niedziela, 30 sierpnia 2026

Moje przemyślenia przedurodzinowe

Jak tak leżę i spać nie mogę to chociaż podzielę się z Wami moimi przemyśleniami przeurodzinowymi (czyżby neologizm? hmm...). A mam ich naprawdę sporo. 



Jestem aktualnie w wieku 32 lat i czuję się z tym dobrze. Nie czuję się na ten wiek, ani fizycznie, ani psychicznie. Nie zauważyłam jakichś strasznych oznak starzenia, bo prawda jest taka, że mając trzydzieści lat z hakiem nadal jesteśmy bardzo młodymi ludźmi. Po prostu. Jesteśmy młodzi! Mam te 32 lata i nie chciałabym mieć mniej, bo wiem, że wcale to nie było takie pewne, że uda mi się dożyć do tego wieku. Jak wiecie zmagam się z poważnym nadciśnieniem i 10 lat temu było ze mną naprawdę źle. Generalnie myślałam, że wtedy umrę i bardzo bałam się śmierci, a tu już rok 2026 i ja nadal żyję. Nie wiem ile jeszcze przyjdzie mi żyć na tym świecie, więc jestem szczęśliwa z każdego kolejnego przeżytego roku. Życie jest ogromnym darem i każdemu to powtarzam. Obojętnie jak jest, życiem jest darem i nie powinniśmy z tym życiem walczyć, a już na pewno nie należy go sobie odbierać. Trzeba żyć, kochać to życie i być wdzięcznym, że miało się szansę być na tym świecie, który jest piękny, choć życie bywa na nim trudne. Także, doszłam do takiego punktu w moim życiu, że nie chciałabym się odmładzać i mieć znowu 18 lat. To już było, to już się wydarzyło i nie wróci. Liczy się to co dalej przede mną. Oczywiście są sytuacje, które chciałabym przeżyć raz jeszcze i cofnąć się na jeden dzień w czasie, ale wiem, że aktualnie nie jest to możliwe. Może naukowcy jeszcze za mojego życia stworzą kapsułę umożliwiającą cofanie się w czasie, ale póki co niestety to nie istnieje. 

Kolejną kwestią, którą chciałabym poruszyć jest to, że w moim życiu nie ma już kilku osób, z którymi byłam w jakimś stopniu związana emocjonalnie. Nie ma ich i już pewnie ich nie będzie, bo tak chciał Los. I wiecie, ja wyznaję zasadę, że każda miłość, każda przyjaźń była prawdziwa nawet jeżeli się zakończyła. W pewnym momencie kończy się powiązanie dusz i następuje rozerwanie tych więzów. Po prostu tak już jest i nie wolno z tym walczyć, bo to się po prostu miało wydarzyć i trzeba pewne kwestie puścić wolno. Niczego nie można zmieniać na siłę, bo Los jest przewrotny i może nas tylko mentalnie pokarać. Tak jak w ostatnim poście na blogu pisałam - NALEŻY PŁYNĄĆ Z PRĄDEM.


Nie robię już w swoim życiu jakich dalekosiężnych planów, bo wiem, że Los, czy też Bóg się z tego śmieje. Warto planować, warto marzyć, ale trzeba też być świadomym, że w ułamku sekundy można wszystko stracić i nadal trzeba z tym żyć i nie myśleć o tym, aby odebrać sobie życie. A można naprawdę się czasem tak załamać, iż myśli się, że śmierć jest jedynym i najlepszym rozwiązaniem. A to nieprawda. 


Już nie przeraża mnie tak jak kiedyś utrata młodości w jakimś stopniu. Owszem mam 32 lata, ale już mnie to nie dołuje. Czuję się młoda i jestem młoda. I wierzę, że jeszcze wiele pięknych wspomnień przede mną i piękna w moim życiu. 



Przestałam też gonić za ludźmi, za uwagą, za czymkolwiek. Przestałam też gonić za utratą wagi, bo skoro mój organizm nie chce już tracić kilogramów to nie ma co walczyć z tym na siłę, bo po co? Organizm jest mądry i wie, że często nadprogramowe kilogramy to ochrona dla naszego ciała i ducha. 


Zaczęłam wierzyć w to, że jeśli coś złego ma się wydarzyć to i tak się wydarzy nie wiadomo jak usilnie chcielibyśmy tego uniknąć. Przeznaczenie i tak nas wszędzie znajdzie i w końcu dopadnie. Możemy uciekać i uciekać, nawet na koniec świata, ale przeznaczenie nas dogoni. Przez ostatnie dwa lata się o tym przekonałam. A jak wiecie z mojego bloga, to uciekać ja uciekałam zacnie. 




I cóż moi Kochani, mimo wielu strat w moim życiu, wielu problemów, wielu załamań mogę powiedzieć, że kocham moje życie i nie zamieniłabym je na inne. Wiem, że z wieloma sprawami będę musiała się zmierzyć, zawalczyć, zagryźć zęby, ale... jeśli to jest mi pisane, to i to wytrzymam. 








Już się nie boję.





Tymczasem. 

Nie mogę usnąć... :(

Jest godzina 04:45 nad ranem, a ja leżę i nie mogę za cholerę zasnąć. Boli mnie gardło, bo coś jakby mnie rozbiera. Wzięłam 2 tabletki Strepsils z miodem i cytryną, bo właśnie to mi najlepiej pomaga. Wypiłam też trochę ciepłej mięty i zjadłam podsmażone na złocisto pierogi z serem. No i leżę... 

