wtorek, 20 października 2026

Wolny dzień najlepiej leczy strapione serce... i duszę!

Dzisiaj miałam wolny dzień, więc miałam czas i dla siebie i dla moich bliskich. W końcu miałam też czas dla mojego kota, z którym już dawno nie wypoczywałam na wersalce pod grubym kocykiem. Ten dzień wydawał mi się taki dłuuuuuuuugi. Dzisiaj nie chciałam myśleć o problemach, które mi się cały czas piętrzą, ani o tych sprawach, które mnie ostatnio zasmuciły i doprowadziły do łez. Mam taki... hmmm... niesmak trochę i lekki dystans. Nadal nie wiem co powinnam o tym wszystkim myśleć. Serce mówi jedno, a rozum drugie. 





Potrzebowałam wolnego dnia, bo wolny dzień najlepiej leczy strapione serce... i duszę. 


Jeden z Was pod moim ostatnim postem na Myślach Kobiety Wyzwolonej napisał mi, że czasem dobrze zmienić otoczenie/pracę. Oczywiście, że ma rację, bo sama jestem za tym, żeby nie zasiedzieć się za długo w jednym miejscu, albo z niewłaściwymi osobami. Poza tym zmiany są bardzo dobre dla umysłu człowieka. Tyle, że ja póki co nie mogę rzucić tej pracy, a poza tym nie chcę, bo jeszcze moja przygoda nie skończyła się w sex shopie. Pracuję tam niecałe dwa lata i to jeszcze nie jest ten moment, że chciałabym stamtąd odejść. Teraz pracuję (od wczoraj) w jeszcze jednym sex shopie tej samej sieci i wiem, że już w innych nie będę pracować jak zrezygnuję kiedyś z pracowania w sex shopach. Wiem też, że dla mnie to nie jest praca na stałe, bo moją ukochaną pracą i hobby jest pisanie i tak pozostanie zawsze. Niemniej sex shop to dla mnie i praca i rozrywka i generalnie lubię tam pracować. Nie do końca przekonuje mnie ten drugi sex shop, bo okolica jest szemrana, niebezpieczna i cóż... nie lubię tam pracować, ale robię to dla pieniędzy i dla przekraczania swojej strefy komfortu. Jeżeli wychodzimy z tej strefy to uczymy się czegoś więcej, więc dlatego zgodziłam się na współpracę w jeszcze jednym sex shopie. Jeżeli Los sprawi, że dostanę propozycję innej pracy, która będzie dla mnie satysfakcjonująca to na pewno odejdę z jednego sex shopu, ale póki co nie. Zdaję sobie też sprawę z tego, że tutaj gdzie jestem już wyżej nie pójdę, bo nie zgodziłam się kiedyś zostać agentem i... no raczej nie wiem na kogo miałabym awansować. Ja cenię sobie rozwój osobisty i lubię wyżej i wyżej, a tu już wyżej nic nie zrobię. Lubię pracować, ale tak jak Wam kiedyś powiedziałam - RODZINA JEST DLA MNIE NAJWAŻNIEJSZA. I tak będzie zawsze. 





Tymczasem. 


piątek, 16 października 2026

Kompletnie odechciało mi się pracować... :/

Dzień dobry, ale w sumie jak dla kogo... bo na pewno nie dla mnie 😢. Dzisiaj, a raczej od wczorajszego wieczora odechciało mi się kompletnie wszystkiego, ale głównie to pracy. Człowiek się stara, gada o dupie Maryny, aby sprzedać jak najwięcej i jak najlepiej, a tu jeszcze naplują ci za to w twarz. Nie słuchałam nikogo, nie słuchałam żadnych rad, bo jak zwykle chciałam widzieć w drugim człowieku dobro, ale z tego co widzę i z tego co już wiem biznes rządzi się swoimi prawami. A raczej brakiem praw, brakiem empatii i czegokolwiek. Przejmowałam się pracą w sex shopie, w SEX SHOPIE. Jakby ktoś mnie posłuchał to by się zaśmiał teraz. Noooo, to już się nie będę przejmować i nie będę sobie nikogo zastępować i pierdolę te pieniądze. Ja podchodzę do pracy na poważnie i wykonuję wszystko co należy, uważam, że nawet więcej niż trzeba. A i tak to jest niedoceniane. Także, po co się starać? Nie widzę już sensu. Jeszcze ze stresu i smutku leci mi teraz krew z nosa... 😖. 


No, ale tak to jest jak ktoś niezepsuty życiem, pracuje w miejscu zepsutym i pozbawionym empatii. 

Przykro mi. 





Nigdy w tym sex shopie nie znajdą kogoś takiego jak ja, po prostu nie znajdą. 






Tymczasem. 


środa, 14 października 2026

Mam dosyć tego dnia!!! PS Szukam informatyka do zadań specjalnych, geniusza komputerowego!!!

Ten dzień był po prostu zjebany, zmarnowany, ZMARNOWANY. Cały dzień żyłam w ogromnym stresie i jeszcze stoję w miejscu z jedną sprawą. Jestem zła, wkurwiona i już nic mi się nie chce. Najchętniej położyłabym się w łóżku i nie wstała z niego do listopada. Ten tydzień parszywie się zaczął. Nie dość, że pracowałam cały tydzień to jeszcze podczas wolnych dni miałam tyle na głowie. Naprawdę, czy jeszcze coś mnie w tym tygodniu wkurwi? 😡😡😡 





A teraz ogłoszenie parafialne!


SZUKAM INFORMATYKA DO ZADAŃ SPECJALNYCH, GENIUSZA KOMPUTEROWEGO!

Jeśli jesteś informatykiem po studiach albo geniuszem informatycznym bez studiów to odezwij się do mnie w komentarzu. Nie szukam przeciętniaka, szukam geniusza, który mi pomoże z rozwiązaniem informatycznego problemu. Lubię komputery i komputery lubią mnie, ale nie jestem specem, więc potrzebuję kogoś kto nim jest. Oczywiście nie będziesz tego robił bez zapłaty 😎. Jeśli znasz się na systemach wszelakich i generalnie całej sieci, komputerach i etc. to napisz do mnie. 

Będę wdzięczna i bardzo kontent z Twojej pracy. Dogadamy się 😏.









A teraz moi Kochani chwilkę porozmawiam z mamą, wezmę gorącą kąpiel i pójdę spać. Może uda mi się zmrużyć oko na 3 godziny, ale szczerze to nie sądzę. 



Jestem bardzo ciekawa co mi życie w tym miesiącu jeszcze przyniesie. Aż strach się kurwa bać...












Tymczasem. 


wtorek, 13 października 2026

Za dużo się dzieje...!

Cześć Wam! 👋

Październik jest dla mnie barrrrrrdzo intensywnym miesiącem i dzieje się zdecydowanie za dużo. Znowu nie mam na nic czasu i cały czas odnoszę wrażenie, że o czymś zapominam. Nie wiem już sama, czy ja w końcu wyjdę z tej sterty spraw do ogarnięcia. Czy ja w końcu na to znajdę czas?! Wszystko idzie nie tak jak powinno, a może idzie tylko to wypieram? Przez najbliższe 3 tygodnie mam w chuj rzeczy do zrobienia, a teraz jeszcze mam więcej pracy dodatkowo. Trochę mi to nie na rękę, bo miałam inne plany, ale cóż... to na chwilę, nie na zawsze. Kiedy ja w końcu pomyślę o sobie... aronoł 😒. Czasem nie dowierzam gdzie ja straciłam moją asertywność, która kiedyś była niewzruszona. Boshe... nie wiem. 





W tej chwili jest po 23:00, a ja zamiast robić wieczorną pielęgnację i odpoczywać to czuję, że mam jeszcze sporo do zrobienia i dodatkowo jestem zdenerwowana, zestresowana i czuję, że zaczyna mi się migrena. Mam dosyć! Najchętniej to tupnęłabym nogą, obraziła się na cały świat, rzuciła wszystko i wszystkich i stąd wyjechała do Meksyku zacząć całkiem nowe życie. Jak wiecie Meksyk to kraj, w którym chciałabym mieszkać i wiecie co? a zresztą, nie ważne. Kiedyś Wam powiem. 




