Co by nie mówić o wczorajszym dniu to dzisiaj trzeba przyznać, że jest po prostu pięknie 😃. Nie da się ukryć, że widać iż już WIOSNA IDZIE. Nie wychodziłam dzisiaj nigdzie, ale patrząc przez okno widać i generalnie czuć w powietrzu, że jeszcze trochę, jeszcze chwilę i zacznie się piękna wiosna. Wy też czujecie jej zapach? 😀🌞🌄
niedziela, 1 marca 2026
WIOSNA idzie! :D
On był Arab, ona blond...
Chciałoby się powiedzieć: "kuuurwaaa, ja pieeeerrrrdoleeee".
Wczorajszy dzień mnie strasznie dobił, ponieważ na koniec dnia miałam okropnych klientów. Takich klientów, przy których ma się ochotę płakać z bezsilności i wykrzyczeć, aby spierdalali jak najdalej przez obelgi jakimi mnie obrzucili. Na szczęście w sex shopie był także mój zaprzyjaźniony klient policjant oraz inny miły klient. A było to tak.
Koło 20:50 rozmawiałam sobie miło z Dawidem (klient policjant). Sprzedałam mu piękny choker z diamencikami i była naprawdę fajna atmosfera. Zresztą jak zawsze gdy przyjeżdża do mnie na zakupy. Po pewnym czasie do sex shopu przyszła sobie taka parka. Doszli do lady, wyciągnęli jakąś podejrzaną fiolkę, w której był płyn i jakieś okruszki. Niby miała być to fiolka z perfumami, ale wyglądało to bardzo podejrzanie. Po chwili klient otworzył i chciał, abym się tym sztachnęła - tak powiedział. Zbliżał sobie fiolkę do nosa i mocno się zaciągał. Wyglądało to komicznie i przerażająco. Powiedziałam mu, że ja nie mam obowiązku się zaciągać czymkolwiek od klientów. Wtedy wpadł w szał i zaczął mnie wyzywać od idiotek i kurew. Gadał jeszcze obrzydliwe rzeczy pod nosem i ta jego blond dziewczyna powiedziała mu po cichu, aby się uspokoił, ale nie chciał słuchać. Następnie poszedł do pompek powiększających penisa i denerwował się, że z każdego modelu jest tylko jedna sztuka. W końcu ten okropny klient tak się wkurwił, że zaczął obrażać klienta (policjanta). Mówił tak: "co to jest, to ochrona czy co to, niech spierdala", "słyszysz typie, spierrrdalaj!". W pewnym momencie zrobił ruch jakby chciał rzucić we mnie tą pompką powiększającą penisa. Niemniej zachowałam spokój, bo podejrzewam, że ten klient (z jakiegoś arabskiego kraju) był naćpany. A jeszcze bardziej przerażające jest to, że Polka pozwoliła się związać z takim typem, który ani urodą nie grzeszył, ani intelektem, ani tym bardziej kulturą osobistą. Przykro mi, że trafiłam na takiego klienta, który po prostu popsuł mi cały dzień, który nie był złym dniem.
On był Arab, ona blond...
Niestety tacy klienci też istnieją i chodzą po naszym pięknym świecie. Mimo iż w sex shopie rzadko miewam takie nieprzyjemne sytuacje to niestety czasem się zdarzają. W handlu nie można powiedzieć klientowi, że jest parszywym skurwysynem. Trzeba zachować spokój. Tak też zrobiłam. Gotowały mi się nerwy wewnątrz mnie, aż w pewnym momencie myślałam, że na środku sex shopu ze złości i przykrości zwymiotuję, ale nad tym wszystkim czuwał Dawid, któremu jestem po prostu bardzo wdzięczna. Zresztą podziękowałam mu, że został póki ten ciapaty nie wyszedł.
I wiecie co jeszcze mnie boli? To, że całe życie wspierałam ludzi, wspierałam mniejszości, a nakrzyczał na mnie i zwyzywał mnie okrutnie Arab. Arab w Polsce zwyzywał Polkę... to jest jakiś nonsens. Każdy kto przyjeżdża do innego kraju powinien, ba! ma obowiązek szanować ten kraj i ludzi, którzy w nim mieszkają. Niestety niektórzy się panoszą, okrutnie panoszą. W takich momentach rozumiem podejście Konfederacji i to jak Kaczyński bronił Polski przed właśnie takimi ludźmi, którzy przyjeżdżają i niszczą nasz kraj i kulturę.