Martwię się, że laptop zaczyna mi "chorować", telefon pewnie też niedługo odmówi mi posłuszeństwa, bo za moment będzie miał 3 lata. Same wydatki, a pieniądze się magicznie nie mnożą. Aaaa i jeszcze łóżko powinnam sobie nowe kupić. To znaczy wersalkę do mojego pokoju. Ciągle coś i coś. Niemniej nie mam ochoty teraz o tym wszystkim myśleć, bo co mi to da? Kompletnie nic, jedynie to, że jeszcze dłużej nie uda mi się zasnąć. Szkoda, że w prawdziwym życiu nie można sobie użyć kodu motherlode jak w The Sims. Ile by to ułatwiło, jak bardzo by uszczęśliwiło i uspokoiło strapione zmartwieniami serce. Ech... 💔




Ostatnio od jednego z Was dostałam komentarz, że życie leci dalej i nie ma co się przejmować, bo nikomu nie jest potrzebny dodatkowy stres i nerwy. I oczywiście zgadzam się z tym, bo to czysta prawda, ale wierzcie mi, że ja w mojej obecnej sytuacji to powinnam dostać Nobla za cierpliwość, pogodę ducha i jego hart. Naprawdę. I serio nie wiem gdzie ja tą siłę psychiczną w sobie znajduję po tym wszystkim co spotkało mnie przez ostatnie 2 lata. To były sytuacje tak absurdalne, tak podbramkowe, że aż sama się dziwię, że z większości z nich wyszłam suchą stopą. A mogło być naprawdę źle. Jestem bardzo wdzięczna mojej babci, która czuwa nade mną z nieba. Wierzę to i czuję to 💫🙏👼👼👼.







Wiecie co... czasem w życiu trzeba się po prostu poddać i płynąć z prądem. Lepiej nie walczyć z Losem i z jego przeciwnościami tylko raz po raz pokonywać wszystkie trudności, które życie nam rzuca pod nogi. Ja cały czas to robię, bo nie mam innego wyboru. Po prostu każę mojej głowie, aby dała mojemu ciału siłę wstawać i walczyć. Jak długo dam radę to nie wiem, ale wierzę, że dam.












Tymczasem. 


wtorek, 25 sierpnia 2026

W powietrzu czuć już nadchodzącą Jesień

Dobry wieczór, choć wcale nie taki dobry, bo mój laptop zaczął odmawiać mi posłuszeństwa i tak jak nigdy się zdenerwowałam, bo myślałam, że mój Asus umiera. Zestresowałam się okrutnie moi Kochani, bo teraz nie mogę sobie finansowo pozwolić na zakup nowego sprzętu. Mam nadzieję, że to jakieś jesienne "załamanie" mojego ukochanego laptopa. Trzymajcie kciuki, aby żadna choroba go nie złapała, bo i wtedy ja się psychicznie załamię. 




W powietrzu czuć już nadchodzącą Jesień co bardzo mnie cieszy, bo to moja ulubiona pora roku. Będzie deszczowo, chłodno (w końcu!), mgliście, tajemniczo i będzie mi się bardziej chciało żyć niż teraz. Niemniej koniec lata uwielbiam, bo właśnie wtedy przyszłam na świat. Koniec lata to właśnie mój czas.







Powiem Wam, że teraz czuję się spięta, bo mój Asus tak głośniej pracuje niż zwykle, a to bardzo cichy laptop i nigdy nie było słychać, że pracuje. Ech... co prawda ma już 6 lat, ale myślę, że jeszcze mógłby z 4 lata pożyć, bo mój pierwszy laptop żył prawie 11 lat. Zawsze coś w moim życiu musi się dziać czego bym nie chciała. Zestresowałam się, spięłam w sobie, wkurwiłam, zirytowałam i wszystkiego właśnie mi się odechciało. Będę Was powiadamiać jeśli coś złego wydarzy się mojemu laptopowi. No i nie będę jadła teraz przez 3 miesiące, aby sobie odłożyć pieniądze na nowy sprzęt, bo ja bez laptopa to jak bez ręki. Nie mogę sobie wyobrazić, aby nie mieć do pracy laptopa, bo to po prostu byłoby jakieś jedno wielkie, tragiczne nieporozumienie. 


A Wy jak się czujecie pod koniec sierpnia? Jakieś nowe przemyślenia, refleksje co do życia i jego przemijania?






Śpijcie Kochani słodko 😘😘😘


Dobranoc! 💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋




piątek, 21 sierpnia 2026

Nowa energia przede mną ;)

Dzisiaj i jutro pracuję, więc będę miała co robić, co mnie oczywiście cieszy, bo po sześciu dniach laby zatęskniłam za pracą w sex shopie. Powiem Wam, że to wolne zrobiło mi dobrze, bo aż mi się chce pracować. Ciekawe czy będzie się coś interesującego działo. W końcu to piątek i sobota, więc powinno być więcej klientów i mniej nudy. Aż sama jestem ciekawa. Niemniej, w mojej pracy trudno jest przewidzieć kiedy będzie dużo klientów, bo to jest całkowity miszmasz i nigdy tak naprawdę nie wiadomo, którego dnia będzie hardcore, a którego nuda. Ostatnio jak miałam mój dyżur to nic się nie działo, więc było nudno, ale jakoś się przeżyło. Czasem i taki dzień luźny jest potrzebny. 