Chyba zrobię sobie mięty na uspokojenie albo napiję się gorącego rumianku to jeszcze mi złagodzi ból brzucha przez napięcie emocjonalne. Wszystko mi w tym miesiącu nie na rękę. Dzisiaj miałam umówione ważne spotkanie i zostało odwołane. Wiadomo... siła wyższa, ale wszystko mi się odwleka w czasie i potrzebuję więcej dni wolnych, a teraz mam zjebane wszystko. Potrzebuję cudu, naprawdę potrzebuję cudu. 






Tymczasem. 


wtorek, 6 października 2026

Zepsuła mi się MATRYCA w Motoroli... :(

Cześć! 

Jakiś czas się do Was nie odzywałam, bo mam problemy z telefonem. Zepsuła mi się matryca w mojej Motoroli oddałam ją do naprawy i po 6 h na nowo zepsuła się w tym samym miejscu. No po prostu szlag mnie trafił, bo w tych czasach nie da się funkcjonować bez telefonu. Wszystko przez ten telefon się załatwia, więc musi być sprawny. Wybrałam bardzo dobry serwis specjalizujący się w naprawianiu telefonów. Poszłam, przywrócili mi wiarę w dobrych fachowców, a potem odebrali całkowicie. I jeszcze po zareklamowaniu tej naprawy miałam troszkę nadziei, że jednak wyleczą moją Motorolkę, ale jednak chyba nic z tego nie będzie i zmarnowałam 250 złotych na jedno wielkie gówno. Jestem tak rozczarowana, że po prostu chce mi się płakać, bo mogłam dołożyć 3 stówy i mieć nowy telefon. Zjebałam... miałam nadzieję, że da się odratować trzyletni telefon. Jestem w chuj rozczarowana i naprawdę nic mi się już nie chce. Nie mogę nic ogarnąć, żadnych spraw bankowych, osobistych, ŻADNYCH. Rzygać mi się już na to wszystko chce. Nie wiem co ja mam teraz zrobić, bo w tym miesiącu nie mogę już sobie pozwolić na żadne wydatki. Jak pech to pech. No, ale Ludzie... myślałam, że jak się idzie do dobrego serwisu to otrzyma się usługę, za którą się zapłaciło. A tu jeden wielki niesmaczny klops. Żal mi dupę po prostu ściska. Skoro tydzień się tak zaczyna to co będzie dalej. Strach pomyśleć. 


Nie wiem kiedy zamieszczę nowy post, bo jak wiecie wszystko mam połączone z telefonem. Jak się nie sparuję z laptopem i z telefonem to nic nie napiszę. Zjebana sytuacja, naprawdę podbramkowa. No nic, będę funkcjonować bez telefonu i sobie od wszystkich odpocznę, bo innej opcji po prostu nie mam moi Kochani. Widzę, że po tej naprawie telefon zaczyna znowu mi świrować i z całą pewnością nie obędzie się bez kupna nowego telefonu. Kiedy? Nie wiem. Jestem już zmęczona i nic mi się już nie chce w tym dniu. Nic. 



Spokojnej nocy! Moja będzie smutna, długa i chce mi się płakać...

poniedziałek, 28 września 2026

5 faktów (politycznych) o mnie! :)

Cześć! 👋

Już dawno nie zamieszczałam kolejnych faktów o mnie, więc czas to nadrobić 😃. Dzisiaj przygotowałam dla Was 5 faktów o mnie związanych z tematem polityki. Jeśli lubicie takie tematy albo po prostu jesteście ciekawscy to zapraszam do dzisiejszego postu stricte o mnie. 

Miłej lektury! 😎









1. KOCHAM LESZKA MILLERA

- Kto czyta mojego bloga od lat ten już wie doskonale, że ubóstwiam Leszka Millera. Jest to moje polityczne guru, ideał wśród polityków, mistrz polityczny. Był premierem, a także główną postacią w mojej ulubionej partii politycznej jaką był Sojusz Lewicy Demokratycznej (SLD). Marzę MARZĘ o tym, aby go poznać osobiście. Zdaję sobie z tego sprawę, że to marzenie najprawdopodobniej nigdy się nie spełni, ale jeśli ktoś chciałby zrobić mi prezent to wiecie już o czym marzę. 


2. JESTEM PATRIOTKĄ

- Kocham Polskę, uważam że jest to cudowny, bogaty kraj, który przez lata był opluwany i marzyło się wielu, aby go zgładzić z mapy. Jak widać nadal się nie udało i wierzę, że to nigdy nie nastąpi. Uważam, że w młodych ludziach powinno się rozwijać miłość do swojej Ojczyzny, która ma tak piękną, bogatą i burzliwą historię jak nasza. Kocham Cię Polsko! 💗


3. POZNAŁAM KATARZYNĘ LUBNAUER

- Kilka lat temu w Lidlu spotkałam poseł Katarzynę Lubnauer z partii Nowoczesna. Byłam wtedy na zakupach z moją blond byłą psiapsi i postanowiłam, że raz się żyję idę po autograf 😁. Jak pomyślałam tak też zrobiłam i mam pamiątkową fotkę. Pani poseł była przesympatyczna (nie ma co się dziwić, bo urodziła się tego samego dnia co moja świętej pamięci babunia). Kiedy poznałam panią Lubnauer miałam fioletowe włosy, więc idealnie się wpisałam w jej elektorat hahahahahaha 😅😆. 


4. CIOTKA SENATOR

- Moja ciotka była senatorem. Kandydowała z ramienia SLD. Polityka otworzyła jej wiele drzwi, dała wiele możliwości, choć uważam, że nie wykorzystała dobrze swojego czasu. A szkoda... . 


5. JESTEM W ZWIĄZKU Z KONFEDERATĄ

- Od 10 lat jestem w związku z konfederatą. I nie uważam, aby to był jakiś problem. Jestem w stanie dogadać się z każdym. Poza tym Konfederacja ma najlepszy program gospodarczy dla Polski, w przeciwieństwie do lewicy, która niestety umarła wraz z końcem Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Powiem więcej, aktualnie Konfederacja jest jedną z najbardziej myślących partii politycznych w Polsce. 










I tak otóż przeszliśmy przez 5 faktów politycznych o mnie. Jak Wam się podobało? Chcecie więcej? Jeśli tak, to proszę dajcie znać w komentarzach pod tym postem. 






Życzę Wam kolorowych snów i miłości do Ojczyzny! 😘😘😘
















Dobranoc, pchły na noc! 😀😇😌😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘




Nie martw się. Zrozumieją, ile jesteś wart, kiedy nie znajdą nikogo takiego jak ty.

Do napisania tego postu zainspirowała mnie nowopoznana osoba, ale i jeszcze jedna, z którą co prawda nie mam już kontaktu, ale wzięłam jej wszystkie słowa do serca, bo wiem, że nie kłamała. Obie z tego miejsca serdecznie pozdrawiam i mocno ściskam. 





