niedziela, 1 marca 2026

WIOSNA idzie! :D

Co by nie mówić o wczorajszym dniu to dzisiaj trzeba przyznać, że jest po prostu pięknie 😃. Nie da się ukryć, że widać iż już WIOSNA IDZIE. Nie wychodziłam dzisiaj nigdzie, ale patrząc przez okno widać i generalnie czuć w powietrzu, że jeszcze trochę, jeszcze chwilę i zacznie się piękna wiosna. Wy też czujecie jej zapach? 😀🌞🌄





To zdjęcie zrobiłam sobie 8 miesięcy temu, jakoś w sierpniu. To był bardzo stresujący dzień dla mnie, niemniej zawsze należy patrzeć na wszystko co nas w życiu spotyka przez różowe okulary. Nawet nie wiecie jak te okulary różowe z perełkami przyciągały wzrok przechodniów 😅😅😅. Świat, a raczej Łódź nie jest nadal gotowa na takie okulary, a szkoda. Ważne, że ja jestem na nie gotowa 💪😎. 






Macie już jakieś pomysły na urlopy, na wakacje? 😉




Buziaczki i udanej dla Was niedzieli! 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘


On był Arab, ona blond...

Chciałoby się powiedzieć: "kuuurwaaa, ja pieeeerrrrdoleeee". 

Wczorajszy dzień mnie strasznie dobił, ponieważ na koniec dnia miałam okropnych klientów. Takich klientów, przy których ma się ochotę płakać z bezsilności i wykrzyczeć, aby spierdalali jak najdalej przez obelgi jakimi mnie obrzucili. Na szczęście w sex shopie był także mój zaprzyjaźniony klient policjant oraz inny miły klient. A było to tak.



Koło 20:50 rozmawiałam sobie miło z Dawidem (klient policjant). Sprzedałam mu piękny choker z diamencikami i była naprawdę fajna atmosfera. Zresztą jak zawsze gdy przyjeżdża do mnie na zakupy. Po pewnym czasie do sex shopu przyszła sobie taka parka. Doszli do lady, wyciągnęli jakąś podejrzaną fiolkę, w której był płyn i jakieś okruszki. Niby miała być to fiolka z perfumami, ale wyglądało to bardzo podejrzanie. Po chwili klient otworzył i chciał, abym się tym sztachnęła - tak powiedział. Zbliżał sobie fiolkę do nosa i mocno się zaciągał. Wyglądało to komicznie i przerażająco. Powiedziałam mu, że ja nie mam obowiązku się zaciągać czymkolwiek od klientów. Wtedy wpadł w szał i zaczął mnie wyzywać od idiotek i kurew. Gadał jeszcze obrzydliwe rzeczy pod nosem i ta jego blond dziewczyna powiedziała mu po cichu, aby się uspokoił, ale nie chciał słuchać. Następnie poszedł do pompek powiększających penisa i denerwował się, że z każdego modelu jest tylko jedna sztuka. W końcu ten okropny klient tak się wkurwił, że zaczął obrażać klienta (policjanta). Mówił tak: "co to jest, to ochrona czy co to, niech spierdala", "słyszysz typie, spierrrdalaj!". W pewnym momencie zrobił ruch jakby chciał rzucić we mnie tą pompką powiększającą penisa. Niemniej zachowałam spokój, bo podejrzewam, że ten klient (z jakiegoś arabskiego kraju) był naćpany. A jeszcze bardziej przerażające jest to, że Polka pozwoliła się związać z takim typem, który ani urodą nie grzeszył, ani intelektem, ani tym bardziej kulturą osobistą. Przykro mi, że trafiłam na takiego klienta, który po prostu popsuł mi cały dzień, który nie był złym dniem.


On był Arab, ona blond...













Niestety tacy klienci też istnieją i chodzą po naszym pięknym świecie. Mimo iż w sex shopie rzadko miewam takie nieprzyjemne sytuacje to niestety czasem się zdarzają. W handlu nie można powiedzieć klientowi, że jest parszywym skurwysynem. Trzeba zachować spokój. Tak też zrobiłam. Gotowały mi się nerwy wewnątrz mnie, aż w pewnym momencie myślałam, że na środku sex shopu ze złości i przykrości zwymiotuję, ale nad tym wszystkim czuwał Dawid, któremu jestem po prostu bardzo wdzięczna. Zresztą podziękowałam mu, że został póki ten ciapaty nie wyszedł. 