Ciekawe, czy któryś z moich klientów o mnie pytał przez ten czas kiedy mnie nie było...


Cieszę się, że mogłam też więcej czasu spędzić z Dionizym 😻. Kocham Cię Kocie! 😘💕💖💝






PS W ogóle wiecie co mnie interesuje? Stuu wrócił z Wielkiej Brytanii do Polski i zaczęła się jego sprawa, która tak naprawdę miała miejsce kilka lat temu. Mam tu na myśli sprawę afery Pandora Gate. Pamiętacie? Śledzę ten temat i jestem bardzo ciekawa jak dalej potoczy się życie Stuarta. A Wy, interesujecie się tą wielką internetową aferą?




Ja idę się umyć i spać, bo rano do pracy.






Dobranoc Aniołki! 👼👼👼







😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘


czwartek, 20 sierpnia 2026

Odpoczywałam przez 6 dni! :D

Dobry wieczór! 👋 W końcu miałam jakieś konkretne wolne, bo aż 6 dni wolnego z rzędu. Niby wolne, ale dużo miałam swoich spraw, więc spędziłam ten czas intensywnie. Zakupy spożywcze musiałam poczynić, bo szykowałam urodziny mojej mamy. W poniedziałek cały dzień mi zszedł na gotowaniu, smażeniu, szykowaniu i celebrowaniu z rodziną urodzin mojej rodzicielki. Wyszło super! 💕


Wczoraj miałam kolejne urodziny, bo mojej cioci Gosi. Otoczona jestem przez zodiakalne Lwy. Adi miał także swoje urodziny i skończył 31 lat. Wszystkiego najlepszego dla moich bliskich! 😁😁😁





Potrzebowałam tych dni wolnych do regeneracji po pracowitym lipcu. Od razu mi lepiej jak mi mózg odpoczął i teraz mam nową energię do działania i pracy. Jedynie martwi mnie to, że czuję się jakby mnie coś rozbierało, ale może to po prostu efekty po dwóch urodzinowych imprezkach 😆😆😆. Oby tak, bo nie mam ochoty na rozchorowanie się. Niemniej, idzie wrzesień, a w tym miesiącu niestety jest nowa fala zachorowań na przeziębienia i grypę, więc wszystko niestety jest możliwe.






Mam nadzieję, że miło spędzacie czas w sierpniu i nie chorujecie.


Buziaczki Kochani moi! 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘


niedziela, 16 sierpnia 2026

Herbata jest dobra na wszystko

Czasem są takie dni, że nie cieszy nas nic i mamy ochotę tylko leżeć, przykryć się kołdrą i płakać nad swoją niedolą. Każdy od czasu do czasu ma taki dzień i wtedy przychodzi ona... HERBATA. Brytyjczycy mają w zwyczaju mówić, że herbata jest dobra na zły dzień, na dobry dzień, na upał, na mróz, na smutki i na radości w życiu. Generalnie na wszystko. I wiecie co? Uważam, że jest w tym dużo racji, bo spokojne picie świeżego naparu z herbaty pozwala się wyciszyć, zrelaksować, skupić na tym rytuale jakim jest picie herbaty. Wiem, że nie każdy człowiek pijąc herbatę się delektuje, ale raz możecie spróbować. Co Wam szkodzi skoro i tak macie doła? Ja uważam, że każda metoda jest dobra na pozbycie się depresji jeśli jest skuteczna. Warto próbować i WARTO ROZMAWIAĆ przy herbacie, bo rozmowa zawsze pozwala wiele wyjaśnić, dojść do jakiegoś kompromisu. W moim domu zawsze się rozmawiało o problemach, o radościach, o tym jak minął dzień, o sukcesach, o smutkach, o takich codziennych prozaicznych sprawach. U mnie w domu nie było tak zwanych "cichych dni", bo zarówno mój dziadek jak i moja mama uważali, że WARTO ROZMAWIAĆ I NALEŻY ROZMAWIAĆ. Także, jako dziecko miałam dużo wsparcia i nigdy nie zostałam pozostawiona sama sobie. I jestem Losowi wdzięczna, że moja rodzina (nie licząc mojego ojca) interesowała się mną i brała czynny udział w moim życiu. Wiem, że nie każdy ma takie szczęście, takie błogosławieństwo. Za to jestem bardzo wdzięczna i szczęśliwa. 





Jak tak patrzę na świat i ludzi moim czułym okiem to widzę, że wielu boi się rozmawiać ze sobą i wyjaśniać konflikty i przeróżne nieporozumienia. Czasem odnoszę wrażenie, że wiele osób po prostu się wzajemnie nienawidzi i tworzy przez to bariery, które z biegiem czasu stają się nie do pokonania. Do tego też prowadzą tak zwane "ciche dni", które z każdym kolejnym dniem oddalają ludzi od siebie. Wiecie, co innego nie rozmawiać ze sobą trzy dni, a co innego przez trzy miesiące. Później trudno wrócić do względnej normalności. Tak samo jest w przypadku seksu między dwojgiem ludzi. Jeśli bliskość ginie, nie ma jej przez długi czas, to... w końcu wszystko umiera i nie ma co zbierać. Z relacjami międzyludzkimi jest właśnie tak, że trzeba o nie dbać, cały czas "podlewać" zrozumieniem, wsparciem, empatią, miłością, aby dalej mogły żyć. Tak jak roślina nie może żyć bez wody, tak i człowiek nie może żyć bez drugiej osoby, poczucia bezpieczeństwa i uwagi. My ludzie nawet nie wiadomo jak wielcy samotnicy (patrz na mnie) potrzebujemy też ludzi, aby żyć. Chcemy się z kimś podzielić radością, problemem, wspomnieniem, obawą, ale i najzwyczajniej w świecie zwykłym kawałkiem chleba. 






