Tę historię chciałam Wam już opowiedzieć jakiś czas temu, ale byłam zajęta pracą i przygotowaniami do świąt, więc dzisiaj ją usłyszycie. Przed Świętami Bożego Narodzenia ktoś ukradł rower sprzed moich drzwi do mieszkania. Rower mojego brata od dwóch lat stał przed drzwiami, bo codziennie był używany, więc wydawało się nam, że nie ma sensu chować go co dzień do piwnicy. Jakże byliśmy w błędzie...
czwartek, 15 stycznia 2026
Obyś sczezł na tym rowerze! UKRADLI MI ROWER...
środa, 14 stycznia 2026
Hello Kitty vibes
poniedziałek, 12 stycznia 2026
Propozycje narkotyków na Piotrkowskiej
Nie od dziś wiadomo, że Piotrkowska nie należy do najbezpieczniejszych ulic w Łodzi. Jest to ulica, na której kwitnie życie, handel i zabawa. Bójki, romanse, krzywe interesy, seks w bramach i inne atrakcje to tylko przedsionek do piekła. Chce się aż powiedzieć - DZIEJE SIĘ W ŁODZI!
Mieszkam w Łodzi 32 lata i szczerze mówiąc nie jestem stałą bywalczynią na Piotrkowskiej, ponieważ szczerze mówiąc nie przepadam za jej "urokiem". Wiadomo, że przejdę się na jarmark bożonarodzeniowy w grudniu, zdarzy mi się wybrać na LMF, pójść do pubu w Halloween, czy też w noc andrzejkową. Jak jeszcze byłam otoczona kilkoma przyjaciółkami to zdarzało mi się jeszcze z 5-10 razy być w roku na Pietrynie, ale teraz... jestem raz na ruski rok. Nie czuję takiej potrzeby, aby tam być, ponieważ ani za dużo nie piję, ani nie jestem jakąś zagorzałą imprezowiczką, przygód seksualnych nie szukam. No po prostu mniszka pełną gębą! 😅😆😂😁😁😁 Generalnie spotkać mnie na Piotrkowskiej graniczy po prostu z cudem. Ostatnio byłam tam u mojego kumpla podczas Halloween. I tak... nadal umiem się zgubić na Pietrynie. No i właśnie mój kumpel powiedział mi, a raczej opowiedział wiele ciekawych rzeczy o najsłynniejszej łódzkiej ulicy. Raz - jest niebezpiecznie, dwa - codziennie są bójki, trzy - seks w bramach to codzienność, propozycje narkotyków - w każdą noc. Ja to chyba żyłam pod kamieniem, ale nie miałam pojęcia, że to faktycznie się dzieje tak często i na taką skalę. Szczerze? Po usłyszeniu takich rewelacji byłam w szoku. Jak tak sięgnę pamięcią to widziałam jedną solidną bójkę na Piotrkowskiej przed jakimś klubem, sporo dziwnych ludzi i jeszcze więcej pijaków. Generalnie nie zaprzeczę, że nie czułam dziwnej, mrocznej atmosfery na Piotrkowskiej, bo czułam. Po zmroku nie jest tam zbyt przyjemnie i na pewno już nie jest bezpiecznie. Pamiętam też jak jeden facet zaczepił mnie i moją ówczesną przyjaciółkę i zadał pytanie czy chcemy mieć z nim dziecko. Był też facet, który zapraszał mnie z przyjaciółką do hotelu. Na szczęście nie spotykały mnie jakieś niebezpieczne sytuacje, po których włos zjeżyłby mi się na głowie. Poza tym ja należę do osób, które unikają niebezpieczeństw, więc nie pcham się w miejsce gdzie mogłoby mi się coś stać. I polecam to każdemu, kto mnie czyta. Szanujcie swoje życie i uważajcie na siebie!!! 💪
Adrian (mój kolega) opowiedział mi, że jako promotor klubu go-go codziennie dostaje propozycje zakupu narkotyków. Byłam w szoku. Spytałam go: "jak to? tak po prostu dochodzą do ciebie i oferują dragi?". Powiedział mi, że tak po prostu i bez zawahania. Dziwię się, że ci dilerzy się nie boją, że tak na lajcie oferują swój towar. Szok! Ja to chyba życia nie znam 😂😅😆. Naprawdę nie byłam świadoma tego, że to się serio dzieje na Piotrkowskiej. I jeszcze bardziej cieszę się z tego, że ja tam za często nie bywam. Wolę zdecydowanie spokojniejsze miejsca na mapie Łodzi, a takich jest naprawdę sporo.