Czasem w życiu przychodzi taki moment, który sprawia, że coś w nas pęka, coś się w nas łamie. Czasem ludzie przypominają nam coś o czym zapomnieliśmy i uświadamiają nas w tym w czym już uświadomieni byliśmy. Ja właśnie jestem dzisiaj w takim momencie, a tak właściwie od dobrych kilku tygodni. Cały czas chcę to wyprzeć, bo mam wysoki poziom empatii i lubię ludzi tłumaczyć, wczuwać się w ich położenie i etc. Problem jest w tym, że wiele osób wtedy nadużywa mojej dobroci, mojego miękkiego serca i po prostu wykorzystuje to, że może coś ugrać na takich cechach mojego charakteru. Ja oczywiście ani ślepa, ani głupia nie jestem, więc widzę to, ale daję człowiekowi czas, aby się w porę ogarnął, zanim będzie za późno. Czasem daję za wiele szans na poprawę, ale ja po prostu wierzę, że ludzie mogą stawać się lepszymi, doskonalszymi wersjami siebie. Najczęściej się nie poprawiają, bo gatunek ludzki po prostu nie lubi i nie chce nad sobą pracować. A szkoda. No i tak czekam i czekam i patrzę i słucham i... czasem po prostu rozpacz mnie ogarnia jak ludzie kłamią i wykorzystują po prostu dobroć serca drugiej osoby. Mam świetną pamięć i jak z kimś rozmawiam to pamiętam co do mnie mówił i wiem kiedy osoba mnie kłamie. A z racji tego, że uważam iż kłótnie to przywara pospólstwa to się nie kłócę, ale... konsekwencje wyciągam tak jak na to osoba zasłużyła. I tak też zapewne będzie w tym przypadku, bo ja jestem cierpliwa i wiele wytrzymuję, ale wykorzystywać się nie dam. To, że ktoś myśli, że sobie poużywał mojej dobroci, to nie oznacza, że tak jest. Dobre serce odziedziczyłam po mojej mamie, ale poczucie humoru po ojcu i... to mogę być bardzo dowcipna jak ktoś przegina. 





Pamiętam jak jedna rozmowa telefoniczna zrobiła po prostu mojej głowie dobrze, gdy usłyszałam: "Po prostu nie wie jaki ma skarb". Schlebiło mi to zdanie podwójnie, bo się z nim zgadzam. Wiecie, dla ludzi, których szanuję, których kocham i lubię, z którymi współpracuję, których podziwiam mogę góry przenosić, ale jak ktoś mnie nie szanuje i tego ile jestem w stanie dać to po prostu... zamieniam się w najgorszą wersję siebie. A wiele osób się przekonało jak bardzo niemiło się robi jak się ze mnie zakpi. Każdy po prostu ma swoje granice i swoją cierpliwość - nawet tak anielską jak moja. 



I tak sobie leżę w pozycji półleżącej przed moim srebrnym Asusem i zastanawiam się gdzie ja utraciłam moją stalową asertywność, no gdzie? Gdzie... się pytam, kurwa?!??!?!?!?!!?!?!?!? Może przez to, że mam miękkie serce to ma twardy zad jak kamień...












Tymczasem. 


niedziela, 27 września 2026

Bezsenność w laczkach

Jest godzina 6 rano, a ja nadal nie śpię, bo w ogóle nie mam ochoty na sen. Nie jestem nawet w stopniu minimalnym senna. I w sumie nie powinnam się dziwić, bo właśnie mamy wrześniową pełnię Księżyca. Ja podczas pełni nie zasypiam, generalnie nie sypiam wtedy dobrze i bywa, że jestem poddenerwowana. I tak też jest i w tym momencie. Nie wiem czy sens jest się teraz kłaść spać, bo będę tylko leżała i marnowała czas. Nie jestem ani śpiąca, ani zmęczona, więc może czymś się zajmę. Swoją drogą podczas tej bezsenności pooglądałam sobie na YouTube dawne najlepsze wykonania (według mnie) The Voice of Poland i posłuchałam muzyki. Rozmyślałam też w tym czasie o moim nowym znajomym - Tomku. Jeśli jakimś cudem trafisz na mojego bloga i na mój post to pozdrawiam Cię serdecznie z tego miejsca 💕. Poznaliśmy się niedawno w pracy i póki co mogę powiedzieć, że jest to naprawdę spoko gościu. Zaskoczył mnie bardzo pozytywnie i poczułam się naprawdę doceniona, a to jak wiadomo zodiakalna Panna kocha najbardziej 😈. Lubię czuć się potrzebna i niezastąpiona 😜. Poza tym Panny są niezastąpione, więc nie ma nawet co z tym dyskutować. 





Wczoraj byłam w Lidlu, Carrefourze, Action i Rossmannie. Zrobiłam sobie zakupki, bo potrzebowałam relaksu, odmóżdżenia się, nooooo i oczywiście zakupów. Kupiłam jedzonko, maskę na Halloween (to jest taki SZTOS!), maseczki w płachcie, pędzel do podkładu (stary umarł śmiercią tragiczną), maszynkę do golenia, dwa szampony do włosów rudych (liczę, że będę miała ładne refleksy na moich naturalnych włosach) i wiele innych. W ogóle bardzo zawiódł mnie Action. Teraz to jest taka szajsownia jakościowa, że masakra. Jeden wielki szajs! Jak szybko tam weszłam to tak szybko stamtąd wyszłam. A kiedyś to był taki fajny tani i ładny sklep. Teraz istny szajs, kicz i tandeta. MASAKRA. 






Ech... ja chyba rzeczywiście dzisiaj nie zasnę, bo oczy mi się w ogóle nie kleją. A dodatkowo jest mi trochę przykro, bo czuję jakieś rozczarowanie emocjonalne i jakieś... oszukanie? Czasem jest tak, że ufam bezgranicznie, choć gdzieś z tyłu głowy kłębią się jakieś irracjonalne obawy. A to boli. Druga sprawa też dotyczy zaufania między ludźmi i... rozmowa z Tomkiem trochę mi dała do myślenia, zapaliła mi się czerwona lampka i wiem, że on ma rację. Wiem, że dał mi dobrą radę, a co ja z nią zrobię to już należy do mnie. Fajnie, że złapaliśmy ze sobą taki dobry kontakt. 






Tymczasem. 


czwartek, 17 września 2026

Eleganza Ambra by BUGATTI (recenzja perfum)

Ponad 3 miesiące żyliście bez nowej recenzji perfum na moim blogu. Czas to zmienić! 😃 

Dzisiaj przychodzą do Was z recenzją francuskiej wody perfumowanej Eleganza Ambra od Bugatti. Będąc na zakupach w Rossmannie postanowiłam powąchać co tam jest ciekawego w szafie z perfumami. Natrafiłam na markę Bugatti (od razu przywodzi na myśl te super szybkie auta) i postanowiłam powąchać całą serię Eleganza. Zdecydowałam się kupić zapach Eleganza Ambra, ponieważ wydał mi się najbardziej... bursztynowy. A jak wiecie kocham dodatek bursztynu w perfumach, bo nadaje takiego ciepła, jesiennego vibe`u i kobiecości. Za te perfumy zapłaciłam 115 złotych, więc jak za taką markę jak Bugatti tanio. 



Przejdźmy do nut zapachowych owej perfumowej delikwentki 😁😁😁


Nuty Głowy: cytryna, czerwona mandarynka, wiśnia

Nuty Serca: mak, migdał, białe kwiaty

Nuty Bazy: piżmo, wanilia, drewno cedrowe





Wiśni w ogóle nie wyczuwam, a powinno być jej najwięcej, ponieważ "otwiera" zapach, gdyż jest w nucie głowy, więc od razu po psiknięciu powinna być wyczuwalna dla naszych nozdrzy, a niestety nie jest. Generalnie nie wyczuwam nic co tam powinno być XD. Jak dla mnie te perfumy pachną bursztynowo i troszkę jak perfumy z lat dwutysięcznych z Olsenkami. Jest to bardzo ładny zapach, nawet powiedziałabym, że piękny, ale nie ma w tych perfumach nic wiśniowego, nic z białych kwiatów i nawet nie wyczuwam wanilii, a powinno się ją czuć, gdyż to nuta bazowa. Hmm... ciekawe ciekawe. W ogóle może pokażę Wam flakon tych perfum, bo my tu gadu gadu, a zdjęcia jak nie było tak nie ma.





Flakon jest elegancki, ładnie wykonany, stroi moją toaletkę. Podoba mi się. Ta woda perfumowana kosztowała 115 złotych za 60 ml. Jest to dobry produkt, choć niestety długo się ten zapach na ciele nie utrzymuje. Dłużej daje radę na ubraniach. 