I wiecie co jeszcze mnie boli? To, że całe życie wspierałam ludzi, wspierałam mniejszości, a nakrzyczał na mnie i zwyzywał mnie okrutnie Arab. Arab w Polsce zwyzywał Polkę... to jest jakiś nonsens. Każdy kto przyjeżdża do innego kraju powinien, ba! ma obowiązek szanować ten kraj i ludzi, którzy w nim mieszkają. Niestety niektórzy się panoszą, okrutnie panoszą. W takich momentach rozumiem podejście Konfederacji i to jak Kaczyński bronił Polski przed właśnie takimi ludźmi, którzy przyjeżdżają i niszczą nasz kraj i kulturę. 







No cóż... na pewne rzeczy nie mamy wpływu, świat się nie zmieni i ludzi, ale zawsze opłaca się próbować. Już dawno nikt mnie tak nie wytrącił z równowagi. Mam mnóstwo problemów w życiu i ostatnimi czasy smutków, a tu jeszcze coś takiego. Czasem odechciewa się żyć...



Tymczasem. 

czwartek, 26 lutego 2026

Insomnia level hard...

Jest już po 3 w nocy (dla niektórych to już nad ranem), a ja nadal nie śpię. Przez ostatni rok rzadko byłam na nogach o tej porze, bo wiadomo... obowiązki, praca wymagająca spania i inne takie. Generalnie może z kilka razy robiłam coś o tej godzinie. Niemniej i tak chodzę późno spać, bo około 2 w nocy, a wstaję do pracy o 8. Pamiętam jak kiedyś musiałam się nasłuchać, że jak miesiąc będę funkcjonować inaczej i rano wstawać to się polubię z porannym wstawaniem. Serio? Do dzisiaj mi się to nie zmieniło. Ja znam siebie i nigdy rannym ptaszkiem nie będę, bo to nie jest zgodne z moim naturalnym zegarem biologicznym, który jest ustawiony na tryb SOWA. Tak już niektórzy mają i koniec. Na pewno rzeczy wpływu nie mamy. I choćbym spała po 10h to i tak o 8 rano jestem nieprzytomna, bo to nie jest moje normalne środowisko 😅😆. 


Dzisiaj (tak właściwie to wczoraj, ale dzisiaj też) miałam dzień wolny, więc mogłam sobie zrobić jak dawniej drzemkę popołudniową. I... zrobiłam 😅😆😆😆. Drzemka trwała jedyne 4h 😂😂😂. Noooo coooo?! Potrzebowałam tego 😁😂😅😆😆😆. Także już możecie się domyślić dlaczego powstała mi insomnia level hard. Po prostu jestem wyspana, więc teraz sen nie przychodzi. Także, aby nie marnować tego, że nie śpię postanowiłam wgrać na mój dysk przenośny foldery ze zdjęciami, które nie są mi potrzebne w moim laptopie. Zeszły mi na to jakieś 2 godziny, więc git. Pooglądałam sobie te zdjęcia w tych folderach. Hmmm... trochę tak jakby mnie nostalgia złapała, bo przeglądałam fotki mojej rodziny, moich byłych dwóch przyjaciółek i dawnego znajomego Jacka (tylko znajomego, aby nie było!!!). I wiecie co? Tak po prostu bywa, że coś się kończy, aby coś mogło trwać, albo rozpocząć się na nowo. Uważam też, że nie warto wchodzić drugi raz do tej samej wody. My się zmieniamy, inni się zmieniają i to jest po prostu normalny proces w życiu. A poza tym... nie wiem czy chciałabym na nowo odnawiać stare relacje. Raczej już nie, bo mam swoje życie, swoje hobby, nowych znajomych i zupełnie inny tryb życia i także zupełnie inne problemy niż kiedyś. To jest całkowicie coś innego. Niemniej nie wszystkie furtki pozamykałam i nie mówię ostatecznie do widzenia, ale nie jestem w stanie angażować się w za wiele osób, ponieważ mam tyle spraw na głowie, że nie dałabym rady poświęcać takiej liczbie osób czasu. To jest nieosiągalne w tej chwili. A z drugiej strony? Dobrze mi jak jest teraz. Było minęło.









