Od 2014 roku działam w social mediach i mogę powiedzieć tylko jedną rzecz - LUDZIE TO KURWY. Piłsudski na to stwierdzenie przybiłby ze mną piątkę. Noo, ale generalnie tak jest, że znajomi, przyjaciele i rodzina najczęściej nie wspierają w waszej działalności w Internecie i już na starcie musicie być na to przygotowani. Nie liczcie, że dadzą wam lajki pod postami, pod zdjęciami, że napiszą jakiś miły komentarz. Przeglądać będą wszystko, WSZYSTKO, ale bez żadnej integracji z ich strony. Oni po prostu chcą wiedzieć o was wszystko, bo są waszymi psychofanami, ale nie chcą abyście mieli z tego zysk, fejm i donejty. Zazdrość i zawiść ich zjada, bo nie byli na tyle odważni, aby też zacząć działać w sieci internetowej. Najwięcej wsparcia dostaniecie od totalnie randomowych ludzi, których nie znacie i, po których nigdy byście się tego zaangażowania nie spodziewali. Naprawdę można się zaskoczyć. Ja już wielokrotnie się zaskoczyłam.
Jeśli chodzi o moich znajomych to najwięcej wsparcia dostałam od dwóch dziewczyn ze studiów polonistycznych. Jeśli sprawa tyczy się moich przyjaciół to... żadna z moich byłych przyjaciółek nie wspierała mojej działalności w Internecie. Ba! większość z nich nawet nie lajkowała na fanpejdżu mojego bloga, więc... słabe jak cholera, ale tak było. Oczywiście jak to ja tłumaczyłam sobie, że przecież nie muszą, może nie ich tematyka, może nie wchodzą na Fejsa. Serio Maassen? Serio?! Czytały wszystko co piszę, ale nic poza tym. A jak już się dowiedziały, że można na tym zarabiać i mam z tego zysk to już normalnie prawie jak obraza majestatu. Dla mnie to naprawdę niezrozumiałe zjawisko, bo ja nie mam w sobie krzty zazdrości, więc nie wiem jak to jest. Niemniej... smutne i bardzo przykre dla mnie to było.
A co do rodziny to... moją największą fanką i wsparciem jest moja mama. Ona nawet zmienia wystrój do zdjęć, które będę robić. Na tegoroczne święta nawet zmieniała serwetki, aby nie było zbyt nudno na zdjęciach. No po prostu kochana kobieta 💘.