Dla mnie są to perfumy bursztynowe i tyle. Piękny, elegancki i kobiecy zapach. Odpowiedni na randkę, na święta, ale i na co dzień jeżeli nosicie się bardziej elegancko niż sportowo. Z czystym sercem polecam. Chyba skuszę się jeszcze na innych zapach od Bugatti z tej serii Eleganza. Być może 😎.






Pachnącej jesieni dla Was! Aaaach, ten zapach idealnie pasuje na jesienne dni, bo jest otulający.






Tymczasem. 





Idzie na burzę, idzie na deszcz. A może... na wojnę?

Kto jest z Łodzi ten zapewne słyszał dzisiaj dwa ogromne, potężne wybuchy, które miały miejsce przed południem. Leżałam sobie w łóżku (jeszcze przed śniadaniem), aż tu nagle usłyszałam OGROMNY wybuch, aż zatrzęsło się moje okno. Po trzech sekundach rozległ się kolejny wybuch. Poszłam szybko do dużego pokoju, aby sprawdzić reakcję mojej mamy. Też ją to zaskoczyło. Spojrzałam w okna ludzie stali na balkonach, inni patrzyli przez szyby w oknach. Przechodnie się rozglądali na boki. To były naprawdę dziwne wybuchy. Po chwili pomyślałam, że to może znowu przelot myśliwców nad Łodzią, choć... z tyłu głowy miałam zupełnie inną myśl. Nie, nie, nie pomyślałam od razu o wojnie, ale o jakiejś prowokacji, bądź wybuchu ostrzegającym przed tym co za kilka miesięcy lub lat może się wydarzyć. Generalnie dzisiejszy dźwięk wybuchu był zupełnie inny od tego, który mogliśmy (my Łodzianie) usłyszeć kilka miesięcy temu nad polskim niebem kiedy to przelatywały myśliwce w kierunku Łasku. 



Dzisiaj był to naprawdę przerażający dźwięk...







Od razu po usłyszeniu tych wybuchów włączyłam telewizję i oczywiście zaczęły pojawiać się paski informujące, że na wschodzie Polski ludzie dostali alerty na telefon dotyczące możliwego ataku z powietrza. No kurwa super, jeszcze do szczęścia Polsce potrzeba tylko wojny... MASAKRA. Później weszłam do Internetu i pojawiła się fala nowych artykułów na temat wyżej omawianych przeze mnie wybuchów nad Łodzią. Wszyscy oczywiście wpadli w panikę, bo jakże inaczej. 

Po godzinie czy dwóch "okazało się", że ten wielki huk spowodowany był przekroczeniem bariery dźwięku przez przelatujące samoloty wojskowe lecące w kierunku wschodu Polski. No kurwa, serio? Co oni mają innego powiedzieć Polakom niż coś takiego. Rząd nie chce wywołać paniki, więc musi coś dla relaksu powiedzieć. Nawet jeśli faktycznie były to przelatujące samoloty wojskowe to uważam, że coś się ewidentnie dzieje, bo atmosfera zaczyna się robić gęsta. Lepiej być przygotowanym na najgorsze. Zabawne w tym wszystkim jest to, że dzisiaj jest 17 września, czyli dzień upamiętniający początek agresji ZSRR na Polskę. Przypadek? Ja w przypadku nie wierzę. 


A Wy co o tym myślicie?










Tymczasem... 


poniedziałek, 14 września 2026

Najlepsi klienci w sex shopie to samotne kobiety i geje

Często zadajecie mi pytania na temat sex shopu. Ostatnio na Instagramie zapytaliście mnie o klientów sex shopu. A dokładniej o najlepszych klientów. Wiecie, to może nie było super sprecyzowane pytanie, bo co to znaczy... NAJLEPSI? Czy najmilsi, czy najwięcej wydający, czy najbardziej otwarci? Odpowiem Wam zatem na każdą z możliwych konfiguracji. 





Generalnie najlepsi klienci sex shopu to kobiety (te, które przychodzą bez chłopa) i geje. Kobiety są bardzo otwarte, wyzwolone, a geje są przesympatyczni i bardzo ciepli (yyy... to akurat mi nie wyszło 😅 - no ale wiecie o co chodzi). Kobiety, które przychodzą w pojedynkę mają zawsze sporo do powiedzenia, są uprzejme, najczęściej kulturalne i naprawdę wiedzą czego szukają nawet jeżeli są całkowitymi laikami w temacie erotyki. Chyba z trzy razy na całą moją karierę w sex shopie obsługiwałam niemiłą i naburmuszoną kobietę. Tak to są to super babki! 😁😁😁 A jeżeli kwestia tyczy się gejów to większość z nich, która przychodzi do sex shopu jest przesympatyczna, zagadująca mnie i chcąca mnie poznać. Nie wiem co ja z nimi robię, ale geje mnie zawsze lubili. Noooo może z wyjątkami 😈😈😈, ale generalnie gej i ja to bardzo dobrana para. 

Najgorszymi klientami natomiast są osoby przychodzące w parach (chłop i baba). Jak już przez drzwi wchodzi parka to wiem, że nie będzie miło. Nie znoszę par przychodzących na zakupy. Ech... powinni wypisać takich klientów z obsługi sex shopu. Ona jest zawsze zła i wredna, a on by chciał zagadać, ale boi się swojej kobity. Klasyka. 




Jeżeli chcecie post o najgorszych klientach mojego sex shopu to dajcie mi znać w komentarzach pod tym postem, a na pewno taki wpis pojawi się na moim blogu. Najgorszych klientów nie było fakt faktem za dużo, ale byli i warto o nich napisać. 






Tymczasem. 


Minęło już 10 dni... :( Szok!

Hejka! 👋

Minęło już 10 dni od ostatniego postu na Myślach Kobiety Wyzwolonej. Ej, czujecie że jesteśmy już we wrześniu 2026 roku? Jak ten czas zachrzania... SZOK! 😐 Ostatnio na ten temat z moją mamą rozmawiałam. Zapytała się mnie czy jestem już w tym wieku, w którym odczuwam przyspieszenie czasu. I... stwierdziłam, że jak najbardziej zaczęłam to odczuwać od kilku lat. Świat przyspiesza coraz bardziej i mnie to martwi, bo życie przez to szybciej przecieka między palcami. Też to czujecie?




Zmieniając temat chciałam Wam pokazać paznokcie jakie miałam jakiś czas temu. Jak Wam się podobają? Lubicie długie czy krótkie? 



Jeżeli macie jak ja grube nogi to polecam Wam pończochy marki MONA. Są zajebiste, drogie, ale zajebiste. Jedna para kosztowała mnie chyba z 80 złotych, ale to pierwsze pończochy, które mi się nie rolują, nie spadają i są naprawdę piękne. MONA queen size! 😍 Swoją drogą to bardzo chętnie bym podjęła współpracę z tą marką i reklamowała te pończochy. Są najlepsze i nigdzie indziej lepszych nie znajdziecie dla kobiet plus size. 





A wracając do dzisiejszego tematu to za moment się nie obejrzymy, a będzie już Wszystkich Świętych, święta i Sylwester. Szczerze to nie podoba mi się, że to wszystko tak leci, biegnie i będziemy coraz starsi, bardziej zmęczeni i zużyci życiem. Masakra, bez sensu. Co o tym wszystkim myślicie? 😒








Z takich przyziemnych spraw to wczorajszą niedzielę wykorzystałam na sprzątanie i ogarnianie mojego pokoju. Zrobiłam też porządek w moich dokumentach, których po prostu miałam od zatrzęsienia. Zmęczyłam się, ale jestem zadowolona, że to wszystko ogarnęłam. Zawiesiłam fioletowo-różowe światełka w pokoju i mam bardzo zmysłowy klimat. Podoba mi się 💫. Czasem tak niewiele do szczęścia człowiekowi potrzeba. 