Zapytałam Adriana co mu proponowali. Powiedział, że króluje trawa (marihuana), mefedron (zwany królewskim dopalaczem) i feta (znana wszystkim amfetamina). No cóż... wykończyć chcą ludzi stymulantami i bardzo mi się to nie podoba. Jako terapeuta uzależnień jest mi bardzo przykro, że narkotyki cały czas funkcjonują i niestety wiem, że funkcjonować w miastach dalej będą. Jestem ogromną przeciwniczką narkotyków i moim marzeniem jest, żeby świat był z tego oczyszczony, ale wiem też, że to utopia, która nigdy się nie ziści.
Tymczasem.
wtorek, 6 stycznia 2026
Osoby magiczne przyciągają do siebie inne osoby zajmujące się magią
I tak jak w tytule dzisiejszego postu - OSOBY MAGICZNE PRZYCIĄGAJĄ DO SIEBIE INNE OSOBY MAGICZNE. Tak właśnie działa Wszechświat i nie ma co z tym dyskutować. Tak po prostu jest i koniec.
Jeśli kiedykolwiek zaczniecie zajmować się magią to nagle zaczniecie wiele zauważać osób myślących i zajmujących się tym samym co wy. Życie będzie zsyłać coraz więcej osób, które będą mogły pomóc wam w waszej drodze magicznej. To nieprawdopodobne, ale tak jest. Nagle pojawią się koło was wiedźmy, szamanki, szeptuchy (te akurat bardziej na Podlasiu, ale zawsze), uzdrowicielki, magiczki różne, miłośnicy reiki i wiele wiele innych. To jest tak piękna ścieżka, że sobie nawet nie wyobrażacie.
Kiedy zaczęłam interesować się magią?
Tak było od zawsze. Już jako dziecko przejawiałam takie zainteresowania, takie ciągoty w tym kierunku. Najpierw zaczęło się od bajek, baśni, polubienia się z fantasy i kinem grozy. Zawsze ciągnęło mnie do wróżb andrzejkowych, baśniowych/magicznych klimatów, horoskopów i oczywiście do Halloween. W szkole podstawowej i gimnazjum rozsmakowywałam się w czytaniu horoskopów i zaznajamiałam się z numerologią. W gimnazjum zaczęłam chodzić do kosmetyczki (pani Dominiko pozdrawiam serdecznie! 💫) na regulację brwi i woskowanie nóg. Tam właśnie poznałam Ewę (wtedy Panią Ewę), która zajmowała się numerologią i czytała z ludzi jak z kartki. Pani Dominika zaś zafascynowana była reiki i generalnie pracą z energiami. Natomiast kosmetyczkę miałam tak naprawdę z polecenia mojej ciotki, która parała się wszystkim co magiczne. Dzisiaj pochyliła się znowu nad kościołem (przypadek? nie sądzę). Także, magia miała mnie po prostu spotkać. W liceum zaś zaczęłam praktykować OOBE oraz świadome śnienie. Dziś nie polecam wam tego pierwszego, to nie jest zabawa, ale bardzo otwiera głowę na drugi świat, ten mroczny i na śmierć.
Przez wiele lat skupiona byłam na horoskopach, numerologii oraz świadomych snach - to mnie naprawdę bardzo kręciło. Zresztą, kto nie chciałby robić tego o czym marzy i pragnie w snach. To naprawdę wspaniała zabawa i bardzo rozwijająca.
Będąc starszą zaczęłam coraz bardziej wyczuwać energię ludzi i miejsc, generalnie miejsc. Wiem a raczej czuję co jest pozytywne, co negatywne, a co naprawdę niebezpieczne. Przez wiele lat nie umiałam tego wytłumaczyć sobie, ale w końcu dowiedziałam się, że taka parapsychiczna umiejętność, którą posiadam to po prostu - JASNOCZUCIE. Jest to błogosławieństwo, ale i przekleństwo.
Jakieś 3 lata temu bardzo weszłam w sprawy magiczne. Pochyliłam się nad kartami Tarota, magią szeroko pojętą. I wtedy zaczęłam dostrzegać mnóstwo liczb anielskich i ciągów liczb. Wszystko zaczęło się tak pięknie zazębiać. To po prostu niezwykłe zjawisko.
W szkole, na studiach, w studium, w pracy, w życiu poznaję zawsze kogoś kto parał lub w mniejszym lub większym stopniu interesował się światem magii. Podobne zawsze przyciąga podobne. Osoby magiczne zawsze się znajdują. Generalnie jest tak, że przyciągacie to kim i jacy jesteście. Jeżeli cały czas skupiacie się na smutku i problemach to przyciągacie tych problemów więcej, ponieważ energia podąża za uwagą. Dlatego na przykład bogaci są coraz bardziej bogaci, a smutni coraz bardziej smutni. To tak działa i nie inaczej.
poniedziałek, 5 stycznia 2026
Październik & Listopad 2025 oczami MotorOLI, czyli... najlepsze Halloween w życiu, grobbing, DOM DOBRY z szefową, kradzież kota brytyjskiego i poznajcie moją mamę (aż 38 zdjęć!!!)