No cóż... na pewne rzeczy nie mamy wpływu, świat się nie zmieni i ludzi, ale zawsze opłaca się próbować. Już dawno nikt mnie tak nie wytrącił z równowagi. Mam mnóstwo problemów w życiu i ostatnimi czasy smutków, a tu jeszcze coś takiego. Czasem odechciewa się żyć...
Tymczasem.
czwartek, 26 lutego 2026
Insomnia level hard...
Jest już po 3 w nocy (dla niektórych to już nad ranem), a ja nadal nie śpię. Przez ostatni rok rzadko byłam na nogach o tej porze, bo wiadomo... obowiązki, praca wymagająca spania i inne takie. Generalnie może z kilka razy robiłam coś o tej godzinie. Niemniej i tak chodzę późno spać, bo około 2 w nocy, a wstaję do pracy o 8. Pamiętam jak kiedyś musiałam się nasłuchać, że jak miesiąc będę funkcjonować inaczej i rano wstawać to się polubię z porannym wstawaniem. Serio? Do dzisiaj mi się to nie zmieniło. Ja znam siebie i nigdy rannym ptaszkiem nie będę, bo to nie jest zgodne z moim naturalnym zegarem biologicznym, który jest ustawiony na tryb SOWA. Tak już niektórzy mają i koniec. Na pewno rzeczy wpływu nie mamy. I choćbym spała po 10h to i tak o 8 rano jestem nieprzytomna, bo to nie jest moje normalne środowisko 😅😆.
Dzisiaj (tak właściwie to wczoraj, ale dzisiaj też) miałam dzień wolny, więc mogłam sobie zrobić jak dawniej drzemkę popołudniową. I... zrobiłam 😅😆😆😆. Drzemka trwała jedyne 4h 😂😂😂. Noooo coooo?! Potrzebowałam tego 😁😂😅😆😆😆. Także już możecie się domyślić dlaczego powstała mi insomnia level hard. Po prostu jestem wyspana, więc teraz sen nie przychodzi. Także, aby nie marnować tego, że nie śpię postanowiłam wgrać na mój dysk przenośny foldery ze zdjęciami, które nie są mi potrzebne w moim laptopie. Zeszły mi na to jakieś 2 godziny, więc git. Pooglądałam sobie te zdjęcia w tych folderach. Hmmm... trochę tak jakby mnie nostalgia złapała, bo przeglądałam fotki mojej rodziny, moich byłych dwóch przyjaciółek i dawnego znajomego Jacka (tylko znajomego, aby nie było!!!). I wiecie co? Tak po prostu bywa, że coś się kończy, aby coś mogło trwać, albo rozpocząć się na nowo. Uważam też, że nie warto wchodzić drugi raz do tej samej wody. My się zmieniamy, inni się zmieniają i to jest po prostu normalny proces w życiu. A poza tym... nie wiem czy chciałabym na nowo odnawiać stare relacje. Raczej już nie, bo mam swoje życie, swoje hobby, nowych znajomych i zupełnie inny tryb życia i także zupełnie inne problemy niż kiedyś. To jest całkowicie coś innego. Niemniej nie wszystkie furtki pozamykałam i nie mówię ostatecznie do widzenia, ale nie jestem w stanie angażować się w za wiele osób, ponieważ mam tyle spraw na głowie, że nie dałabym rady poświęcać takiej liczbie osób czasu. To jest nieosiągalne w tej chwili. A z drugiej strony? Dobrze mi jak jest teraz. Było minęło.
poniedziałek, 23 lutego 2026
Przestało mi się chcieć...
