, ale to naprawdę działa. Muszę sobie kupić pełnowymiarowe opakowanie. Genialne to jest! 💙












I tak oto dobrnęliśmy do końca dzisiejszego postu. Styczeń i luty tego roku były dla mnie dosyć dobrymi miesiącami, choć nie obyło się bez jakichś zawirowań i smutnych chwil. Niemniej cieszę się z tego co mam i jestem za wszystko co dobre wdzięczna. 

Poznałam super zwierzaczki, poznałam dziewczynę Weroniki - Nikolę, rozerwałam się i było miło. Właśnie dla takich chwil człowiek żyje, bo nie każdego dnia jest cudownie i każdy człowiek powinien mieć to na uwadze, że tak naprawdę w życiu piękne są tylko chwile. Tak jak to było śpiewane w tej piosence Kukiza. Tylko chwile... 💔💖. 












Mam nadzieję, że dla Was styczeń i luty tego roku był dobrym czasem i nie chorowaliście i było wszystko dobrze.






Buziaczki moi Kochani 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘








































środa, 25 marca 2026

To moi ludzie! :D #zerodram

Powiem Wam, że to niebywały komfort kiedy w końcu po latach ma się w swoim najbliższym otoczeniu ludzi, którzy nie wpływają na was negatywnie, możecie być sobą i jeszcze nie ma żadnych dram. ZERO DRAM! Dacie wiarę?! 😀😀😀💖

Adi to osoba kompletnie bezproblemowa, życie dla niego jest piękne, ma w sobie życie i radość mimo tego co życie stawia na jego drodze. Życie - to słowo idealnie pasuje do Adriana. Poznaliśmy się w sex shopie, także praca postawiła mi na drodze bezproblemowego kumpla, który jest zodiakalnym Lwem. I to jeszcze nie z byle jakiej daty! 

Werka, ach Werka! Chyba tak miłej i nietuzinkowej osoby nigdy nie znałam. I to jeszcze tak tańczącej osoby 😀😀😀. Nikt jeszcze nie dał mi pokazu tańca, a tu proszę... 💖. Życie mnie naprawdę zaskakuje, zaskakuje. Ale to dobrze, bo nie ma nudy. Zresztą, ja w życiu nigdy na nudę nie mogłam narzekać. Teraz po prostu jest pozytywnie, zabawnie i bez spiny. 







Dla mnie jest to tak nowe zjawisko w moim życiu, że naprawdę jestem pozytywnie zaskoczona. Kiedyś musiałam dzień w dzień wysłuchiwać ludzi jak to w życiu jest źle, jak to faceci są beznadziejni, jak to ludzie z Tindera oszukują, jakie życie jest trudne, jakie życie jest niesprawiedliwe. Przez jakieś 5-8 lat musiałam taplać się w gównie i jestem pełna podziwu, że toksyczność tamtych ludzi nie weszła mi w krew. Jedynie co mi zrobiono to po prostu mnie zajechano i już tak dłużej po prostu nie mogłam. Udusiłabym się wtedy gdybym do dzisiaj tkwiła w tym w czym tkwiłam. A tak to nie muszę udawać tego kim nie jestem. Mogę mówić, śmiać się, cieszyć, nie muszę udawać umartwionej, żeby nie urazić swoją radością innych. Mogę rozmawiać o moich pasjach, hobby, seksie bez obaw, że zostanę uznana za oderwaną od rzeczywistości. Mogę celebrować życie tak jak to lubię, bez stresu, że nie mogę za bardzo być happy. Mogę mówić o tym, że pracuję i zarabiam tyle ile osoba na stanowisku powiedzmy księgowej i nie muszę się za to wstydzić. A niestety jak dostałam kiedyś dobrą pracę to musiałam udawać skruchę, że to niesprawiedliwe, że zarabiam aż tyle ile zarabiam. Tak, przyjaciele wtedy nie cieszyli się z tego, że mi się wiedzie, tylko mi zazdrościli. Przebywałam w toksycznym środowisku, ale w końcu zebrałam się w sobie, żeby powiedzieć: "nara wychodzę i nie wracam". I choć wszystkich byłych przyjaciół kochałam to dla własnego zdrowia fizycznego i psychicznego musiałam odejść, bo w końcu bym "umarła" za życia. A tego nie chciałam.






Także tak. To moi ludzie i dobrze mi z tym.








Tymczasem. 