 Czujecie już jesień? 🌂⛈🌞




Buziaczki Kochani! 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘




piątek, 4 września 2026

Fajne masz te cycki

Dzisiaj chciałabym Wam wspomnieć o zabawnej sytuacji jaka miała miejsce w lipcu tego roku. Lipiec był dla mnie mega intensywnym miesiącem jeżeli chodzi o pracę. Pracowałam, harowałam, generalnie zapierdalałam. Wynik sprzedaży był ok, ale mogło być oczywiście lepiej, ale ja już nie odpowiadam za to ilu klientów przyjdzie do sex shopu, zamiast wyjechać na wakacje. Także było spoko i też były całkiem fajne sytuacje. Ta, o której chcę Wam opowiedzieć była bardzo zabawna i w jakimś stopniu podnosząca na duchu przy długiej i nużącej pracy. Wszedł sobie pewnego dnia lipca klient na oko 27-32 lata i poprosił o jakąś dobrą hiszpańską muchę i żel stymulujący dla kobiety. Oczywiście pokazałam mu najciekawsze propozycje produktów, które mamy w sex shopie, a potem się uśmiechnąć, popatrzył w mój biust i powędrował do wyjścia. Chwycił klamkę i nagle się do mnie odwraca i mówi z szelmowskim uśmieszkiem na ustach: "Fajne masz te cycki" 😁. Normalnie koleś gdyby tego nie powiedział to jestem pewna, że by się pochorował 😂😅😆. Zrobiło mi się... miło i dobrze na duchu, bo tego dnia już zaczynałam odczuwać zmęczenie psychiczne. No ale cóż, powiedział co wiedział, a raczej co widział XD.




Powiem Wam, że ludzie z gimnazjum i z liceum nie uwierzyliby, że mam naturalne tak duże piersi. W gimnazjum to miałam zero biustu, totalne plecy z przodu. Coś takiego jak Kate Hudson w "Jak stracić chłopaka w 10 dni?". Noooo, ale wtedy też ważyłam 54 kg, więc nic dziwnego, że byłam płaska. Na studiach miałam 75B i przez kilka dobrych lat miałam właśnie taki rozmiar. Bardzo wygodna miseczka, plecy nie bolały i też nie miałam bardzo małego biustu, tylko po prostu coś między małym, a średnim. Później jak zostałam blondynką i przytyłam to nosiłam 85C i wyglądałam wtedy bardzo dobrze i jeśli chodzi o biust i o moją sylwetkę. Byłam jak to moja babunia by powiedziała - POPITAŚNA (czyli nie gruba, ale też nie za szczupła). No, a teraz jestem plus size i mój biust wylewa się z 95D. I powiem szczerze, że już taki może zostać, bo przy jeszcze większym rozmiarze by mi się ten biust po prostu odparzał. 




Czy ktoś wie gdzie ja zgubiłam tę broszkę z napisem QUEEN? Szukałam jej wszędzie i nigdzie nie mogę jej znaleźć...



Z kilka osób pytało mnie jak z małego biustu przejść naturalnie na bardzo duży. I cóż... ja mogę Wam tylko powiedzieć jak to było u mnie. Jeżeli wyrazicie taką chęć w komentarzach to na pewno na ten temat pojawi się osobny post na Myślach Kobiety Wyzwolonej. Jedno już mogę Wam zdradzić i jest to po prostu banalne. Jeżeli jesteście chude to najczęściej tego biustu po prostu prawie nie macie, bo piersi są zbudowane z tkanki tłuszczowej. Jeżeli przytyjecie z 5 kg to i w biuście coś się zapewne zmieni. Przytycie to najszybsza metoda na zaokrąglenie i powiększenie biustu. Nikt nie każe Wam tyć tyle ile ja przytyłam, ale 5-10 kg powinno już zrobić jakąś różnicę. I cóż... coś za coś. Albo ma się świetne nogi, albo zajebiste cycki. Rzadko to i to idzie ze sobą w parze. Wybór zostawiam Wam 😎.






Teraz zachęcam męskie grono moich Czytelników, aby wypowiedzieli się na temat rozmiaru piersi, który preferują. Wolicie Panowie mniejsze biusty czy większe? Zróbmy z tego dyskusję w komentarzach pod tym postem.






Buziaczki moi mili! 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘






środa, 2 września 2026

Och co to był za dzień! :D Odbiór nowego dowodu osobistego, Palmiarnia, gofry bąbelkowe! :D :P Kupiłam żel na ból dupy? - jak myślicie? :P :D

Hejka! 👋😁😘😘😘

Dzisiaj miałam super dzień, ponieważ wszystko poszło idealnie i zgodnie z planem. Wyspałam się, wykąpałam i wyszykowałam odświętnie (czyli dzień jak co dzień, bo ja zawsze jestem elegancka 😁😁😁). Najpierw pojechałam do urzędu, aby odebrać mój nowy dowód osobisty. Jest najpiękniejszym dowodem osobistym jaki kiedykolwiek miałam. Zdjęcie też mam zajebiste! 😎 Już dawno nie byłam tak zadowolona z tego jak wyglądam na zdjęciu do dokumentu. Jestem naprawdę kontent z tego powodu. Później powędrowałam do Palmiarni i do kawiarni, która mieści się dosłownie obok niej. Wybrałam się z moją mamą na gofry bąbelkowe i piwko rzemieślnicze. Nie jestem miłośniczką gofrów, no ale poszłam skoro zostałam zaproszona przez mamę. Goferek był dobry, ale jak to gofr. Dupy mi nie urwało. Był to gofr bąbelkowy z bitą śmietaną i polewą karmelową w moim przypadku. Moja mama zamówiła sobie gofra z bitą śmietaną, świeżymi owocami i polewą oczywiście czekoladową. Posiedziałyśmy w pięknym miejscu (kawiarnia w bardzo moim stylu), porozmawiałyśmy, pośmiałyśmy się i było fajnie. Potem poszłyśmy sobie do Parku Źródliska na spacerek i porobiłyśmy fotki. W moim domu zawsze robiło się mnóstwo zdjęć. Mój dziadek był wielkim fanem fotografii. Zresztą moja mama też, mój brat i ja również. 





Później poszłyśmy po jedzonko dla kota do sklepu zoologicznego i... spotkałam moją pierwszą przyjaciółkę Gosię. Poznałyśmy się w zerówce i przyjaźniłyśmy przez całą podstawówkę i gimnazjum, bo cały czas byłyśmy w tej samej klasie. Nie widziałam jej wieki i bardzo mi miło, że mogłam ją spotkać i chwilkę porozmawiać. Wiecie co jest dobre w życiu i w relacjach między ludźmi? To, że nawet jak się już z kimś nie przyjaźnicie to umiecie zatrzymać się na ulicy i porozmawiać normalnie, bez spiny jak za dawnych dobrych lat. Nooo, ale wiecie, my nigdy nie miałyśmy konfliktu to sobie do gardeł nie skoczyłyśmy 😅😆😁. W innych przypadkach to mogłoby być bardzo ostro 😂😂😂. Jeśli to czytasz Gosia to miło było Cię spotkać po latach i życzę Ci wszystkiego co najlepsze. Trzymaj się, bądź zdrowa i szczęśliwa! 💫😘😘😘 Aaa może nawet wyślę Ci tego posta, abyś sobie sama przeczytała. Why not? 😊




Potem powędrowałyśmy do domu, aby ponownie z tego domu wyjść i... poszłyśmy do Pepco. A tam kupiłam sobie prześliczny różowy sweterek z gdzieniegdzie różowo-srebrnymi cekinami. Z takim golfem dużym przy szyi. Yyyy... w sumie gdzie może być golf? 😆 Potem zaszłyśmy jeszcze do Putki, do Rossmanna i do Żabki. Nogi normalnie dzisiaj mi wchodzą w dupę, bo zrobiłam prawie 10 tysięcy kroków. Nałaziłam się jak dawno. To był naprawdę udany dzień.