Warto czasem iść na herbatę do kogoś, albo i na wódkę jeśli jest większa potrzeba i... porozmawiać. Można też chwilę pomilczeć, ale na miłość boską ludzie - zacznijcie ze sobą rozmawiać, rozmawiać o życiu, o świecie, o swoich potrzebach, planach i przyszłości. Zacznijcie cenić tak prostą czynność jaką jest rozmowa z drugim człowiekiem.






Tymczasem. 


Złość rzadko rozwiązuje problem. Najczęściej tylko dokłada Ci ciężaru.

Prawie dwa miesiące temu, no dobra... półtora miesiąca byłam bardzo, ale to bardzo wkurwiona na jedną dziewczynę, którą poznałam w pracy. Byłam tak wkurwiona, że w moich myślach ona po prostu płonęła, spadała z dachu, była zjadana przez krokodyla. Myślałam, emocjonowałam się, wkurwiałam (to już chyba mówiłam?) i rzucałam mięsem na lewo i prawo jak nie było akurat klienta. Myślałam, że mnie coś rozniesie od wewnątrz. Chciałam się nawet tego samego dnia z Wami tym wszystkim podzielić na stronach mojego bloga, ale chyba ręka boska mnie powstrzymała. Raczej na pewno. A jak to się wszystko zaczęło? Ech... jakbym miała Wam to serio bardzo streścić to pojawiła się dziewczyna-latynoska, która wyżej srała niż dupę miała. Nagminnie powtarzała o pokorze, a kłóciła się z samych dyrektorem mojego sex shopu co już świadczy o jej braku pokory i jakichkolwiek manier. Nie wyobrażam sobie jak można się tak zachowywać i to jeszcze na samym początku swojej pracy w nowej firmie. Noooo, dla mnie po prostu dno. Cały czas ta laska powtarzała, że ona studiowała psychologię i medycynę i wszystko wie lepiej. Ja studiowałam 5 kierunków studiów i co? Jakoś nie krzyczę wszem wobec, że jestem intelektualistką, a w sex shopie uskuteczniam eksperyment społeczny. Ech, już taką jedną delikwentkę znałam, która uważała, że jej matka lepiej odmienia przez przypadki, bo skończyła studia na kierunku, który ja porzuciłam. O tempora, o mores! Ludzie są serio śmieszni, nawet nie wiedzą jak bardzo. No, ale nieistotne, tak już życie wygląda. Po prostu. I wracając do tematu to byłam naprawdę coraz bardziej zirytowana i to jeszcze bardziej, bo chciałam czuwać nad nią, pomagać jej jakby czegoś nie wiedziała i nawet broniłam ją przed "górą". No, ale niestety... nasza ostatnia rozmowa wyglądała tak, że mnie obraziła, unosiła się, wręcz powiedziałabym, że krzyczała i w jej stylu jak zawsze gdy coś jej się nie podobało - "rzucała telefonem" i pozostawała tylko po niej głucha cisza. To właśnie ta pokora, zdecydowanie 😅. I chętniej bym jeszcze coś dodała, ale co to zmienia, czy coś mi to daje? Nie, nie ma co się denerwować, bo złość rzadko rozwiązuje problem. Najczęściej tylko dokłada nam ciężaru. 





Złoszczenie się sprzyja chorobom, depresjom i generalnie rozwala cały organizm. I po co nam to? Ważne jest, aby zachować w życiu spokój, POKORĘ, z godnością i cierpliwością znosić wszystkie trudy i wyciągać wnioski na przyszłość, które pozwolą nam nie popełniać znowu tych samych błędów. 


I wiecie co? Lepiej wyszłam z całej tej sytuacji, w której się znalazłam. Dzięki temu, że ta wyżej opisana laska odeszła z pracy to ja mogłam udowodnić sobie, że jestem w stanie wytrzymać ogrom pracy i jeszcze sobie solidnie zarobić. Oczywiście, mnie można dać każdy pieniądz i ja mogę wydać w miesiąc nawet i 30 tysięcy, bo żyć to ja lubię, ale generalnie wyszłam na plus. I to się liczy. Udowodniłam sobie, a innym nie muszę. Swoją drogą już przy pierwszej rozmowie ta kobieta mi się nie spodobała, tak samo jak dyrektorowi i pani z administracji. I cóż, mieli rację, ich doświadczenie życiowe pozwoliło im szybko ocenić z kim mają do czynienia. I, nie pomylili się. 