Zaprzyjaźniłam się z pytonem królewskim :D

Pewnej cudownej soboty zostałam zaproszona przez Weronikę do niej do domu. I... trafiłam do raju. Dosłownie trafiłam do RAAAAJUUUUUUU! 😃😃😃💚💚💚💘💘💘 




Przed Państwem sam pyton królewski o imieniu Klusek 🐍. Czyż on nie jest piękny? 🐍🐍🐍🐍🐍 Od zawsze uwielbiałam gady i moim takim malutkim marzeniem było kupienie sobie żółwia, ale... przez tego pytona przepadłam. Zakochałam się! 💚 Na początku musiałam pokonać pewien opór mentalny, bo w końcu to wąż, a nie piesek czy kotek. Fascynować się można, ale co innego brać na ręce. Anakondy też mnie fascynują od dzieciństwa, ale raczej nie owijałabym się nią przed snem 😅😆. Jak już pokonałam ów opór to po prostu się zaprzyjaźniliśmy z Kluskiem i było fajnie. I wcale nie obślizgle! To jeden z powielanych mitów co do węży. Ciałko taki delikwent ma bardzo aksamitne. Fajny z niego gość! 🐍🐍🐍🐍🐍🐍🐍🐍🐍🐍






Zasięgnęłam także informacji, aby czegoś więcej dowiedzieć się o pytonie królewskim. To super wybór dla początkującego terrarysty, ponieważ ten gatunek pytona jest bardzo łagodny i nie przejawia agresji w przeciwieństwie do pytonów zielonych, których jestem fanką. Niemniej ten też jest piękny. Taki piękny, klasyczny wąż. Ciekawe jak znowu będę widzieć się z Kluskiem to czy będzie mnie pamiętał. Hmmm... ciekawe czy węże zapamiętują swoich gości. Coś na ten temat wiecie? 😀😀😀












Czy kiedykolwiek mieliście styczność z wężami? Dotykaliście, braliście na ręce?
Boicie się węży, czy podziwiacie je?

Bardzo będzie mi miło jak podzielicie się ze mną swoimi opiniami w komentarzach pod tym postem.






Buziaczki Kochani 💋💋💋💋💋💋💋💋😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘


piątek, 20 marca 2026

Walczę z ciężką grypą...

Pewnie zastanawiacie się dlaczego znowu milczę. Otóż dlatego, że walczę z ciężką grypą i nie mam kompletnie na nic siły. Niemniej postanowiłam napisać krótki i przede wszystkim szybki (nie mam siły) post, aby nie zostawiać Was bez żadnej informacji. 

Także... w sobotę po południu w pracy poczułam się dziwnie zmęczona, więc poszłam sobie usiąść na zaplecze. Czułam się zmęczona w sposób w jaki objawia się wyczerpanie po dwóch zarwanych nockach z rzędu. Jak wróciłam do domu nie miałam ochoty na kolację i poszłam po prostu spać. Obudziłam się po 1 w nocy z gorączką, dreszczami i fatalnym samopoczuciem. Nie wiem jak Wy, ale ja przy wysokiej gorączce po prostu płaczę jak gorączkujące dzieci. Miałam wtedy 38,5 stopni gorączki. Całą niedzielę przeleżałam, przespałam i nie ruszyłam nawet ręką. Nie pamiętam kiedy aż tak źle się czułam. W poniedziałek już było tylko gorzej, bo miałam ponad 39 stopni gorączki, więc zrobiło się niebezpiecznie. Przyjechało do mnie pogotowie i stwierdziło bardzo ciężką grypę. Dostałam zastrzyk przeciwgorączkowy w pośladek i zalecenie, aby nie wychodzić z domu (ciekawe jak miałabym się ruszyć skoro nawet nie mam siły wstać i umyć kubka po herbacie) i bardzo dużo odpoczywać. Tak jak zalecili, tak też zrobiłam. Od 5 dni nie robię kompletnie nic oprócz leżenia, spania, picia ciepłego, spożywania syropu i leku przeciwwirusowego. Gorączka już całkiem ładnie mi spada, ale mam okrutny kaszel, nie mam głosu i mam silne osłabienie. Robiąc sobie kolację i herbatę oblał mnie na nowo zimny pot. Powiem Wam, że serio, ale nie pamiętam kiedy byłam aż tak chora jak teraz. W tym tygodniu miałam pracować tylko 2 dni, więc za wiele zmian w sex shopie nie straciłam, ale wiadomo, że szkoda, bo pieniążki uleciały. Niemniej, gdybym poszła do pracy w środę i w czwartek to myślę, że to by się bardzo źle skończyło, bo mogłabym zemdleć. Myślę, że to raczej pewne. Lekarze chcieli mi dać zwolnienie na 3 tygodnie, ale nie wiem jak w mojej pracy mogłabym być tyle na zwolnieniu. To się po prostu z moją robotą nie łączy. Ech... nie powinno tak być, że pracownik stresuje się tym, że się rozchorował. Wierzcie mi, że wolałabym zapieprzać w mojej pracy 6 dni przez cały tydzień niż czuć się tak jak się teraz czuję. MASAKRA. 





No dobra, to chyba tyle w tym poście. Jestem chora i dlatego nie piszę, bo nie mam siły, ale już dłużej nie mogłam Was trzymać bez żadnych wpisów, więc mam nadzieję, że doceniacie. 



Trzymajcie się ciepło i nie chorujcie! 