Aaaaa poszłam jeszcze do apteki, po maść na ból... nie nie nie, nie na to co pomyśleliście wszyscy 😂. Mam problem z przewlekłym zapaleniem ścięgien Achillesa i boli mnie do żywego. Od prawie 2 lat dzień w dzień zmagam się z tym bólem i szczerze mówiąc bardzo go zaniedbałam. Powinnam w końcu coś z tym zrobić, bo jeszcze mi tak zostanie. Kupiłam sobie maść DICLOGEL i liczę cicho, że ona uśmierzy mi mój ból nad piętami. Zobaczymy jak to zadziała. Znacie jakieś sposoby na ból ścięgien Achillesa? Chętnie wysłucham Waszych rad i z góry za wszystkie dziękuję 😘.








Już dawno nie miałam tak dobrego dnia jak dzisiaj. 
Dziękuję mamo za miło spędzony dzień, a Ciebie Gosiu pozdrawiam serdecznie i może do ponownego! 😊😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘






Tymczasem. 


wtorek, 1 września 2026

Moje 33 urodziny! :D

Dzień dobry/Dobry wieczór 😀😀😀 - w zależności kiedy czytacie mój post. Wczoraj (dokładnie 7 minut temu) zakończyło się rodzinne spotkanie z okazji moich 33 urodzin. Było super! 💖😍😃😃😃 Mam już 33 lata!!! Dacie wiarę?! 😁😱😬 Stara dupa ze mnie, co? 😅😆 Ale jeszcze jaka jara 😈. 

Bardzo miło spędziłam czas z moją rodziną, za co jestem mega wdzięczna i szczęśliwa. Było idealnie! Dziękuję! 💫😘😘😘🙏





Czego sama sobie życzę z okazji moich 33 urodzin?

Na pewno zdrowia. Życzę sobie zarówno zdrowia fizycznego jak i psychicznego. Życzę sobie jeszcze więcej spokoju, siły do pokonywania przeszkód, wiary w osiągnięcie sukcesów i rozwiązanie wszelkich problemów, które stoją przede mną i czekają na rozwiązanie. Życzę sobie, abym nigdy nie utraciła takiego wewnętrznego dziecka, łagodności charakteru i przekonania, że ludzie tak naprawdę są dobrzy. Życzę sobie dużo miłości, szczęścia, pomyślności, pieniędzy (potrzebna mi cała walizka!) i tego, aby świat i źli ludzie nigdy mnie nie zmienili i tego kim jestem i tego kim się staje i tego kim będę. 


Wszystkiego najlepszego dla mnie! 💫💫💫









Dziękuję wszystkim, którzy złożyli mi życzenia i pamiętali o moich urodzinach. Doceniam i dziękuję. Szczególne podziękowania przesyłam Weronice, która zadzwoniła do mnie z pięknymi życzeniami. Dziękuję słodka Werko! 😘😘😘






Tymczasem. 


niedziela, 30 sierpnia 2026

Moje przemyślenia przedurodzinowe

Jak tak leżę i spać nie mogę to chociaż podzielę się z Wami moimi przemyśleniami przeurodzinowymi (czyżby neologizm? hmm...). A mam ich naprawdę sporo. 



Jestem aktualnie w wieku 32 lat i czuję się z tym dobrze. Nie czuję się na ten wiek, ani fizycznie, ani psychicznie. Nie zauważyłam jakichś strasznych oznak starzenia, bo prawda jest taka, że mając trzydzieści lat z hakiem nadal jesteśmy bardzo młodymi ludźmi. Po prostu. Jesteśmy młodzi! Mam te 32 lata i nie chciałabym mieć mniej, bo wiem, że wcale to nie było takie pewne, że uda mi się dożyć do tego wieku. Jak wiecie zmagam się z poważnym nadciśnieniem i 10 lat temu było ze mną naprawdę źle. Generalnie myślałam, że wtedy umrę i bardzo bałam się śmierci, a tu już rok 2026 i ja nadal żyję. Nie wiem ile jeszcze przyjdzie mi żyć na tym świecie, więc jestem szczęśliwa z każdego kolejnego przeżytego roku. Życie jest ogromnym darem i każdemu to powtarzam. Obojętnie jak jest, życiem jest darem i nie powinniśmy z tym życiem walczyć, a już na pewno nie należy go sobie odbierać. Trzeba żyć, kochać to życie i być wdzięcznym, że miało się szansę być na tym świecie, który jest piękny, choć życie bywa na nim trudne. Także, doszłam do takiego punktu w moim życiu, że nie chciałabym się odmładzać i mieć znowu 18 lat. To już było, to już się wydarzyło i nie wróci. Liczy się to co dalej przede mną. Oczywiście są sytuacje, które chciałabym przeżyć raz jeszcze i cofnąć się na jeden dzień w czasie, ale wiem, że aktualnie nie jest to możliwe. Może naukowcy jeszcze za mojego życia stworzą kapsułę umożliwiającą cofanie się w czasie, ale póki co niestety to nie istnieje. 

Kolejną kwestią, którą chciałabym poruszyć jest to, że w moim życiu nie ma już kilku osób, z którymi byłam w jakimś stopniu związana emocjonalnie. Nie ma ich i już pewnie ich nie będzie, bo tak chciał Los. I wiecie, ja wyznaję zasadę, że każda miłość, każda przyjaźń była prawdziwa nawet jeżeli się zakończyła. W pewnym momencie kończy się powiązanie dusz i następuje rozerwanie tych więzów. Po prostu tak już jest i nie wolno z tym walczyć, bo to się po prostu miało wydarzyć i trzeba pewne kwestie puścić wolno. Niczego nie można zmieniać na siłę, bo Los jest przewrotny i może nas tylko mentalnie pokarać. Tak jak w ostatnim poście na blogu pisałam - NALEŻY PŁYNĄĆ Z PRĄDEM.


Nie robię już w swoim życiu jakich dalekosiężnych planów, bo wiem, że Los, czy też Bóg się z tego śmieje. Warto planować, warto marzyć, ale trzeba też być świadomym, że w ułamku sekundy można wszystko stracić i nadal trzeba z tym żyć i nie myśleć o tym, aby odebrać sobie życie. A można naprawdę się czasem tak załamać, iż myśli się, że śmierć jest jedynym i najlepszym rozwiązaniem. A to nieprawda. 


Już nie przeraża mnie tak jak kiedyś utrata młodości w jakimś stopniu. Owszem mam 32 lata, ale już mnie to nie dołuje. Czuję się młoda i jestem młoda. I wierzę, że jeszcze wiele pięknych wspomnień przede mną i piękna w moim życiu. 



Przestałam też gonić za ludźmi, za uwagą, za czymkolwiek. Przestałam też gonić za utratą wagi, bo skoro mój organizm nie chce już tracić kilogramów to nie ma co walczyć z tym na siłę, bo po co? Organizm jest mądry i wie, że często nadprogramowe kilogramy to ochrona dla naszego ciała i ducha. 


Zaczęłam wierzyć w to, że jeśli coś złego ma się wydarzyć to i tak się wydarzy nie wiadomo jak usilnie chcielibyśmy tego uniknąć. Przeznaczenie i tak nas wszędzie znajdzie i w końcu dopadnie. Możemy uciekać i uciekać, nawet na koniec świata, ale przeznaczenie nas dogoni. Przez ostatnie dwa lata się o tym przekonałam. A jak wiecie z mojego bloga, to uciekać ja uciekałam zacnie. 




I cóż moi Kochani, mimo wielu strat w moim życiu, wielu problemów, wielu załamań mogę powiedzieć, że kocham moje życie i nie zamieniłabym je na inne. Wiem, że z wieloma sprawami będę musiała się zmierzyć, zawalczyć, zagryźć zęby, ale... jeśli to jest mi pisane, to i to wytrzymam. 








Już się nie boję.





Tymczasem. 

Nie mogę usnąć... :(

Jest godzina 04:45 nad ranem, a ja leżę i nie mogę za cholerę zasnąć. Boli mnie gardło, bo coś jakby mnie rozbiera. Wzięłam 2 tabletki Strepsils z miodem i cytryną, bo właśnie to mi najlepiej pomaga. Wypiłam też trochę ciepłej mięty i zjadłam podsmażone na złocisto pierogi z serem. No i leżę... 