Moja świętej pamięci babunia zawsze mi powtarzała: "Oleńko pamiętaj, pokorne ciele dwie matki ssie". I jeśli chodzi o pokorę to mogłabym wielu jej nauczyć. Można mieć temperament, można mieć swoje zdanie, można być asertywnym, ale i można też być pokornym i ułożonym. A przede wszystkim kulturalnym!!! Czego tej lasce niestety brakowało.












Także moi Kochani nie złośćcie się, bo szkoda nerwów. Bądźcie weseli, szczęśliwi i miejcie serce na dłoni, ale uważajcie na złych ludzi.




Tymczasem. 


piątek, 14 sierpnia 2026

Dobrego dnia Wam życzę! :)

Tak, wiem wiem - powinnam iść spać, bo jutro (tak właściwie to dzisiaj) do pracy. Jeszcze muszę wziąć szybką kąpiel (a czy kąpiel nie ma w swojej symbolice takiego dłuższego mycia? hmm...) i ogarnąć na jutro pazy. Może sobie z paznokciami odpuszczę? Kiedyś nie wyszłabym z domu bez zrobionych pazurów, ale teraz... teraz mam, że tak powiem WYJEBANE na to. Pamiętam jak moja ex psiapsi (Maja pozdrawiam!) zawsze mi powtarzała, że "Miej wyjebane, a będziesz miała Ola dane". I cóż, wielokrotnie to działało. Im więcej sobie odpuszczamy, tym więcej od Losu zyskujemy. Wtedy przepływ energetyczny nie jest zaburzony i wszystko dzieje się tak jak się dziać powinno. Czasem o tym zapominam, ale generalnie bardzo sobie przez ostatnie dwa lata odpuściłam ze wszystkim i jestem po prostu spokojniejsza, szczęśliwsza i nie mam oczekiwań co do ludzkich zachowań. Ludzie są jacy są i trzeba się z tym pogodzić, albo zgłupieć. Ja wolę pogodzenie, bo szkoda mieć nadszarpnięte nerwy. A prawdą jest, że martwienie jest niszczeniem swojego zdrowia przez głupotę innych ludzi. 




Także dzisiaj przede mną długi i pracowity dzień. Mam nadzieję, że coś fajnego się będzie w pracy działo i nie będę się nudzić. Może jakichś fajnych ludzi poznam. W końcu jest piątek, więc bardzo prawdopodobne, że będzie się działo 😀😀😀. Ostatnio pracowałam w poniedziałek i miałam w sex shopie tylko 3 klientów, więc okrutnie się wynudziłam, choć z drugiej strony cieszę się, że wtedy prawie nikogo nie było, bo czułam się psychicznie jak wrak i nie byłam kompletnie chętna do życia i obcowania z kimkolwiek. 





Dobra, lecę się myć i spać, bo rano trzeba wstać. 
Dobranoc moi Kochani i życzę Wam wszystkim dobrego dnia! 💫








Dobrej nocki, dłuuuuuuuugiej! 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘


czwartek, 13 sierpnia 2026

W moim życiu dzieją się rzeczy absurdalne...

Gdybym opowiedziała Wam co dzieje się u mnie ostatnimi czasy to byście nie uwierzyli, a gdybym opowiedziała Wam co działo się przez ostatni tydzień to NIGDY byście temu wiary nie dali. Są to rzeczy tak absurdalne, że nie dzieją się przeciętnemu Kowalskiemu. Najgorsze jest to, że nie mogę o tym ani powiedzieć, ani napisać i nawet nie powinnam o tym myśleć. Nawet nie powinnam na ten temat śnić. Rzeczy, które są nieprawdopodobne, aby mogły się przydarzyć zawsze umieją mnie odnaleźć i przydarzyć się właśnie mnie i mojej rodzinie. To jest jeden, wielki nonsens, ale jednak się wydarza. Nie wiem jak, ale tak. 





Po ostatnich rewelacjach jestem psychicznie styrana i jednym o czym marzę jest po prostu święty spokój. Potrzebuję spokoju i jeszcze raz spokoju. Jak najwięcej spokoju. 




Może kiedyś Wam opowiem...

Może w innym, bezpieczniejszym życiu...






Tymczasem. 


środa, 12 sierpnia 2026

Nawala mnie głowa i bark

Dzisiaj ewidentnie coś jest z pogodą, bo od rana zaczęła boleć mnie głowa, a teraz mam rwący ból lewego barku. Apap pomógł mi na ból głowy, ale na bark nic a nic. Normalnie koszmar. Moja mama pewnie mi powie, że mnie przewiało przy klimatyzatorze, który mam włączony na full. I być może właśnie od tego mam rwanie kończyny. Ech... zawsze coś.





Na pocieszenie mogę Wam powiedzieć, że znalazłam dla siebie nowy serial meksykański na Novelas, a mianowicie Doménica Montero, który dzisiaj będę oglądać o 21:00. Jest to najnowsza wersja Kobiety ze stali, której byłam fanką, więc na pewno mi się spodoba. Dodatkowo główną postać będzie grać moja ulubiona meksykańska aktorka - Angélique Boyer. Także już się doczekać nie mogę jak obejrzę ten odcinek. Co prawda dwóch pierwszych odcinków nie widziałam, ale w sobotę po południu są powtórki, więc sobie obejrzę na spokojnie. No chyba, że w ogóle ten serial mi się dzisiaj nie spodoba. 