Buziaczki ;* ;* ;* 

środa, 11 marca 2026

Jestem po prostu NIEREFORMOWALNA

Dzień dobry! 👋

Nie wiem co ja już mam powiedzieć na swoje wytłumaczenie, więc powiem jak zawsze i wszędzie po prostu prawdę - JESTEM NIEREFORMOWALNA. Mówiłam, pisałam, obiecywałam, że zacznę częściej pisać, ale wyszło, a raczej wychodzi jak wychodzi. Czyli nijak wychodzi. Moi stali Czytelnicy wiedzą, że kiedyś miałam tego czasu od groma i żyłam sobie zajebistym życiem, ale w tej chwili, a tak właściwie już od ponad roku mam tego czasu ograniczoną ilość. Niestety, czasem i takie czasy nadchodzą. Niemniej zawsze jak zasiadam do pisania to robi mi się po prostu lepiej na duszy, ponieważ wtedy właśnie robię to co kocham. Ja po prostu muszę pisać, bo to pozwala mi oddychać, żyć, rozmyślać, analizować i po prostu jest to wtedy czas dla mnie. Inni jak mają problem zaglądają do kieliszka, płaczą, ćpają, napierdalają przez telefon godzinami nie dając żyć innym, a ja... a ja wtedy klikam w klawiaturę i wyrzucam to co powinno zostać wyrzucone z serca, duszy i umysłu. Taki swoisty rodzaj katharsis. 





Dzisiaj mam wolny dzień, więc żyję wolno, ale przyjemnie 😅😅😅. Byłam taka zmęczona, że zasnęłam po północy na kanapie w pokoju stołowym i obudziłam się o 5 nad ranem. I... nie mogłam już usnąć ponownie. Też tak czasem macie? Podzielcie się swoimi opiniami w komentarzach pod tym postem. 









Pamiętacie, że niedawno zaczął się rok 2026, a mamy już prawie połowę marca? Gdzie ten czas wyparowuje? Jak to się dzieje?! 


Coraz bardziej rozumiem starszych ludzi, którzy mówią, że im człowiek starszy, tym czas szybciej ucieka. Z roku na rok odczuwam to coraz mocniej, a mam dopiero 32 lata. 

Też czujecie to przyśpieszenie? <Maassen myśli>




Dodatkowo ten rok obfituje w trudne wydarzenia dla świata: wojna na Ukrainie cały czas trwa, zaczęła się wojna na Bliskim Wschodzie, wychodzą coraz nowsze informacje w sprawie afery Epsteina i wiele innych. Osobiście myślę, że jeszcze wiele niepokojących rzeczy wydarzy się w tym roku na naszym pięknym świecie, ale bądźmy cierpliwi i nie przyspieszajmy czasu, bo życie jest krótsze niż myślimy.












Tymczasem. 


niedziela, 1 marca 2026

WIOSNA idzie! :D

Co by nie mówić o wczorajszym dniu to dzisiaj trzeba przyznać, że jest po prostu pięknie 😃. Nie da się ukryć, że widać iż już WIOSNA IDZIE. Nie wychodziłam dzisiaj nigdzie, ale patrząc przez okno widać i generalnie czuć w powietrzu, że jeszcze trochę, jeszcze chwilę i zacznie się piękna wiosna. Wy też czujecie jej zapach? 😀🌞🌄





To zdjęcie zrobiłam sobie 8 miesięcy temu, jakoś w sierpniu. To był bardzo stresujący dzień dla mnie, niemniej zawsze należy patrzeć na wszystko co nas w życiu spotyka przez różowe okulary. Nawet nie wiecie jak te okulary różowe z perełkami przyciągały wzrok przechodniów 😅😅😅. Świat, a raczej Łódź nie jest nadal gotowa na takie okulary, a szkoda. Ważne, że ja jestem na nie gotowa 💪😎. 






Macie już jakieś pomysły na urlopy, na wakacje? 😉




Buziaczki i udanej dla Was niedzieli! 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘


On był Arab, ona blond...

Chciałoby się powiedzieć: "kuuurwaaa, ja pieeeerrrrdoleeee". 

Wczorajszy dzień mnie strasznie dobił, ponieważ na koniec dnia miałam okropnych klientów. Takich klientów, przy których ma się ochotę płakać z bezsilności i wykrzyczeć, aby spierdalali jak najdalej przez obelgi jakimi mnie obrzucili. Na szczęście w sex shopie był także mój zaprzyjaźniony klient policjant oraz inny miły klient. A było to tak.