Dobry wieczór w poście październikowo-listopadowym. W końcu się doczekaliście 😊😊😊. Nie ma co przedłużać tematu, lećmy do relacji w zdjęciach.
Zapraszam do lekkiej i przyjemnej lektury! 😇
PS Ostatnio koleżanka powiedziała mi, że nie można dodawać komentarzy pod postami. Jak większość z Was wie swojego czasu zablokowałam taką możliwość przez dramę, którą urządziła mi moja była przyjaciółka (swoją drogą wczoraj mi się śniła i wyglądała jakby tęskniła, ech... to nie miało tak być). Niemniej możecie dodawać komentarze o ile się zalogujecie w Google. Dla mnie jest to super bezpieczna opcja, ponieważ wtedy mniej więcej wiem z kim mam do czynienia, a Google hejtów nie wybacza, więc sami rozumiecie 😅😆😆😆. No, ale już tam, przejdźmy do dzisiejszego postu. Zapraszam serdecznie.
niedziela, 4 stycznia 2026
Z cyklu: MUSZĘ, BO SIĘ UDUSZĘ, czyli... jak w chuj roszczeniowy Ukrainiec chciał wymusić na mnie wymianę bielizny na mniejszy rozmiar
To będzie post ewidentnie z kategorii tych przepełnionych żalem, jadem i żółcią, bo to mój blog, bo mogę, bo potrzebuję i bo się uduszę jak sobie z pompy nie spuszczę. I tak może zacznę od początku, aby się w zeznaniach nie zgubić.
Wczoraj był naprawdę piękny i dobry dzień. Nie licząc oczywiście tych wielkich zasp i wszechobecnej chlapy w wyniku połączenia mokrego śniegu z piaskiem, którym wszędzie teraz sypią na chodnikach, bo wystraszyli się poświątecznej, zabójczej gołoledzi. I gdyby nie zaspy i chlapa to naprawdę zapowiadało się pięknie. W pracy było miło i przyjemnie, miałam dobry dzień, dobry vibe na robienie dobrych utargów. Generalnie zacnie było i czułam to, że jest całkiem dobrze. Aż po południu przyszedł rosły facet w okularach, mruk totalny. Już go raz widziałam w sex shopie kiedy kupował bieliznę i jakiś specyfik na wzmocnienie erekcji. Ostatnio narzekał, że żel nie wspomógł jego konającego penisa i pieniądze wyrzucił przez to w błoto. No cóż... prawda jest taka, że jeżeli specyfiki z mojego sex shopu nie działają na erekcję to taki delikwent powinien udać się do seksuologa, ponieważ ewidentnie coś jest nie tak. Tym razem zaś przyszedł się awanturować na to, że bielizna nie pasuje (jest podobno za duża) na jego ukraińską żonkę. Tłumaczyłam mu wyraźnie, na spokojnie, z sercem na dłoni, że niestety nie ma takiej możliwości, ponieważ nie ma zwrotów zakupionych towarów w naszym sex shopie, poza tym nie ma już mniejszego rozmiaru, gdyż ten był najmniejszym. Niestety nie słuchał i nie chciał słuchać, więc odwrócić się do mnie tyłem i w ten sposób ze mną ten cham rozmawiał. Przeszedł do sekcji bielizny i przeglądał wszystko chcąc znaleźć rozmiar XS. Tłumaczyłam mu ponownie, że nie ma możliwości wymiany bielizny. Zadzwonił następnie do swojej żony. Była na głośnomówiącym, więc wszystko słyszałam i niestety rozumiałam, mimo że mówiła po ukraińsku. Gadała rozwścieczona, że złoży skargę na nasz sex shop, że prawem konsumenta jest móc oddać zakupiony towar. Jak już skończyli tę zacną rozmowę telefoniczną to powiedziałam klientowi, że słyszałam rozmowę (trudno nie słyszeć jak ktoś drze mordę na głośnomówiącym) i polityka firmy jest taka, że zwrotów nie przyjmujemy.
Normalnie wkurwili mnie tak, że miałam na szyi i dekolcie czerwone plamy. Ciśnienie chyba też mi skoczyło, bo piekła mnie twarz i uszy 😡😡😡😡😡😡. Ludzie są popierdoleni jak nie dochodzą do nich normalne komunikaty, ale co tu się dziwić Ukraińcy tylko potrafią DAJ DAJ DAJ DAJ DAJ. Do nich cywilizowane komunikaty niestety nie dochodzą. Byłam jak zawsze dla każdego miła, pomocna, tłumaczyłam, że nie ma możliwości wymiany bielizny i, że chętnie bym pomogła, ale nie mam jak. Niestety usłyszałam tylko - "idź SE w pizdu". Także, kultura, prawda? 😡😡😡😡😡😡
Polska narodowi ukraińskiemu dała bardzo bardzo dużo. Dostali pomoc od obywateli, dostali pieniądze, broń, wszystko. Niestety nie mają w sobie za grosz wdzięczności, kultury i takiej ludzkiej dobroci. Bardzo jest mi z tego powodu przykro i naprawdę serce się łamie jak ktoś w taki, a nie inny sposób się zachowuje. Bardzo przykre 😢😞😓.