Lubicie telenowele meksykańskie, czy to nie Wasze klimaty? 😏






Oj, kurwa... jak mnie ten bark i ramię nawala to jest jakiś obłęd. Serio, jeśli nigdy nie bolał Was bark to się cieszcie, bo jest to wybitnie nieprzyjemny rodzaj bólu. W ogóle musiałam sobie dzisiaj kupić ciśnieniomierz, bo mój po prawie 10 latach się zepsuł i miałam dzisiaj mały wydatek. Nie kupowałam sobie jakiegoś luksusowego jak mi kiedyś mama kupiła, ale starałam się wybrać ekonomiczny, ale porządny. W sumie razem z przesyłką zapłaciłam niecałą stówkę, więc myślę, że jest ok. Zawsze coś, wydatki zawsze mnie kochały... 




Powiem Wam, że dzisiaj serio w powietrzu jest taka jesienna aura, że ludzie naprawdę mogą dzisiaj się bardzo źle czuć, bo energia szaleje. I jeszcze przed momentem mój facet mnie wkurwił i zirytowała mnie moja mama. Wszyscy są kurwa umęczeni, ale ja nie mogę być zmęczona. Pffffff... brak mi słów. 




A Wy jak się dzisiaj czujecie?






Tymczasem. 


Przepracowałam 324 godziny w lipcu!

Dzień dobry! 👋 Mogę śmiało powiedzieć, że NARESZCIE mam wolne i mogę trochę sobie pożyć. W lipcu miałam hardcore`ową ilość godzin pracy, ponieważ przepracowałam 324 godziny, więc solidnie się wykończyłam, ale jak to ja - DAŁAM RADĘ. Owszem, jestem nadal zmęczona po takim maratonie zarówno fizycznie jak i psychicznie, ale jestem również zadowolona z siebie, że ani razu się nie spóźniłam, zrobiłam wszystko co mogłam, aby mieć dobrą sprzedaż i nic nie mogę sobie zarzucić. Oczywiście liczyłam, że dojdę do 50 tysięcy utargu, ale troszkę mi zabrakło. Niestety... 




Moje życie w lipcu wyglądało w ten sposób, że spałam, pracowałam, PRACOWAŁAM, szybkie mycie uskuteczniałam. Nic się nie działo, tylko PRACA PRACA PRACA. Miesiąc można w takim rytmie żyć, ale nie dłużej, bo już miałam momenty załamania, że budziłam się i zanim wstałam to płakałam z powodu braku siły i bezsilności psychicznej. Niemniej motywowałam się sama, psychika kazała mojemu ciału wstawać i tak wytrzymałam. Łatwe to nie było, ale do zrobienia. Jak widać. Nie wiem czy drugi raz zgodziłabym się na coś takiego. Trudno powiedzieć, póki co nie muszę już się nad tym zastanawiać i mogę teraz powoli dojść do siebie i wrócić do żywych. 




Bardzo jestem ciekawa ile Wy maksymalnie przepracowaliście godzin w miesiącu. Zrobiliście kiedyś dwa etaty w miesiąc? 






Buziaczki 😘😘😘


niedziela, 2 sierpnia 2026

Marzec, Kwiecień & Maj 2026 oczami MotorOLI, czyli... ostra grypa, złamany KUTAS, nowa pielęgnacja włosów, genialny fluid do twarzy, torebka Guess, cmentarz, kosmetyki z Turcji, pogrzeb (30 zdjęć!!!)

Dzień dobry moi Kochani! 👋

Do napisania tego postu zbierałam się już kilka dobrych miesięcy, ale prawda jest taka, że ani czas mi nie służył, ani okoliczności, ani... NIC. W tym poście podejrzycie moje życie z marca, kwietnia oraz z maja. Bardzo dużo się działo i gdybym miała zmieścić wszystko to musiałabym chyba w tym wpisie dodać z 200 fotek. No, ale nie ma co przedłużać. Zaczynajmy! 




Tu jadę sobie z Adamem gdzieś przed siebie. Lubimy jechać donikąd. Umiemy się resetować w ciszy przy dobrej muzyce, w trasie. 

Tutaj chciałabym Wam też pokazać wodę jaką sobie kupiłam. To Kinga Pienińska ale w wydaniu Tonic Water. Smaczna, ale raczej drugi raz jej nie kupię, bo oczekiwałam chyba czegoś innego. A co do toników, to już kolejna osoba z rzędu poleca mi wybrać się na Tonic Espresso. Piliście?



Bardzo podobała mi się ta puszka w moim sex shopie. Chciałam ją mieć na moje pędzle do makijażu, które zawsze trzymałam w takim holo kielichu, więc ją zakupiłam. Tania była, bo bodajże dałam za nią jakieś 39 złotówek. Puszka fajna, ale to co w niej było to nie urywało dupy. Płatki róży szajs, pejczyk szajs, wstążka na oczy giga szajs, kajdanki ładne, ale generalnie szajs. Nie polecam, 2/10.



W maju chyba po raz pierwszy obejrzałam ten tors. Coś mnie podkusiło, aby obejrzeć go, ponieważ przyszedł w dostawie. Jak otworzyłam pudełku to pokazał mi się taki widok. Po prostu złamany kutas! 😅😆 Od razu napisałam do Kasi, a potem do centrali. 