Jutro (tak właściwie to dzisiaj) do pracy, do sex shopu. Szczerze? Wolałabym, aby czas się zatrzymał, aby była powódź, tornado, burza śnieżna, aby Bałtyk wylał, albo aby wojna się rozpoczęła. Przestało mi się chcieć... przestało mi się chcieć angażować, przestało mi się chcieć starać, bo tak naprawdę zdałam sobie sprawę, że jestem produktem systemu, którego zadaniem jest tylko robić dobry utarg, być zabawiaczką klientów (niekiedy obrzydliwych) i niedocenioną osobą, która dawała z siebie wszystko. Byłam na 100% zaangażowana w to co robię, bo jak wiecie lubię być w tym co robię najlepsza. Niestety w mojej pracy mam być tylko maszynką do zarabiania pieniędzy, coś takiego jak dziewczyny z klubu go-go. Jak się przynosi zyski to jest ok, ale jak nagle sprzedaż spada to pojawia się... problem (???), niechęć do człowieka, a nawet nienawiść i oczywiście mobbing. Dla mnie to jest naprawdę "zabawna" sytuacja i taka zniechęcająca, ponieważ praca w sex shopie to powinna być zabawa, relaks, przyjemna robota, a nie jest tak do końca. Nie wyobrażam sobie jak totalnie niedouczone babsko z administracji może mieć pretensje do pracownika agenta, że słońce nie świeci, że to, że tamto, że sramto. To jest jakiś jeden wielki nonsens! Ba! jeszcze dałoby się przeżyć spokojne komentarze z dodatkiem krytyki, ale słuchania krzyków i stosowania mobbingu nie da się i NIE WOLNO akceptować. To jest jakaś paranoja, że zaczyna mnie właśnie brzuch boleć na samą myśl, że jutro idę do pracy, na 12 strasznie długich godzin. Takie coś nie powinno mieć miejsca, ale ma, NIESTETY.
niedziela, 22 lutego 2026
Byle do Wiosny!
Mój pradziadek podobno mawiał, że czas w roku między zimą, a wiosną jest najgorszy. Najgorszy z wielu powodów, zaczynając od chorób, zmian ciśnienia i pogarszającego się samopoczucia. Powtarzał, że... BYLE DO WIOSNY. Wiosną wszystko ma się zmienić, ma nastać nowe, lepsze, ma być po prostu już dobrze. I wiecie co? Też tak to widzę!
środa, 18 lutego 2026
Długa kąpiel w wannie, pieczenie uszu i CZAS NA SEN...
Jest już po północy i zaraz wezmę się za zmycie makijażu i pójdę na długą kąpiel do wanny. Uwielbiam leżenie w pianie i w olejku i... chillowanie. Bardzo potrzebuję takiego wyciszenia i relaksu po dniu dzisiejszym, który był długi, męczący, stresujący i... pieką mnie dzisiaj tak uszy, że albo ktoś mnie obgaduje albo przemarzłam przez chodzenie bez czapki. Choć znając życie bardziej skłaniałabym się ku pierwszej opcji. Znając moje ostatnie szczęście to też jestem za pierwszą z opcji 😂😅😆.
Ostatnio mam tyle refleksji co do ludzi i świata, że bardzo chciałabym się z Wami tym podzielić na Myślach Kobiety Wyzwolonej, ale muszę mieć więcej czasu na napisanie dłuuuuuugiego postu. Wiele refleksji jest smutnych, bo i moje obserwacje skłaniają mnie do przykrych spostrzeżeń co do ludzi. O ile świat byłby piękniejszy gdyby ludzie nie byli dwulicowi, zakłamani, nielojalni. Gdyby byli po prostu uczciwi i zwyczajnie dobrzy. Z tego co widzę być dobrym to być AŻ DOBRYM CZŁOWIEKIEM. Niestety człowiek człowiekowi wilkiem i chyba już niestety tak pozostanie. Oczywiście z pełnym szacunkiem dla tych pięknych zwierząt.
Ajjjj... pieką mnie te uszy niemiłosiernie, aż mam czerwone. I tak cały dzisiejszy dzień miałam. Ciekawe, któżby chciał mnie obgadywać. Ech... myślę, że nikt nie ma powodów, bo żyję sobie i nic nikomu nie robię. Zdecydowanie muszę zacząć nosić znowu czapkę.