Koło 20:50 rozmawiałam sobie miło z Dawidem (klient policjant). Sprzedałam mu piękny choker z diamencikami i była naprawdę fajna atmosfera. Zresztą jak zawsze gdy przyjeżdża do mnie na zakupy. Po pewnym czasie do sex shopu przyszła sobie taka parka. Doszli do lady, wyciągnęli jakąś podejrzaną fiolkę, w której był płyn i jakieś okruszki. Niby miała być to fiolka z perfumami, ale wyglądało to bardzo podejrzanie. Po chwili klient otworzył i chciał, abym się tym sztachnęła - tak powiedział. Zbliżał sobie fiolkę do nosa i mocno się zaciągał. Wyglądało to komicznie i przerażająco. Powiedziałam mu, że ja nie mam obowiązku się zaciągać czymkolwiek od klientów. Wtedy wpadł w szał i zaczął mnie wyzywać od idiotek i kurew. Gadał jeszcze obrzydliwe rzeczy pod nosem i ta jego blond dziewczyna powiedziała mu po cichu, aby się uspokoił, ale nie chciał słuchać. Następnie poszedł do pompek powiększających penisa i denerwował się, że z każdego modelu jest tylko jedna sztuka. W końcu ten okropny klient tak się wkurwił, że zaczął obrażać klienta (policjanta). Mówił tak: "co to jest, to ochrona czy co to, niech spierdala", "słyszysz typie, spierrrdalaj!". W pewnym momencie zrobił ruch jakby chciał rzucić we mnie tą pompką powiększającą penisa. Niemniej zachowałam spokój, bo podejrzewam, że ten klient (z jakiegoś arabskiego kraju) był naćpany. A jeszcze bardziej przerażające jest to, że Polka pozwoliła się związać z takim typem, który ani urodą nie grzeszył, ani intelektem, ani tym bardziej kulturą osobistą. Przykro mi, że trafiłam na takiego klienta, który po prostu popsuł mi cały dzień, który nie był złym dniem.


On był Arab, ona blond...













Niestety tacy klienci też istnieją i chodzą po naszym pięknym świecie. Mimo iż w sex shopie rzadko miewam takie nieprzyjemne sytuacje to niestety czasem się zdarzają. W handlu nie można powiedzieć klientowi, że jest parszywym skurwysynem. Trzeba zachować spokój. Tak też zrobiłam. Gotowały mi się nerwy wewnątrz mnie, aż w pewnym momencie myślałam, że na środku sex shopu ze złości i przykrości zwymiotuję, ale nad tym wszystkim czuwał Dawid, któremu jestem po prostu bardzo wdzięczna. Zresztą podziękowałam mu, że został póki ten ciapaty nie wyszedł. 


I wiecie co jeszcze mnie boli? To, że całe życie wspierałam ludzi, wspierałam mniejszości, a nakrzyczał na mnie i zwyzywał mnie okrutnie Arab. Arab w Polsce zwyzywał Polkę... to jest jakiś nonsens. Każdy kto przyjeżdża do innego kraju powinien, ba! ma obowiązek szanować ten kraj i ludzi, którzy w nim mieszkają. Niestety niektórzy się panoszą, okrutnie panoszą. W takich momentach rozumiem podejście Konfederacji i to jak Kaczyński bronił Polski przed właśnie takimi ludźmi, którzy przyjeżdżają i niszczą nasz kraj i kulturę. 







No cóż... na pewne rzeczy nie mamy wpływu, świat się nie zmieni i ludzi, ale zawsze opłaca się próbować. Już dawno nikt mnie tak nie wytrącił z równowagi. Mam mnóstwo problemów w życiu i ostatnimi czasy smutków, a tu jeszcze coś takiego. Czasem odechciewa się żyć...



Tymczasem. 

czwartek, 26 lutego 2026

Insomnia level hard...

Jest już po 3 w nocy (dla niektórych to już nad ranem), a ja nadal nie śpię. Przez ostatni rok rzadko byłam na nogach o tej porze, bo wiadomo... obowiązki, praca wymagająca spania i inne takie. Generalnie może z kilka razy robiłam coś o tej godzinie. Niemniej i tak chodzę późno spać, bo około 2 w nocy, a wstaję do pracy o 8. Pamiętam jak kiedyś musiałam się nasłuchać, że jak miesiąc będę funkcjonować inaczej i rano wstawać to się polubię z porannym wstawaniem. Serio? Do dzisiaj mi się to nie zmieniło. Ja znam siebie i nigdy rannym ptaszkiem nie będę, bo to nie jest zgodne z moim naturalnym zegarem biologicznym, który jest ustawiony na tryb SOWA. Tak już niektórzy mają i koniec. Na pewno rzeczy wpływu nie mamy. I choćbym spała po 10h to i tak o 8 rano jestem nieprzytomna, bo to nie jest moje normalne środowisko 😅😆. 


Dzisiaj (tak właściwie to wczoraj, ale dzisiaj też) miałam dzień wolny, więc mogłam sobie zrobić jak dawniej drzemkę popołudniową. I... zrobiłam 😅😆😆😆. Drzemka trwała jedyne 4h 😂😂😂. Noooo coooo?! Potrzebowałam tego 😁😂😅😆😆😆. Także już możecie się domyślić dlaczego powstała mi insomnia level hard. Po prostu jestem wyspana, więc teraz sen nie przychodzi. Także, aby nie marnować tego, że nie śpię postanowiłam wgrać na mój dysk przenośny foldery ze zdjęciami, które nie są mi potrzebne w moim laptopie. Zeszły mi na to jakieś 2 godziny, więc git. Pooglądałam sobie te zdjęcia w tych folderach. Hmmm... trochę tak jakby mnie nostalgia złapała, bo przeglądałam fotki mojej rodziny, moich byłych dwóch przyjaciółek i dawnego znajomego Jacka (tylko znajomego, aby nie było!!!). I wiecie co? Tak po prostu bywa, że coś się kończy, aby coś mogło trwać, albo rozpocząć się na nowo. Uważam też, że nie warto wchodzić drugi raz do tej samej wody. My się zmieniamy, inni się zmieniają i to jest po prostu normalny proces w życiu. A poza tym... nie wiem czy chciałabym na nowo odnawiać stare relacje. Raczej już nie, bo mam swoje życie, swoje hobby, nowych znajomych i zupełnie inny tryb życia i także zupełnie inne problemy niż kiedyś. To jest całkowicie coś innego. Niemniej nie wszystkie furtki pozamykałam i nie mówię ostatecznie do widzenia, ale nie jestem w stanie angażować się w za wiele osób, ponieważ mam tyle spraw na głowie, że nie dałabym rady poświęcać takiej liczbie osób czasu. To jest nieosiągalne w tej chwili. A z drugiej strony? Dobrze mi jak jest teraz. Było minęło.