Martwię się, że laptop zaczyna mi "chorować", telefon pewnie też niedługo odmówi mi posłuszeństwa, bo za moment będzie miał 3 lata. Same wydatki, a pieniądze się magicznie nie mnożą. Aaaa i jeszcze łóżko powinnam sobie nowe kupić. To znaczy wersalkę do mojego pokoju. Ciągle coś i coś. Niemniej nie mam ochoty teraz o tym wszystkim myśleć, bo co mi to da? Kompletnie nic, jedynie to, że jeszcze dłużej nie uda mi się zasnąć. Szkoda, że w prawdziwym życiu nie można sobie użyć kodu motherlode jak w The Sims. Ile by to ułatwiło, jak bardzo by uszczęśliwiło i uspokoiło strapione zmartwieniami serce. Ech... 💔




Ostatnio od jednego z Was dostałam komentarz, że życie leci dalej i nie ma co się przejmować, bo nikomu nie jest potrzebny dodatkowy stres i nerwy. I oczywiście zgadzam się z tym, bo to czysta prawda, ale wierzcie mi, że ja w mojej obecnej sytuacji to powinnam dostać Nobla za cierpliwość, pogodę ducha i jego hart. Naprawdę. I serio nie wiem gdzie ja tą siłę psychiczną w sobie znajduję po tym wszystkim co spotkało mnie przez ostatnie 2 lata. To były sytuacje tak absurdalne, tak podbramkowe, że aż sama się dziwię, że z większości z nich wyszłam suchą stopą. A mogło być naprawdę źle. Jestem bardzo wdzięczna mojej babci, która czuwa nade mną z nieba. Wierzę to i czuję to 💫🙏👼👼👼.







Wiecie co... czasem w życiu trzeba się po prostu poddać i płynąć z prądem. Lepiej nie walczyć z Losem i z jego przeciwnościami tylko raz po raz pokonywać wszystkie trudności, które życie nam rzuca pod nogi. Ja cały czas to robię, bo nie mam innego wyboru. Po prostu każę mojej głowie, aby dała mojemu ciału siłę wstawać i walczyć. Jak długo dam radę to nie wiem, ale wierzę, że dam.












Tymczasem. 


wtorek, 25 sierpnia 2026

W powietrzu czuć już nadchodzącą Jesień

Dobry wieczór, choć wcale nie taki dobry, bo mój laptop zaczął odmawiać mi posłuszeństwa i tak jak nigdy się zdenerwowałam, bo myślałam, że mój Asus umiera. Zestresowałam się okrutnie moi Kochani, bo teraz nie mogę sobie finansowo pozwolić na zakup nowego sprzętu. Mam nadzieję, że to jakieś jesienne "załamanie" mojego ukochanego laptopa. Trzymajcie kciuki, aby żadna choroba go nie złapała, bo i wtedy ja się psychicznie załamię. 




W powietrzu czuć już nadchodzącą Jesień co bardzo mnie cieszy, bo to moja ulubiona pora roku. Będzie deszczowo, chłodno (w końcu!), mgliście, tajemniczo i będzie mi się bardziej chciało żyć niż teraz. Niemniej koniec lata uwielbiam, bo właśnie wtedy przyszłam na świat. Koniec lata to właśnie mój czas.







Powiem Wam, że teraz czuję się spięta, bo mój Asus tak głośniej pracuje niż zwykle, a to bardzo cichy laptop i nigdy nie było słychać, że pracuje. Ech... co prawda ma już 6 lat, ale myślę, że jeszcze mógłby z 4 lata pożyć, bo mój pierwszy laptop żył prawie 11 lat. Zawsze coś w moim życiu musi się dziać czego bym nie chciała. Zestresowałam się, spięłam w sobie, wkurwiłam, zirytowałam i wszystkiego właśnie mi się odechciało. Będę Was powiadamiać jeśli coś złego wydarzy się mojemu laptopowi. No i nie będę jadła teraz przez 3 miesiące, aby sobie odłożyć pieniądze na nowy sprzęt, bo ja bez laptopa to jak bez ręki. Nie mogę sobie wyobrazić, aby nie mieć do pracy laptopa, bo to po prostu byłoby jakieś jedno wielkie, tragiczne nieporozumienie. 


A Wy jak się czujecie pod koniec sierpnia? Jakieś nowe przemyślenia, refleksje co do życia i jego przemijania?






Śpijcie Kochani słodko 😘😘😘


Dobranoc! 💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋




piątek, 21 sierpnia 2026

Nowa energia przede mną ;)

Dzisiaj i jutro pracuję, więc będę miała co robić, co mnie oczywiście cieszy, bo po sześciu dniach laby zatęskniłam za pracą w sex shopie. Powiem Wam, że to wolne zrobiło mi dobrze, bo aż mi się chce pracować. Ciekawe czy będzie się coś interesującego działo. W końcu to piątek i sobota, więc powinno być więcej klientów i mniej nudy. Aż sama jestem ciekawa. Niemniej, w mojej pracy trudno jest przewidzieć kiedy będzie dużo klientów, bo to jest całkowity miszmasz i nigdy tak naprawdę nie wiadomo, którego dnia będzie hardcore, a którego nuda. Ostatnio jak miałam mój dyżur to nic się nie działo, więc było nudno, ale jakoś się przeżyło. Czasem i taki dzień luźny jest potrzebny. 





Ciekawe, czy któryś z moich klientów o mnie pytał przez ten czas kiedy mnie nie było...


Cieszę się, że mogłam też więcej czasu spędzić z Dionizym 😻. Kocham Cię Kocie! 😘💕💖💝






PS W ogóle wiecie co mnie interesuje? Stuu wrócił z Wielkiej Brytanii do Polski i zaczęła się jego sprawa, która tak naprawdę miała miejsce kilka lat temu. Mam tu na myśli sprawę afery Pandora Gate. Pamiętacie? Śledzę ten temat i jestem bardzo ciekawa jak dalej potoczy się życie Stuarta. A Wy, interesujecie się tą wielką internetową aferą?




Ja idę się umyć i spać, bo rano do pracy.






Dobranoc Aniołki! 👼👼👼







😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘


czwartek, 20 sierpnia 2026

Odpoczywałam przez 6 dni! :D

Dobry wieczór! 👋 W końcu miałam jakieś konkretne wolne, bo aż 6 dni wolnego z rzędu. Niby wolne, ale dużo miałam swoich spraw, więc spędziłam ten czas intensywnie. Zakupy spożywcze musiałam poczynić, bo szykowałam urodziny mojej mamy. W poniedziałek cały dzień mi zszedł na gotowaniu, smażeniu, szykowaniu i celebrowaniu z rodziną urodzin mojej rodzicielki. Wyszło super! 💕


Wczoraj miałam kolejne urodziny, bo mojej cioci Gosi. Otoczona jestem przez zodiakalne Lwy. Adi miał także swoje urodziny i skończył 31 lat. Wszystkiego najlepszego dla moich bliskich! 😁😁😁





Potrzebowałam tych dni wolnych do regeneracji po pracowitym lipcu. Od razu mi lepiej jak mi mózg odpoczął i teraz mam nową energię do działania i pracy. Jedynie martwi mnie to, że czuję się jakby mnie coś rozbierało, ale może to po prostu efekty po dwóch urodzinowych imprezkach 😆😆😆. Oby tak, bo nie mam ochoty na rozchorowanie się. Niemniej, idzie wrzesień, a w tym miesiącu niestety jest nowa fala zachorowań na przeziębienia i grypę, więc wszystko niestety jest możliwe.






Mam nadzieję, że miło spędzacie czas w sierpniu i nie chorujecie.