Dobra moi mili, czas na mnie. Idę zmyć makijaż płynem micelarnym z kwasem hialuronowym od Garniera (teraz jest fajna promka i kosztuje tylko 22 złote), wziąć kąpiel, posłuchać troszkę ASMR i pójdę spać. Długo nie będę spała, ale odeśpię pojutrze.
Kolorowych snów Kochani! 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘
wtorek, 17 lutego 2026
Praca, praca, praca i o! - JECHAŁA PO MNIE JAK PO ŁYSEJ KOBYLE
Dzień dobry Kochani! 😘
Jak widać nie poprawiłam się tak jak obiecywałam za co przepraszam, no ale siła wyższa chciałoby się rzec. Praca, praca, praca i o! <rozkłada ręce> Styczeń minął mi jak z bicza strzelił, a luty nie jest lepszy, bo spieszy się tak okrutnie, że jestem w szoku, że aż tak. Trochę jest to przerażające i trochę dołujące 😬. No, ale co się zrobi jak nic się nie zrobi.
Dzisiaj trochę ogarnęłam chałupę, trochę chciałam odpocząć, ale jestem zestresowana po wczorajszej rozmowie z jedną patologiczną babą. No normalnie niektórzy to umieją wkurwić samym wyświetleniem się na telefonie. Nie wiem jak można swoje problemy osobiste przerzucać na pracowników. Choć prawda jest taka, że ja nie jestem tej kobiety pracownikiem, więc niby nie powinnam się przejmować, ale nienawidzę chamstwa, braku kultury osobistej i generalnie szeroko pojętego prostactwa. Już mam dosyć pozwalania sobie, żeby jakaś baba jechała po mnie jak po łysej kobyle. Dosyć mam. Już wczoraj to mi się ulało - mówiąc jej językiem. Wkurwiona jestem, ale jest mi też przykro, bo uważam, że jestem dobra w tym co robię, klienci mnie uwielbiają, jestem mega zaangażowana w moją pracę, a ktoś przyczepi się o byle 💩, bo nie został w życiu dobrze przez chłopa wyruchanym. No kurwa... 😅😅😅. To jest taki paradoks, że hej.
No cóż... samo życie. Nic się nie poradzi na brak ogłady innych ludzi, po prostu są i tyle. Są ludzie i parapety, a klamką trzeba się urodzić - tak to się mawiało za czasu mojego gimnazjum. I coś w tym jest. Na pewne sprawy, na pewnych ludzi się nic nie zrobi, choćby człowiek miał się naprawdę zmęczyć.
Cóż... <rozkłada ręce>
😞
niedziela, 8 lutego 2026
GRUDZIEŃ 2025 oczami MotorOLI, czyli... przepiękne Święta Bożego Narodzenia, lepienie pierogów, suplementacja kolagenu, świąteczne outfity i cudownie ozdobiony kościół pod wezwaniem świętej Anny (25 zdjęć!!!)
W końcu! W końcu się doczekaliście postu zbiorczego z grudnia 2025 roku. Wielu z Was właśnie czekało na ten post i w końcu się doczekaliście. Ja sama zbierałam się do jego napisania, ale w końcu siadłam i zaczęłam pisać.
Grudzień jest jednym z moich ulubionych miesięcy w roku, ponieważ jest wtedy po prostu magicznie, niesamowicie nastrojowo, ludzie są dla siebie bardziej mili i uprzejmi. Świat jakby się zatrzymuje i można nad wieloma sprawami się zastanowić. Grudzień ma w sobie niesamowitą magię i czar. Ten miesiąc jest po prostu jednym z piękniejszych miesięcy w kalendarzu.
W grudniu 2025 działo się w moim życiu bardzo bardzo dużo. Miałam sporo pracy (spodziewałam się nawet więcej roboty), zrobiłam ogromną ilość zakupów i zapasów, przygotowania do świąt wciągnęły mnie tak niesamowicie, że lepiłam pierogi całą noc wiedząc, że na następny dzień idę do pracy i będę nieprzytomna, ale szczęśliwa, że po latach zrobiłam pierogi według przepisy mojej świętej pamięci babuni. W grudniu działo się bardzo dużo i dostałam przed świętami najpiękniejszy prezent pod postacią listu, który "zamiótł" mnie niesamowicie. Niemniej piękniejszego prezentu na te święta dostać nie mogłam. Ale nie ma co gadać, czas pokazać co się działo w moim życiu w grudniu 2025 roku. Zapraszam do relacji w zdjęciach! 😀😀😀
piątek, 6 lutego 2026
Mam kiepskie samopoczucie...