Już niebawem będzie 4 nad ranem, więc nie wiem czy powinnam się kłaść spać, czy lepiej już jak posiedzę do 05:30 i obudzę brata na egzamin. Może tak zrobię. Nie chciałabym, aby zaspał przez moją niesubordynację. Może jeszcze jakiś post napiszę na blogu? Co Wy na to? 😋😁 Skoro już i tak nie śpię, to może to wykorzystajmy i zróbmy z tego pożytek? 😈😈😈😈😈😈





Zaskakuje też mnie to jak ten czas zapieprza. Niedawno zaczął się nowy rok 2026, a mamy już samą końcówkę lutego i za chwilę nadejdzie wiosenny miesiąc. To jest istne szaleństwo. I w ogóle cały czas odnoszę wrażenie jakbym się spieszyła, gdzieś była ponaglana i jakbym o czymś zapomniała. Dziwne uczucie... Też tak czasem macie? <Maassen myśli> 






A jak tam Wasze noce? Śpicie dobrze, czy bezsenność nie daje Wam spać?




Buziaki 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘


poniedziałek, 23 lutego 2026

Przestało mi się chcieć...

Jutro (tak właściwie to dzisiaj) do pracy, do sex shopu. Szczerze? Wolałabym, aby czas się zatrzymał, aby była powódź, tornado, burza śnieżna, aby Bałtyk wylał, albo aby wojna się rozpoczęła. Przestało mi się chcieć... przestało mi się chcieć angażować, przestało mi się chcieć starać, bo tak naprawdę zdałam sobie sprawę, że jestem produktem systemu, którego zadaniem jest tylko robić dobry utarg, być zabawiaczką klientów (niekiedy obrzydliwych) i niedocenioną osobą, która dawała z siebie wszystko. Byłam na 100% zaangażowana w to co robię, bo jak wiecie lubię być w tym co robię najlepsza. Niestety w mojej pracy mam być tylko maszynką do zarabiania pieniędzy, coś takiego jak dziewczyny z klubu go-go. Jak się przynosi zyski to jest ok, ale jak nagle sprzedaż spada to pojawia się... problem (???), niechęć do człowieka, a nawet nienawiść i oczywiście mobbing. Dla mnie to jest naprawdę "zabawna" sytuacja i taka zniechęcająca, ponieważ praca w sex shopie to powinna być zabawa, relaks, przyjemna robota, a nie jest tak do końca. Nie wyobrażam sobie jak totalnie niedouczone babsko z administracji może mieć pretensje do pracownika agenta, że słońce nie świeci, że to, że tamto, że sramto. To jest jakiś jeden wielki nonsens! Ba! jeszcze dałoby się przeżyć spokojne komentarze z dodatkiem krytyki, ale słuchania krzyków i stosowania mobbingu nie da się i NIE WOLNO akceptować. To jest jakaś paranoja, że zaczyna mnie właśnie brzuch boleć na samą myśl, że jutro idę do pracy, na 12 strasznie długich godzin. Takie coś nie powinno mieć miejsca, ale ma, NIESTETY. 





I oczywiście, że teraz mogłyby się posypać od Was pytania: "To rzuć tę robotę", "To odejdź", "To pozwij babę za mobbing". Oczywiście, że mogłabym, oczywiście. Niemniej zdaję sobie sprawę, że znowu jesteśmy w czasach rządu Tuska i znowu z pracą jest koszmar. Większość ludzi wchodzących na rynek pracy nie może tej pracy znaleźć. Obojętnie czy macie wykształcenie podstawowe, średnie czy wyższe jest ten sam problem - PRACY NIE MA i nie wiadomo kiedy będzie. Niestety pracodawcy wolą zatrudniać tylko emerytów, niepełnosprawnych, studentów, no i oczywiście Ukraińców, bo im się to po prostu opłaca finansowo. I ja rozumiem, że każdy chce zarobić jak najwięcej, ale... prawda jest taka, że im głębiej się nad tym zastanowić tym się to tak naprawdę nie opłaca. 