I nie, nie jestem uprzedzona, czy wrogo nastawiona, ale... znam niestety mnóstwo Ukraińców i nie mam o nich dobrego zdania, ponieważ są roszczeniowi, rozwydrzeni, śmiecą (ostatnio babka wyrzucała wszystkie swoje śmieci na trawnik jak wyszła z Żabki), są opryskliwi, źle życzą ludziom, bardzo źle traktują kobiety (to powiedziała mi sama Ukrainka, która studiowała ze mną na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych) oraz mają dewizę wyżej wymienioną - DAJ DAJ DAJ. Bardzo chciałabym poznać Ukraińca/Ukrainkę, o której pomogłabym się ciepło wypowiedzieć. Bardzo bym chciała. Niestety, obawiam się, że to nigdy nie nastąpi, a serduszko boli 😢😢😢.
I tak oto miałam zepsuty dzień do końca. No może nie tak do końca, ale niesmak pozostał.
A Wam Kochani, jak mijają pierwsze dni Nowego Roku 2026? 👼👼👼
Buziaczki z Łodzi ode mnie dla Was! 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘
piątek, 2 stycznia 2026
Dzisiaj będzie bez zdjęcia ;)
Dobry wieczór Kochani! 👋👀😘👼👼👼
Właśnie dotarłam z pracy do domu i jestem umęczona, ale mimo wszystko w dobrym nastroju, ponieważ mamy nowy rok, czyli... nowe szanse, nowe plany i nowe marzenia. A poza tym pierwszy dzień pracy w nowym roku był jak najbardziej udany i wcale nie taki ciężki jak myślałam. Nie miałam za wiele roboty, ale i się nie nudziłam jakoś specjalnie. Jedynie to... ziewałam, bo spałam niecałe 6h i dodatkowo w nocy się budziłam. Niemniej jakoś dałam radę, zresztą jak to ja. Ja zawsze muszę dawać radę 😎.
Dzisiaj zjem sobie jeszcze piernika, który został jeszcze po świętach i wypiję kawkę z mlekiem. Tak, należę do osób spożywających kawę przed snem, ponieważ kawa nie działa na mnie o tej porze pobudzająco. Piję ją dla smaku. Jedynie nie mogę pić kawy na śniadanie, ponieważ wtedy trzęsą mi się dłonie i czuję się psychicznie źle. Generalnie z kawą mam trudną relację. Podjem sobie jeszcze nowe reniferowe żelki i obejrzę sobie odcinek KOBIETY ZE STALI. Jest to serial meksykański, a jak wiecie kocham hiszpański i marzy mi się wyjazd do Meksyku albo... ucieczka 😅😆. Katarzyna Ty wiesz! 😆😆😆 Potem pójdę spać, bo nie ukrywam, że chciałabym dzisiaj troszkę więcej pospać.
A Wam jak minął pierwszy (zapewne) dzień w pracy w 2026 roku?
Buziaczki i kolorowych snów moi Kochani! 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘
czwartek, 1 stycznia 2026
Szczęśliwego Nowego Roku 2026! HAPPY NEW YEAR 2026 :)
Szczęśliwego Nowego Roku 2026 moi Kochani! 😀😁😃🎆🎇🎈🎉🎊
Chciałabym Was powitać w nowym roku, który będzie najlepszym rokiem naszego życia. A przynajmniej tak właśnie ja to widzę 😂. I serio, mam naprawdę takie przeczucie, że właśnie taki będzie 2026 rok. Bardzo potrzebuję, aby ten rok był czasem spokoju, spełnienia, ogromnej ilości cudownych dni i wspaniałych wspomnień. Mam ogromną nadzieję, że właśnie w tym roku na jego koniec będę mogła powiedzieć, że to był mój rok. Tego sobie i Wam życzę. Bądźmy szczęśliwi, zdrowi, niech nam gwiazdka pomyślności nigdy nie gaśnie i niech nam się po prostu wszystkim szczęści.
Czy mam jakieś plany, marzenia i cele na ten nowy 2026 rok?
Oczywiście, że tak, ale póki co są w mojej sferze marzeń i wymagają czasu, cierpliwości, ale i też tego szczęścia, o którym wyżej wspominałam. Nie nakładam sobie też jakichś ograniczeń, czy też ram czasowych do zrealizowania tych postanowień. Po prostu żyję, marzę i robię. Robię, marzę i żyję. Po prostu tyle i aż tyle.











