Kocham brokat odkąd pamiętam i gdyby kiedyś mnie skremowali to wybuchałabym brokatem 😂. Lubię się błyszczeć w słońcu i w sztucznym świetle, więc dla mnie brokat jest moim nieodzownym dodatkiem. Aktualnie używam takiego jak na zdjęciu powyżej. Niewydajny, ale bardzo dobry!



W marcu bardzo poważnie zachorowałam, ponieważ miałam ciężką grypę. Zaczęło się od silnego osłabienia, zawrotów głowy, zmęczenia i bólu gardła oraz ciężkiego brania oddechu. Nie mogłam złapać tchu i przy rozmowie miałam jakby zadyszkę Czułam się fatalnie, jeszcze nigdy tak źle się nie czułam. Moja temperatura doszła maksymalnie do 39,5 stopni Celsjusza. Myślałam, że to naprawdę skończy się szpitalem. Chorowałam z dobre 3 tygodnie. Tydzień byłam w domu, bo akurat taki miałam super grafik, że miałam 7 dni wolnego. Potem dwa dni zastąpiły mnie dziewczyny, a potem wróciłam i to był błąd, bo zamiast wybrać swoje zdrowie to wybrałam pracę i dostałam powikłania i tydzień później dostałam ostrej infekcji wirusowej. I znowu byłam chora. Generalnie chorowałam cały marzec i cały kwiecień. To było naprawdę straszne 😢😢😢.



Pizza oczywiście z CAPRISSA. To taka niepozorna pizzeria z jedną miejscówką w Łodzi, ale robią pizzę wyśmienitą. Bardzo niedoceniona pizzeria. Powinni dać mi jakąś zniżkę, bo jadłam już u nich z 10-20 razy. CAPRISSA pomyśl o tym! 😀😀😀



W sex shopie pojawił się kominiarz i dał mi grosik na szczęście. Dziękuję! 😀😀😀



Kupiłam od Weroniki taką powieść. Bardzo lekka, prosta, wciągająca. Nic wymagającego intelektualnie, ale na wolny wieczór jak znalazł.



Drugi tom też od niej kupiłam i też przeczytałam. Drugi tom był zdecydowanie lepszy.



Tutaj zrobiłam sobie zamówienie produktów do pielęgnacji włosów. Mnie potrzebne są duże ilości szamponów, ponieważ myję głowę codziennie, chyba że jestem już bardzo zmęczona to co drugi dzień. Niemniej najczęściej codziennie myję. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie ta odżywka LAMELARNA, naprawdę dobry produkt. Droższy, ale bardzo dobry.



Tu na spacerku z moją mamą. W tym samym czasie miałyśmy grypę i tak samo ciężko ją znosiłyśmy. Moja mama dodatkowo strasznie wymiotowała. I nie mam pojęcia w jaki sposób się tak zaraziłyśmy od kogoś. 



Nie mam czasu iść do Kauflandu i kupić te lody. Piękne są.



Dostałam od mojego brata takiego czekoladowego kotka i bardzo doceniam ten gest 😻. Dziękuję.



Brokat jest zawsze najlepszym wyjściem i robi zawsze robotę przy każdej najnudniejszej stylizacji.



Traktuję Dionizego jak mojego najmłodszego brata, a mam ich trzech (trzeci to Dionizy oczywiście 😺).



Podczas Wielkanocy zawsze oglądam Pasję i zawsze nie mogę opanować łez.



Czyż on nie jest przesłodkim pączuszkiem? 💕 Jak pomyślę, że mój sukinsyn ojczym mówił mojemu bratu, gdy Dionizy miał zapalenie otrzewnej, aby go uśpić to... normalnie nóż w kieszeni mi się otwiera. Zawsze jestem za tym, aby ratować zwierzęta, ponieważ to nasi bracia mniejsi i zawsze oddam ostatni grosz dla mojego kota. Zawsze! 



Jako nastolatka zaczytywałam się w kolorowej prasie, kupowałam różne magazyny co tydzień i marzyłam o tym, aby wyglądać jak z okładki. I... i kiedyś to osiągnęłam, bo wyglądałam jak milion dolarów. Od wielu lat nic nie kupowałam, aż w tym roku się skusiłam na Elle. Czytacie nadal prasę?



Konwalie dostałam od mojej chrzestnej na moje imieniny. Uwielbiam te kwiatuszki.



Moja mama w przeciwieństwie do mnie nie ma fioła na punkcie kosmetyków, ale ma do nich dobrą rękę, bo co mi kupi to się okazuje świetnym produktem. I tak też jest właśnie z tym fluidem matującym. Niesamowity produkt, nieskazitelny! 



Moja klientka załatwiła mi torebkę marki Guess za 90 złotych. Nie wiem czy to oryginał, nie wiem czy to podróba, ale jest bardzo ładna. A Wam jak się podoba? 



Dionizy uwielbia wylegiwać się w ciepełku. 



Z Adamem gdzieś przejeżdżałam i oooo. Coś takiego. I to jest oczywiście w Łodzi.



Tę książkę też kupiłam od Weroniki, ale niestety nie przypadła mi do gustu. W połowie zaprzestałam czytania, a zazwyczaj nawet jak książka mi się nie podoba to czytałam ode deski do deski. No niestety...



Tutaj kwiatki przed cmentarzem. Czy ktoś wie jak nazywają się te pomarańczowe kwiatuszki? 