Cześć! ✋
Dzisiaj miałam wolne, ale... mam jakieś kiepskie samopoczucie.
Wczoraj jak wróciłam z pracy do domu koło 23:00 to jeszcze byłam pełna energii i rozgadana. Obejrzałam bardzo zabawny odcinek Świata według Kiepskich (jakąś odczuwam nostalgię ostatnio do tego serialu) i dwa odcinki Zdrad (wciąga!). Porozmawiałam sobie z mamą i zjadłam makaron z kurczakiem i brokułami. Potem poszłam spać i spałam bardzo bardzo długo. Wręcz powiedziałabym, że nieprzyzwoicie długo, ale tego potrzebowałam po dwóch dniach pracy z rzędu. Jak już wstałam to piątek minął mi naprawdę bardzo szybko, aż jestem w szoku, że aż tak brutalnie prędko. Jak z bicza strzelił.
wtorek, 3 lutego 2026
Nie mogłam się na nic zdecydować, czyli... dzień taki meh meh meh
Dobry wieczór 👀✋
Dzisiaj tak się zabierałam za pisanie i zabierałam, ale w końcu nie mogłam na nic się sensownego zdecydować, więc uznałam, że post pogadankowy też może być. Bo... why not? 💁
Spałam dzisiaj długo, choć nie tak długo jak w moich możliwościach jest to możliwe 😅😅😅. Wyspałam się, zjadłam bardzo pożywne i kaloryczne śniadanie (bo, kto grubemu zabroni?) i porozmawiałam z mamą o różnych problemach, które spadły nam na głowę. Szczerze? Nic sensownego nie wymyśliłam, bo wiem, że to dopiero początek, a nie koniec. A jak wiemy, na końcu wszystko będzie dobrze. Jak już skończyłyśmy rozmawiać to przyszedł z uczelni mój brat i opowiedział nam trochę o reumatologii, którą ma na zajęciach. Ciekawe i bardzo pouczające. Później zadzwoniła moja koleżanka, potem mój kolega, który powiedział, że z jego tatą jest już dobrze i wybudził się z operacji. No cóż... jak Maassen trzyma kciuki, to nie ma chuja, musi się udać 💪. Potem zajęłam się papierkową robotą, bo ja tonę normalnie w tych wszystkich papierzyskach. A i tak dzisiaj jeszcze nie wszystko ogarnęłam. Potem się tą "zacną" robotą znużyłam i zrobiłam sobie dwugodzinną drzemkę (bo po co sobie żałować). Snów nie pamiętam. Może i pamiętam, ale nie chcę pamiętać. W życiu też tak bywa po różnych rozczarowujących sytuacjach. Czasem jest tak, że nie chcemy o czymś rozmawiać, bo po prostu coś nam nie daje spokoju i cały czas "siedzi" w naszych myślach. To boli... nikt nie zrozumie tego, jeśli tego nigdy nie doświadczył. Generalnie to życie boli.
poniedziałek, 2 lutego 2026
Coś zaczyna mnie rozkładać...
Dobry wieczór 👋
Dzisiaj jak wstałam nie czułam się najlepiej, bo czuję, że coś zaczyna mnie rozkładać. Zapewne po tych dniach kiedy wiedziałam, że muszę dać radę teraz jestem w kiepskiej formie. Mam podwyższoną temperaturę, boli mnie gardło i jak oddycham to słychać takie rzężenie. Ech... zawsze coś. Z drugiej strony wcale mnie taki obrót rzeczy nie dziwi, bo po zmęczeniu, życiu w napięciu i stresie zawsze jestem potem chora, bo organizm pracował na dużych obrotach. Mam nadzieję, że jakoś szybko się wykaraskam i będę jakoś funkcjonować. Muszę być zdrowa, bo luty w sex shopie to bardzo intensywny i pracowity miesiąc. Także nie mogę sobie pozwolić na chorowanie. Niemniej, życie potrafi zaskakiwać i wiecie... powiedz Bogu o swoich planach, a na pewno się zaśmieje.