Mam mnóstwo wniosków i spostrzeżeń odkąd pracuję w sex shopie i mogłabym dużo napisać, ale i nawet tego już mi się nie chce, bo czuję zniechęcenie i niedocenienie mojej osoby. Już nawet klienci niektórzy (ci co byli zmuszeni kupić coś dla kogoś i przekroczyć próg sex shopu) powiedzieli mi, uwaga cytuję: "co taka dziewczyna jak Ty, robi w takim parszywym miejscu",  "uciekaj stąd i zajmij się porządną pracą", "marnujesz się tutaj". Od kilku klientów usłyszałam takie zdania i było mi zarazem miło jak i strasznie smutno, bo... kurwa, mają rację. Marnuje się robiąc to co robię, nie mam prawie życia prywatnego przez pracę po 12h i... zaczynam mieć coraz większego doła przez babę z administracji. Naprawdę przestało mi się chcieć.






No cóż... idę wziąć kąpiel i położę się spać, abym chociaż trochę była wyspana. Niemniej powiem Wam, że mój entuzjazm jest 2/10. Kompletnie mi się nie chce nigdzie iść, nigdzie. Niestety jeszcze długo sobie tak naprawdę nie odpocznę. Ratuje mnie w tym wszystkim tylko moja anielska cierpliwość i tylko to. Nic więcej. 












Tymczasem. 


niedziela, 22 lutego 2026

Byle do Wiosny!

Mój pradziadek podobno mawiał, że czas w roku między zimą, a wiosną jest najgorszy. Najgorszy z wielu powodów, zaczynając od chorób, zmian ciśnienia i pogarszającego się samopoczucia. Powtarzał, że... BYLE DO WIOSNY. Wiosną wszystko ma się zmienić, ma nastać nowe, lepsze, ma być po prostu już dobrze. I wiecie co? Też tak to widzę! 





Luty jest dosyć trudnym miesiącem i to nie dlatego, że jest zimno, szaro i roi się od wszędobylskich serduszek, które wywołać mogą co u niektórych mdłości spowodowane za dużą dawką słodyczy. Luty ma w sobie taką energię, że... po prostu ma się ochotę schować pod koc z kubkiem gorącej herbaty i pudełkiem ciasteczek maślanych. W lutym nie chce się robić, nie chce się żyć, nie chce się kompletnie NIC. A przynajmniej ja tak mam i wiele osób, z którymi miałam przyjemność rozmawiać. Luty jest do bani. 






Dzisiaj cały dzień pada i cały przyszły tydzień w Łodzi ma tak wyglądać. Szczerze? Może to i lepiej, bo atmosfera się trochę oczyści i nie będzie takiego "gęstego" klimatu. Deszcz jest potrzebny naszej planecie, ziemi, ale i nam ludziom, ponieważ zawsze deszcz niósł ze sobą oczyszczenie. Zawsze tak było. 

Siedzę sobie i piszę na blogu dla siebie i dla Was, a za oknem słyszę kropelki spadającego deszczu, który uderza o parapet zewnętrzny. Otworzyłam nawet sobie okno, aby przewietrzyć mój pokój, zaznać świeżego powietrza i posłuchać naturalnego ASMR. Dobrze to robi mojej głowie, naprawdę dobrze. 












BYLE DO WIOSNY! 💫


środa, 18 lutego 2026

Długa kąpiel w wannie, pieczenie uszu i CZAS NA SEN...

Jest już po północy i zaraz wezmę się za zmycie makijażu i pójdę na długą kąpiel do wanny. Uwielbiam leżenie w pianie i w olejku i... chillowanie. Bardzo potrzebuję takiego wyciszenia i relaksu po dniu dzisiejszym, który był długi, męczący, stresujący i... pieką mnie dzisiaj tak uszy, że albo ktoś mnie obgaduje albo przemarzłam przez chodzenie bez czapki. Choć znając życie bardziej skłaniałabym się ku pierwszej opcji. Znając moje ostatnie szczęście to też jestem za pierwszą z opcji 😂😅😆.



Ostatnio mam tyle refleksji co do ludzi i świata, że bardzo chciałabym się z Wami tym podzielić na Myślach Kobiety Wyzwolonej, ale muszę mieć więcej czasu na napisanie dłuuuuuugiego postu. Wiele refleksji jest smutnych, bo i moje obserwacje skłaniają mnie do przykrych spostrzeżeń co do ludzi. O ile świat byłby piękniejszy gdyby ludzie nie byli dwulicowi, zakłamani, nielojalni. Gdyby byli po prostu uczciwi i zwyczajnie dobrzy. Z tego co widzę być dobrym to być AŻ DOBRYM CZŁOWIEKIEM. Niestety człowiek człowiekowi wilkiem i chyba już niestety tak pozostanie. Oczywiście z pełnym szacunkiem dla tych pięknych zwierząt. 



Ajjjj... pieką mnie te uszy niemiłosiernie, aż mam czerwone. I tak cały dzisiejszy dzień miałam. Ciekawe, któżby chciał mnie obgadywać. Ech... myślę, że nikt nie ma powodów, bo żyję sobie i nic nikomu nie robię. Zdecydowanie muszę zacząć nosić znowu czapkę.







