Mam 32 lata i do przyjaźni podchodzę podobnie jak do miłości. Przyjaciele to dla mnie rodzina, którą samemu sobie wybieramy. Niemniej podchodzę do tego w ten sposób, że jestem świadoma tego iż czasem przyjaźń się kończy, ale to nie oznacza, że nie istniała. Przyjaźniłam się w moim krótkim (póki co) życiu z kilkunastoma osobami. Z niektórymi relacja trwała prawie 10 lat, z innymi po roku się kończyła śmiercią naturalną. Różnie bywało, ale zawsze z każdej przyjaźni czegoś się nauczyłam o ludziach, o świecie i przede wszystkim o sobie. Nie uważam, że gdy przyjaźń się kończy to jest to marnowanie czasu. Nigdy tak nie podchodziłam do relacji. W ogóle dla mnie coś takiego jak marnowanie czasu nie istnieje. Jeżeli z kimś przebywałam, kumplowałam się to znaczy, że mi na tej osobie zależało. Zawsze mam czyste intencje, choć przyjaźniłam się naprawdę z przeróżnymi ludźmi. Dzisiaj jestem bardziej zachowawcza i ostrożna patrząc na moje ostatnie przyjaźnie, które po prostu nie przetrwały, bo... inni nie umieli zaakceptować i zrozumieć kryzysu w jakim się znalazłam. Ja to czułam i nie chciałam, ani innych męczyć, ani przede wszystkim umęczyć siebie. Stąd... odeszłam od wszystkich, którzy ciągnęli mnie w dół. Bo wiecie, ja lubię się pozastanawiać, oddać się mrocznym refleksjom, ale w gruncie rzeczy zawsze wierzę w dobro, prawdę i moje szczęście. Zawsze też w głębi serca jestem pełna entuzjazmu i wierzę, że wszystko będzie na końcu dobrze. Tak jak szybko się umiem zdołować, tak szybko umiem się podnieść i... postrzegam to jako moją super cechę, która pozwala mi wstawać rano i żyć, mimo różnych przeciwności Losu.
Mając różne doświadczenia z ludźmi dzisiaj już ostrożnie nazywam ludzi przyjaciółmi. Dzisiaj bardziej mam kumpli niż przyjaciół. Mogę powiedzieć, że mam bardzo dobrych i pozytywnych kumpli. Uważam też, że spotkałam na swoje drodze takich ludzi, ponieważ odcięłam się od osób toksycznych, które widziały wszędzie zło i bezsens istnienia. A teraz? A teraz kumpluję się z pozytywnymi wariatami, którzy kochają życie i celebrują je, lubią tańczyć, nie udają kogoś kim nie są, są nieidealnie idealni dla mnie i to jest po prostu piękne. Czy będę się z nimi przyjaźnić do końca mojego życia? Nie wiem, bo życie jest tak nieprzewidywalne, że wszystko może się zmienić i też my się zmieniamy, dojrzewamy, zmieniają się nasze priorytety. Nikt nie jest do nikogo uwiązany i to jest dobre. Każdy z nas ma swoje życie, ale nie zapominamy o sobie i mamy cały czas kontakt choć nie dzień w dzień. Dzięki temu każde z nas może po prostu oddychać i żyć swoim życiem, a przy okazji mamy czas, aby za sobą zatęsknić.

W końcu coś pozytywnego.
OdpowiedzUsuńJeśli lubisz swoją pracę, jesteś szczęściarą.
Klienci na pewno to wyczuwają i chętnie wracają albo wrócą.
Odwiedziłem sporo Sex Shopów w moim mieście i niestety w większości z nich, ludzie tam pracujący wyglądają jakby byli tam za karę, a niektórzy patrzą na klientów jak na zboczeńców i pewnie swoje myślą.
Widząc takie osoby, człowiek ma ochotę jak najszybciej wyjść.
Ha ha ha :P Czasem potrafię, jak się postaram :P Choć dzisiejszy dzień, był tak chujowy, że nie chcesz wiedzieć :P
UsuńI tego właśnie nie rozumiem, że sprzedawcy w sex shopach zachowują się jakby byli tam za karę. Ja rozumiem sprzedawców Lidla czy Biedronki, ale w sex shopach powinni być doradcy klienta, którzy lubią te tematy i generalnie całą sex branżę.
Dla mnie praca w sex shopie to pewna przygoda życia, może tylko epizod w moim życiu, ale póki co nie zamierzam z tą pracą kończyć, bo raz, że ją lubię, a dwa... mam sentyment do niej i w tej chwili trudno byłoby mi z niej zrezygnować, bo nie jest to moment, w którym chciałabym skończyć z sex shopem. Choć nie ukrywam, że mam zupełnie inne plany na moje dalsze życie.
Spokojnej nocy :*