No nic, idę się wykąpać i spać, bo rano trzeba wstać i być zwartą i gotową do pracy. Na koniec tego postu pochwalę się Wam moimi nowymi butami i spodniami w iście landrynkowym tonie.
Spójrzcie proszę poniżej 👇.
niedziela, 1 lutego 2026
Słodkie lenistwo po maratonie w pracy
Dobry wieczór/Dzień dobry Kochani! 👋 Taaak wiem wiem co chcecie powiedzieć, że obiecałam więcej i częściej pisać, nie zawodzić, być regularną itede itepe. I know, I know 😅😅😅😆😆😆. Nie mam nic na swoje wytłumaczenie oprócz tego, że miałam w pracy maraton. Pracowałam 7 dni z rzędu po 12h. Moje ostatnie siedem dni wyglądało tak, że wstawałam, malowałam się, jechałam do pracy, pracowałam w sex shopie, wracałam do domu, zjadłam, myłam się i szłam spać. I tak przez wszystkie siedem styczniowych dni. I wiem, że znajdą się osoby, które powiedzą mi, że jest mnóstwo osób, które codziennie pracują po dwanaście godzin i żyją, ale... ani nie jest to przyjemne, ani zdrowe. Koniec kropka. Duża kropka. Niemniej jestem z siebie zadowolona, że dałam radę, że byłam miła dla klientów i, że wytrzymałam mimo, że w ostatnie dwa dni już byłam zdenerwowana, miałam zawroty głowy i leciała mi krew z nosa. Byłam już zmęczona i zirytowana, że nie mam nic życia po pracy. Wytrzymałam i z tego się cieszę, ale mam nadzieję, że już długo nie będę w takim rytmie pracować, bo bym się po prostu zajechała.
Jak już ponarzekałam to mogę się pochwalić, że osiągnęłam mój najwyższy koszyk (czyt. paragon) w mojej sexshopowej historii, ponieważ sprzedałam jednemu klientowi za 2612 złotych. Jestem naprawdę z siebie zadowolona i uważam, że ta sprzedaż była perfekcyjna. Znałam już tego klienta, więc wiedziałam co zrobić, aby taki paragon osiągnąć. Dodatkowo w styczniu tego roku osiągnęłam najwyższy ogólny koszyk w mojej wspomnianej wyżej sexshopowej historii. Też mnie to cieszy, ponieważ z racji tego, że jestem perfekcjonistką to lubię być lepsza ode mnie samej. Ode mnie z zeszłego tygodnia, ode mnie z zeszłego miesiąca i zawsze iść do przodu mimo różnych przeciwności życia. Jestem zadowolona i troszkę z siebie samej dumna 😎😀😁💪.
czwartek, 15 stycznia 2026
Obyś sczezł na tym rowerze! UKRADLI MI ROWER...
Tę historię chciałam Wam już opowiedzieć jakiś czas temu, ale byłam zajęta pracą i przygotowaniami do świąt, więc dzisiaj ją usłyszycie. Przed Świętami Bożego Narodzenia ktoś ukradł rower sprzed moich drzwi do mieszkania. Rower mojego brata od dwóch lat stał przed drzwiami, bo codziennie był używany, więc wydawało się nam, że nie ma sensu chować go co dzień do piwnicy. Jakże byliśmy w błędzie...
środa, 14 stycznia 2026
Hello Kitty vibes
poniedziałek, 12 stycznia 2026
Propozycje narkotyków na Piotrkowskiej
Nie od dziś wiadomo, że Piotrkowska nie należy do najbezpieczniejszych ulic w Łodzi. Jest to ulica, na której kwitnie życie, handel i zabawa. Bójki, romanse, krzywe interesy, seks w bramach i inne atrakcje to tylko przedsionek do piekła. Chce się aż powiedzieć - DZIEJE SIĘ W ŁODZI!