Prowiant musi być! Na cmentarz, który jest na Szczecińskiej należy wziąć ze sobą coś do jedzenia, bo jest to tak ogromny cmentarz, że człowiek momentalnie głodnieje jak sobie tak intensywnie pochodzi.



Mokasyny z czubkami i ozdobą, która przyciągała znowu uwagę małych dziewczynek. Zauważyłam, że moje obuwie zachwyca dziewczynki. Ale ja tak naprawdę nie chciałam w tym miejscu pisać o butach tylko o moich cudownych kabaretkach w kolorze nude z diamencikami. Jak Wam się podobają?



Marzec i kwiecień był dla mnie bardzo trudnym, chorowitym i męczącym miesiącem. Czekał mnie jeszcze pogrzeb, który był nerwowy, doszło do awantury i generalnie nie umiem teraz o tym pisać, ani rozmawiać. Byłam wkurwiona, zestresowana i zostawiona z tym wszystkim sama. Wydałam fortunę na wszystko co musiałam ogarnąć i to jeszcze nie koniec. Nikogo nie chciałam już tym obciążać, bo i po co. Ja zawsze sama daję radę, bo to po prostu już leży w moim charakterze. Generalnie mam traumę i tyle. Kiedyś Wam opowiem, ale jeszcze nie teraz.



Ciacho z Jasia i Małgosi z bitą śmietaną i owocami. Dobre, ale ja nie byłam nim tak zachwycona jak moja mama.



A to prezenty z Turcji od Kasi. Dostałam taką gąbkę z mydełkiem i balsam do ciała. Te produkty pachniały obłędnie. Bardzo dziękuję za pamięć o mnie 😘.









Te trzy miesiące były trudne, intensywne, wykańczające, ale na szczęście już minęły. Już po prostu to za mną. Ile stresu, ile problemów, ile kłopotów miałam to tylko ja sama o tym wiem. Ze wszystkim sobie poradziłam, więc to mi uświadomiło jedną rzecz - UMIESZ LICZYĆ? LICZ NA SIEBIE!












Tymczasem. 




























































Wczoraj prawie ZEMDLAŁAM w pracy...

Wczoraj był dla mnie bardzo ciężki dzień, bo w mojej pracy (w sex shopie) było tak upalnie, że prawie zemdlałam. Koło 18:00 zrobiło mi się tak "słodko" za ladą, że szybko poszłam namoczyć ręcznik w zimnej wodzie i zrobiłam sobie okłady na kark. Wypiłam też zimną wodę, aby ochłodzić się także od wewnątrz. Puls miałam bardzo wysoki, a ja naturalnie mam bardzo niski puls na co dzień, bo raptem 50-60 uderzeń na minutę. Zamknęłam sex shop na 15 minut, wywiesiłam kartkę ZARAZ WRACAM i poszłam sobie usiąść na zewnątrz na krześle należącym do śniadaniowni obok. Na dworze było przyjemnie, bo powietrze było po burzy, chłodniej też było. Siedziałam i głęboko oddychałam. Pomogło mi to. 


Powiem Wam, że już dawno tak źle się nie czułam. W mojej pracy jest barrrdzo gorąco, ale staram sobie jakoś radzić, bo mimo wszystko bardzo lubię to co robię. Niestety temperatura w tym miejscu jest tak okropna, że często łapie mnie jakiś zawrót głowy czy też mdłości od wysokiej temperatury. Jak już ponownie otworzyłam sex shop to przyszli tacy państwo, którzy są moimi stałymi klientami. Spytali się mnie czy wszystko w porządku, bo coś źle wyglądam. Powiedziałam im, że zrobiło mi się słabo. Klientka (dosyć energiczna babeczka) uniosła głos i powiedziała: "Ja się nie dziwię, jak pani pracuję w takim ukropie", "Już ostatnio zastanawiałam się z mężem jak pani daję radę przez tyle godzin pracować w takim dusznym pomieszczeniu". Szczerze? Ja też nie wiem jak ja daję radę, bo nie dość, że jestem zimnolubna to jeszcze moje nadciśnienie w tym nie pomaga. A zresztą, przychodzą różni klienci; i wysportowani, i grubi, i młodzi i starzy i bardzo duży odsetek narzeka na brak klimatyzacji. No niestety, ja nic z tym nie zrobię. Mogę się albo męczyć, albo zwolnić. Takie jest życie. 




A z takich przyjemniejszych spraw to dzisiaj jest niedziela i mam w końcu wolne. Wstałam o 08:30, zrobiłam przepyszne zapiekanki z pieczarkami i normalnie mogłam się napić gorącej herbaty z mlekiem, której od lat jestem miłośniczką. Porozmawiałam z mamą, z bratem, pobawiłam się z moim kochanym kotkiem i zabrałam się za porządki w moim pokoju. Pozbyłam się dzisiaj kolejnych 7 flakonów perfum, 4 par butów, pudła dekoracyjnego, dwóch par kolczyków i dwóch toreb śmieci. Trochę znowu sobie oczyściłam przestrzeń. Za chwilę wezmę się za wstawienia prania, bo mam tego sporo po całym tygodniu. Potem zajmę się robotą papierkową, zrobię też może coś dla przyjemności i etc. 




A Wy jakie macie plany na tę niedzielę? 😀



Buziaczki! 😘😘😘