Dobra moi mili, czas na mnie. Idę zmyć makijaż płynem micelarnym z kwasem hialuronowym od Garniera (teraz jest fajna promka i kosztuje tylko 22 złote), wziąć kąpiel, posłuchać troszkę ASMR i pójdę spać. Długo nie będę spała, ale odeśpię pojutrze. 





Kolorowych snów Kochani! 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘

wtorek, 17 lutego 2026

Praca, praca, praca i o! - JECHAŁA PO MNIE JAK PO ŁYSEJ KOBYLE

Dzień dobry Kochani! 😘

Jak widać nie poprawiłam się tak jak obiecywałam za co przepraszam, no ale siła wyższa chciałoby się rzec. Praca, praca, praca i o! <rozkłada ręce> Styczeń minął mi jak z bicza strzelił, a luty nie jest lepszy, bo spieszy się tak okrutnie, że jestem w szoku, że aż tak. Trochę jest to przerażające i trochę dołujące 😬. No, ale co się zrobi jak nic się nie zrobi. 


Dzisiaj trochę ogarnęłam chałupę, trochę chciałam odpocząć, ale jestem zestresowana po wczorajszej rozmowie z jedną patologiczną babą. No normalnie niektórzy to umieją wkurwić samym wyświetleniem się na telefonie. Nie wiem jak można swoje problemy osobiste przerzucać na pracowników. Choć prawda jest taka, że ja nie jestem tej kobiety pracownikiem, więc niby nie powinnam się przejmować, ale nienawidzę chamstwa, braku kultury osobistej i generalnie szeroko pojętego prostactwa. Już mam dosyć pozwalania sobie, żeby jakaś baba jechała po mnie jak po łysej kobyle. Dosyć mam. Już wczoraj to mi się ulało - mówiąc jej językiem. Wkurwiona jestem, ale jest mi też przykro, bo uważam, że jestem dobra w tym co robię, klienci mnie uwielbiają, jestem mega zaangażowana w moją pracę, a ktoś przyczepi się o byle 💩, bo nie został w życiu dobrze przez chłopa wyruchanym. No kurwa... 😅😅😅. To jest taki paradoks, że hej.





No cóż... samo życie. Nic się nie poradzi na brak ogłady innych ludzi, po prostu są i tyle. Są ludzie i parapety, a klamką trzeba się urodzić - tak to się mawiało za czasu mojego gimnazjum. I coś w tym jest. Na pewne sprawy, na pewnych ludzi się nic nie zrobi, choćby człowiek miał się naprawdę zmęczyć. 



Cóż... <rozkłada ręce>


😞

niedziela, 8 lutego 2026

GRUDZIEŃ 2025 oczami MotorOLI, czyli... przepiękne Święta Bożego Narodzenia, lepienie pierogów, suplementacja kolagenu, świąteczne outfity i cudownie ozdobiony kościół pod wezwaniem świętej Anny (25 zdjęć!!!)

W końcu! W końcu się doczekaliście postu zbiorczego z grudnia 2025 roku. Wielu z Was właśnie czekało na ten post i w końcu się doczekaliście. Ja sama zbierałam się do jego napisania, ale w końcu siadłam i zaczęłam pisać. 

Grudzień jest jednym z moich ulubionych miesięcy w roku, ponieważ jest wtedy po prostu magicznie, niesamowicie nastrojowo, ludzie są dla siebie bardziej mili i uprzejmi. Świat jakby się zatrzymuje i można nad wieloma sprawami się zastanowić. Grudzień ma w sobie niesamowitą magię i czar. Ten miesiąc jest po prostu jednym z piękniejszych miesięcy w kalendarzu. 


W grudniu 2025 działo się w moim życiu bardzo bardzo dużo. Miałam sporo pracy (spodziewałam się nawet więcej roboty), zrobiłam ogromną ilość zakupów i zapasów, przygotowania do świąt wciągnęły mnie tak niesamowicie, że lepiłam pierogi całą noc wiedząc, że na następny dzień idę do pracy i będę nieprzytomna, ale szczęśliwa, że po latach zrobiłam pierogi według przepisy mojej świętej pamięci babuni. W grudniu działo się bardzo dużo i dostałam przed świętami najpiękniejszy prezent pod postacią listu, który "zamiótł" mnie niesamowicie. Niemniej piękniejszego prezentu na te święta dostać nie mogłam. Ale nie ma co gadać, czas pokazać co się działo w moim życiu w grudniu 2025 roku. Zapraszam do relacji w zdjęciach! 😀😀😀








W tym roku ubrałam moją małą, białą choineczkę w sam łańcuch holo i światełka różowe. Bardzo delikatny, ale wdzięczny efekt uzyskałam. Choinka ma już jakieś 6 lat, ale nadal pięknie się prezentowała. 



Burgel Drwala musi być. To droga "kanapka", ale co jest w tych czasach tanie? Drwalem można się naprawdę najeść. W tym roku zjadłam jednego i to mi do szczęścia wystarczyło. Adrian niestety mnie pobił i zjadł ponad 5 Drwali w tym roku. A co tam, raz się żyje! 😁😁😁 



A tutaj możecie zobaczyć moje przygotowania do wigilijnego farszu do pierogów. Skroiłam ponad 5 kilogramów pieczarek i muszę wam powiedzieć, że to bardzo żmudna i męcząca robota, ale za to bardzo satysfakcjonująca i nawet relaksująca. Można naprawdę zebrać myśli.