Mieszkam w Łodzi 32 lata i szczerze mówiąc nie jestem stałą bywalczynią na Piotrkowskiej, ponieważ szczerze mówiąc nie przepadam za jej "urokiem". Wiadomo, że przejdę się na jarmark bożonarodzeniowy w grudniu, zdarzy mi się wybrać na LMF, pójść do pubu w Halloween, czy też w noc andrzejkową. Jak jeszcze byłam otoczona kilkoma przyjaciółkami to zdarzało mi się jeszcze z 5-10 razy być w roku na Pietrynie, ale teraz... jestem raz na ruski rok. Nie czuję takiej potrzeby, aby tam być, ponieważ ani za dużo nie piję, ani nie jestem jakąś zagorzałą imprezowiczką, przygód seksualnych nie szukam. No po prostu mniszka pełną gębą! 😅😆😂😁😁😁 Generalnie spotkać mnie na Piotrkowskiej graniczy po prostu z cudem. Ostatnio byłam tam u mojego kumpla podczas Halloween. I tak... nadal umiem się zgubić na Pietrynie. No i właśnie mój kumpel powiedział mi, a raczej opowiedział wiele ciekawych rzeczy o najsłynniejszej łódzkiej ulicy. Raz - jest niebezpiecznie, dwa - codziennie są bójki, trzy - seks w bramach to codzienność, propozycje narkotyków - w każdą noc. Ja to chyba żyłam pod kamieniem, ale nie miałam pojęcia, że to faktycznie się dzieje tak często i na taką skalę. Szczerze? Po usłyszeniu takich rewelacji byłam w szoku. Jak tak sięgnę pamięcią to widziałam jedną solidną bójkę na Piotrkowskiej przed jakimś klubem, sporo dziwnych ludzi i jeszcze więcej pijaków. Generalnie nie zaprzeczę, że nie czułam dziwnej, mrocznej atmosfery na Piotrkowskiej, bo czułam. Po zmroku nie jest tam zbyt przyjemnie i na pewno już nie jest bezpiecznie. Pamiętam też jak jeden facet zaczepił mnie i moją ówczesną przyjaciółkę i zadał pytanie czy chcemy mieć z nim dziecko. Był też facet, który zapraszał mnie z przyjaciółką do hotelu. Na szczęście nie spotykały mnie jakieś niebezpieczne sytuacje, po których włos zjeżyłby mi się na głowie. Poza tym ja należę do osób, które unikają niebezpieczeństw, więc nie pcham się w miejsce gdzie mogłoby mi się coś stać. I polecam to każdemu, kto mnie czyta. Szanujcie swoje życie i uważajcie na siebie!!! 💪
Adrian (mój kolega) opowiedział mi, że jako promotor klubu go-go codziennie dostaje propozycje zakupu narkotyków. Byłam w szoku. Spytałam go: "jak to? tak po prostu dochodzą do ciebie i oferują dragi?". Powiedział mi, że tak po prostu i bez zawahania. Dziwię się, że ci dilerzy się nie boją, że tak na lajcie oferują swój towar. Szok! Ja to chyba życia nie znam 😂😅😆. Naprawdę nie byłam świadoma tego, że to się serio dzieje na Piotrkowskiej. I jeszcze bardziej cieszę się z tego, że ja tam za często nie bywam. Wolę zdecydowanie spokojniejsze miejsca na mapie Łodzi, a takich jest naprawdę sporo.
Zapytałam Adriana co mu proponowali. Powiedział, że króluje trawa (marihuana), mefedron (zwany królewskim dopalaczem) i feta (znana wszystkim amfetamina). No cóż... wykończyć chcą ludzi stymulantami i bardzo mi się to nie podoba. Jako terapeuta uzależnień jest mi bardzo przykro, że narkotyki cały czas funkcjonują i niestety wiem, że funkcjonować w miastach dalej będą. Jestem ogromną przeciwniczką narkotyków i moim marzeniem jest, żeby świat był z tego oczyszczony, ale wiem też, że to utopia, która nigdy się nie ziści.
Tymczasem.





