Buziaczki Kochani moi! 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘


niedziela, 16 sierpnia 2026

Herbata jest dobra na wszystko

Czasem są takie dni, że nie cieszy nas nic i mamy ochotę tylko leżeć, przykryć się kołdrą i płakać nad swoją niedolą. Każdy od czasu do czasu ma taki dzień i wtedy przychodzi ona... HERBATA. Brytyjczycy mają w zwyczaju mówić, że herbata jest dobra na zły dzień, na dobry dzień, na upał, na mróz, na smutki i na radości w życiu. Generalnie na wszystko. I wiecie co? Uważam, że jest w tym dużo racji, bo spokojne picie świeżego naparu z herbaty pozwala się wyciszyć, zrelaksować, skupić na tym rytuale jakim jest picie herbaty. Wiem, że nie każdy człowiek pijąc herbatę się delektuje, ale raz możecie spróbować. Co Wam szkodzi skoro i tak macie doła? Ja uważam, że każda metoda jest dobra na pozbycie się depresji jeśli jest skuteczna. Warto próbować i WARTO ROZMAWIAĆ przy herbacie, bo rozmowa zawsze pozwala wiele wyjaśnić, dojść do jakiegoś kompromisu. W moim domu zawsze się rozmawiało o problemach, o radościach, o tym jak minął dzień, o sukcesach, o smutkach, o takich codziennych prozaicznych sprawach. U mnie w domu nie było tak zwanych "cichych dni", bo zarówno mój dziadek jak i moja mama uważali, że WARTO ROZMAWIAĆ I NALEŻY ROZMAWIAĆ. Także, jako dziecko miałam dużo wsparcia i nigdy nie zostałam pozostawiona sama sobie. I jestem Losowi wdzięczna, że moja rodzina (nie licząc mojego ojca) interesowała się mną i brała czynny udział w moim życiu. Wiem, że nie każdy ma takie szczęście, takie błogosławieństwo. Za to jestem bardzo wdzięczna i szczęśliwa. 





Jak tak patrzę na świat i ludzi moim czułym okiem to widzę, że wielu boi się rozmawiać ze sobą i wyjaśniać konflikty i przeróżne nieporozumienia. Czasem odnoszę wrażenie, że wiele osób po prostu się wzajemnie nienawidzi i tworzy przez to bariery, które z biegiem czasu stają się nie do pokonania. Do tego też prowadzą tak zwane "ciche dni", które z każdym kolejnym dniem oddalają ludzi od siebie. Wiecie, co innego nie rozmawiać ze sobą trzy dni, a co innego przez trzy miesiące. Później trudno wrócić do względnej normalności. Tak samo jest w przypadku seksu między dwojgiem ludzi. Jeśli bliskość ginie, nie ma jej przez długi czas, to... w końcu wszystko umiera i nie ma co zbierać. Z relacjami międzyludzkimi jest właśnie tak, że trzeba o nie dbać, cały czas "podlewać" zrozumieniem, wsparciem, empatią, miłością, aby dalej mogły żyć. Tak jak roślina nie może żyć bez wody, tak i człowiek nie może żyć bez drugiej osoby, poczucia bezpieczeństwa i uwagi. My ludzie nawet nie wiadomo jak wielcy samotnicy (patrz na mnie) potrzebujemy też ludzi, aby żyć. Chcemy się z kimś podzielić radością, problemem, wspomnieniem, obawą, ale i najzwyczajniej w świecie zwykłym kawałkiem chleba. 






Warto czasem iść na herbatę do kogoś, albo i na wódkę jeśli jest większa potrzeba i... porozmawiać. Można też chwilę pomilczeć, ale na miłość boską ludzie - zacznijcie ze sobą rozmawiać, rozmawiać o życiu, o świecie, o swoich potrzebach, planach i przyszłości. Zacznijcie cenić tak prostą czynność jaką jest rozmowa z drugim człowiekiem.






Tymczasem. 


Złość rzadko rozwiązuje problem. Najczęściej tylko dokłada Ci ciężaru.

Prawie dwa miesiące temu, no dobra... półtora miesiąca byłam bardzo, ale to bardzo wkurwiona na jedną dziewczynę, którą poznałam w pracy. Byłam tak wkurwiona, że w moich myślach ona po prostu płonęła, spadała z dachu, była zjadana przez krokodyla. Myślałam, emocjonowałam się, wkurwiałam (to już chyba mówiłam?) i rzucałam mięsem na lewo i prawo jak nie było akurat klienta. Myślałam, że mnie coś rozniesie od wewnątrz. Chciałam się nawet tego samego dnia z Wami tym wszystkim podzielić na stronach mojego bloga, ale chyba ręka boska mnie powstrzymała. Raczej na pewno. A jak to się wszystko zaczęło? Ech... jakbym miała Wam to serio bardzo streścić to pojawiła się dziewczyna-latynoska, która wyżej srała niż dupę miała. Nagminnie powtarzała o pokorze, a kłóciła się z samych dyrektorem mojego sex shopu co już świadczy o jej braku pokory i jakichkolwiek manier. Nie wyobrażam sobie jak można się tak zachowywać i to jeszcze na samym początku swojej pracy w nowej firmie. Noooo, dla mnie po prostu dno. Cały czas ta laska powtarzała, że ona studiowała psychologię i medycynę i wszystko wie lepiej. Ja studiowałam 5 kierunków studiów i co? Jakoś nie krzyczę wszem wobec, że jestem intelektualistką, a w sex shopie uskuteczniam eksperyment społeczny. Ech, już taką jedną delikwentkę znałam, która uważała, że jej matka lepiej odmienia przez przypadki, bo skończyła studia na kierunku, który ja porzuciłam. O tempora, o mores! Ludzie są serio śmieszni, nawet nie wiedzą jak bardzo. No, ale nieistotne, tak już życie wygląda. Po prostu. I wracając do tematu to byłam naprawdę coraz bardziej zirytowana i to jeszcze bardziej, bo chciałam czuwać nad nią, pomagać jej jakby czegoś nie wiedziała i nawet broniłam ją przed "górą". No, ale niestety... nasza ostatnia rozmowa wyglądała tak, że mnie obraziła, unosiła się, wręcz powiedziałabym, że krzyczała i w jej stylu jak zawsze gdy coś jej się nie podobało - "rzucała telefonem" i pozostawała tylko po niej głucha cisza. To właśnie ta pokora, zdecydowanie 😅. I chętniej bym jeszcze coś dodała, ale co to zmienia, czy coś mi to daje? Nie, nie ma co się denerwować, bo złość rzadko rozwiązuje problem. Najczęściej tylko dokłada nam ciężaru. 





Złoszczenie się sprzyja chorobom, depresjom i generalnie rozwala cały organizm. I po co nam to? Ważne jest, aby zachować w życiu spokój, POKORĘ, z godnością i cierpliwością znosić wszystkie trudy i wyciągać wnioski na przyszłość, które pozwolą nam nie popełniać znowu tych samych błędów. 


I wiecie co? Lepiej wyszłam z całej tej sytuacji, w której się znalazłam. Dzięki temu, że ta wyżej opisana laska odeszła z pracy to ja mogłam udowodnić sobie, że jestem w stanie wytrzymać ogrom pracy i jeszcze sobie solidnie zarobić. Oczywiście, mnie można dać każdy pieniądz i ja mogę wydać w miesiąc nawet i 30 tysięcy, bo żyć to ja lubię, ale generalnie wyszłam na plus. I to się liczy. Udowodniłam sobie, a innym nie muszę. Swoją drogą już przy pierwszej rozmowie ta kobieta mi się nie spodobała, tak samo jak dyrektorowi i pani z administracji. I cóż, mieli rację, ich doświadczenie życiowe pozwoliło im szybko ocenić z kim mają do czynienia. I, nie pomylili się. 






Moja świętej pamięci babunia zawsze mi powtarzała: "Oleńko pamiętaj, pokorne ciele dwie matki ssie". I jeśli chodzi o pokorę to mogłabym wielu jej nauczyć. Można mieć temperament, można mieć swoje zdanie, można być asertywnym, ale i można też być pokornym i ułożonym. A przede wszystkim kulturalnym!!! Czego tej lasce niestety brakowało.












Także moi Kochani nie złośćcie się, bo szkoda nerwów. Bądźcie weseli, szczęśliwi i miejcie serce na dłoni, ale uważajcie na złych ludzi.




Tymczasem.