Pierogi w przygotowaniu. No i widzicie także po prawo na zdjęciu gotowy już farsz na pierogi.



Mój brat od ponad 10 lat jest wegetarianinem, więc postanowiłam zamówić wege tuńczyka do przygotowania świątecznej sałatki z kukurydzą i tuńczykiem. Powiem wam, że to jest najlepsza imitacja tuńczyka jaką kiedykolwiek jadłam. Jeden "tuńczyk" kosztował mnie 14 złotych, ale warto było. 



Jestem ogromną fanką świątecznych ozdób i generalnie świętego Mikołaja. Jak zobaczyłam tego Mikołaja na wystawie to musiałam mu zrobić zdjęcie, bo był po prostu piękny.



Tak prezentowałam się komoda w moim pokoju stołowym podczas Świąt Bożego Narodzenia 2025. Jak Wam się podoba? 👼👼👼



Na TEMU zamówiłam takiego Mikołaja. Na żywo jeszcze lepiej się prezentował.



A tutaj widzicie kawałek mojego wigilijnego stołu. Po lewo jest rybka smażona w cieście, a dokładniej Mintaj. Po prawo pierogi własnej roboty, które są odsmażone na masełku. Wyborne wyszły! 💛😋



Pierogi z kapustą i grzybami to moja ulubiona potrawa wigilijna. U mnie pierogi robi się z pieczarek i jakichś grzybków. W tym roku były w pierożkach podgrzybki. 



Klimatycznie, prawda? Wyżerka była zacna, ale po to są właśnie święta, aby było na bogato, rodzinnie i miło.



Tak wyglądała moja stylówka na Pierwszy Dzień Świąt Bożego Narodzenia. Było iście na czerwono - tak jak lubię. Już dawno nie miałam ust umalowanych na czerwono.



Kupiłam kolagen, aby go suplementować. Zdecydowałam się na kolagenowe żelki dla dorosłych. Smaczne!



A tak wyglądała moja stylizacja na Wigilię. Skromnie, biało i czysto. Iście anielsko! 😇😇😇



A tu zdjęcia przed parafią pod wezwaniem Świętej Anny w Łodzi.



Pięknie! W ogóle ta plebania jest piękna. I jest tu wyjątkowo dobra energia. 



Widać, że księża ze Świętej Anny lubią światełka tak jak i ja 😁😅😆💪.



Jak Wam się podoba? 💙💙💙



A tak wyglądało wejście do kościoła. Uważam, że sposób założenia światełek był bardzo dobry. Pięknie to wyglądało.



A tutaj wnętrze kościoła Świętej Anny.



Tego farszu tak drobno pokrojonego wyszło z 8 takich misek. Duuuuuuuużo!!!



Pierogów wyszło mi 300!!! Wiem, że na bogato, ale warte były każdej godziny podczas, której je lepiłam. Przepyszne były.



A tu karp. Karp nieodzownie kojarzy mi się tylko z zimowymi świętami. W innym okresie w roku ich nie jadam, bo uważam, że najlepiej smakują tylko na Święta Bożego Narodzenia. 



Aby karp nie śmierdział, nie był mulisty należy go dobrze wymoczyć w wodzie. Moja mama robi przepysznego karpia. Najlepszego jakiego kiedykolwiek jadłam.



Ten kubek dostałam od Kasi na święta i bardzo dobrze mi się w nim pije, bo szkło jest dosyć cienkie, a to zdecydowanie do mnie przemawia. Wypiłam mnóstwo herbatek zimowych, oczywiście z pomarańczą. Pychota! 











I tak otóż minął mi grudzień 2025. Było miło, spokojnie, bardzo apetycznie i po prostu dobrze. Uważam, że był to najlepszy miesiąc 2025 roku.


Sam rok 2025 był dla mnie czasem naprawdę trudnym, ale niepozbawionym radości. Przeszłam przez różne problemy (kosmiczne i absurdalne wręcz!!!), ale dałam radę, wytrzymałam, wstałam z kolan i sobie poradziłam tak jak umiałam najlepiej. Poznałam nowe osoby, które okazały się bardzo pozytywnie nastawionymi ludźmi, którzy w końcu nie narzekają i żyją pełnią życia. To dla mnie jakaś odmiana, bo latach słuchania narzekań i depresyjnego vibe`u. Niemniej ja uważam, że wszystko co nas w życiu spotyka, jakich ludzi przyciągamy do swojego życia w danym okresie jest po prostu nam potrzebne. Mieliśmy tego wszystkiego doświadczyć, wyciągnąć lekcje, aby móc iść dalej. Za wszystko należy być wdzięcznym, za każde dobro i zło, ponieważ to wszystko nas kształtuje. 








I cóż mogę Wam powiedzieć? Oby więcej takich pięknych grudni jak właśnie ten z 2025 roku.












Buziaczki moi Kochani! 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