Już niebawem będzie 4 nad ranem, więc nie wiem czy powinnam się kłaść spać, czy lepiej już jak posiedzę do 05:30 i obudzę brata na egzamin. Może tak zrobię. Nie chciałabym, aby zaspał przez moją niesubordynację. Może jeszcze jakiś post napiszę na blogu? Co Wy na to? 😋😁 Skoro już i tak nie śpię, to może to wykorzystajmy i zróbmy z tego pożytek? 😈😈😈😈😈😈





Zaskakuje też mnie to jak ten czas zapieprza. Niedawno zaczął się nowy rok 2026, a mamy już samą końcówkę lutego i za chwilę nadejdzie wiosenny miesiąc. To jest istne szaleństwo. I w ogóle cały czas odnoszę wrażenie jakbym się spieszyła, gdzieś była ponaglana i jakbym o czymś zapomniała. Dziwne uczucie... Też tak czasem macie? <Maassen myśli> 






A jak tam Wasze noce? Śpicie dobrze, czy bezsenność nie daje Wam spać?




Buziaki 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘


poniedziałek, 23 lutego 2026

Przestało mi się chcieć...

Jutro (tak właściwie to dzisiaj) do pracy, do sex shopu. Szczerze? Wolałabym, aby czas się zatrzymał, aby była powódź, tornado, burza śnieżna, aby Bałtyk wylał, albo aby wojna się rozpoczęła. Przestało mi się chcieć... przestało mi się chcieć angażować, przestało mi się chcieć starać, bo tak naprawdę zdałam sobie sprawę, że jestem produktem systemu, którego zadaniem jest tylko robić dobry utarg, być zabawiaczką klientów (niekiedy obrzydliwych) i niedocenioną osobą, która dawała z siebie wszystko. Byłam na 100% zaangażowana w to co robię, bo jak wiecie lubię być w tym co robię najlepsza. Niestety w mojej pracy mam być tylko maszynką do zarabiania pieniędzy, coś takiego jak dziewczyny z klubu go-go. Jak się przynosi zyski to jest ok, ale jak nagle sprzedaż spada to pojawia się... problem (???), niechęć do człowieka, a nawet nienawiść i oczywiście mobbing. Dla mnie to jest naprawdę "zabawna" sytuacja i taka zniechęcająca, ponieważ praca w sex shopie to powinna być zabawa, relaks, przyjemna robota, a nie jest tak do końca. Nie wyobrażam sobie jak totalnie niedouczone babsko z administracji może mieć pretensje do pracownika agenta, że słońce nie świeci, że to, że tamto, że sramto. To jest jakiś jeden wielki nonsens! Ba! jeszcze dałoby się przeżyć spokojne komentarze z dodatkiem krytyki, ale słuchania krzyków i stosowania mobbingu nie da się i NIE WOLNO akceptować. To jest jakaś paranoja, że zaczyna mnie właśnie brzuch boleć na samą myśl, że jutro idę do pracy, na 12 strasznie długich godzin. Takie coś nie powinno mieć miejsca, ale ma, NIESTETY. 





I oczywiście, że teraz mogłyby się posypać od Was pytania: "To rzuć tę robotę", "To odejdź", "To pozwij babę za mobbing". Oczywiście, że mogłabym, oczywiście. Niemniej zdaję sobie sprawę, że znowu jesteśmy w czasach rządu Tuska i znowu z pracą jest koszmar. Większość ludzi wchodzących na rynek pracy nie może tej pracy znaleźć. Obojętnie czy macie wykształcenie podstawowe, średnie czy wyższe jest ten sam problem - PRACY NIE MA i nie wiadomo kiedy będzie. Niestety pracodawcy wolą zatrudniać tylko emerytów, niepełnosprawnych, studentów, no i oczywiście Ukraińców, bo im się to po prostu opłaca finansowo. I ja rozumiem, że każdy chce zarobić jak najwięcej, ale... prawda jest taka, że im głębiej się nad tym zastanowić tym się to tak naprawdę nie opłaca. 

Mam mnóstwo wniosków i spostrzeżeń odkąd pracuję w sex shopie i mogłabym dużo napisać, ale i nawet tego już mi się nie chce, bo czuję zniechęcenie i niedocenienie mojej osoby. Już nawet klienci niektórzy (ci co byli zmuszeni kupić coś dla kogoś i przekroczyć próg sex shopu) powiedzieli mi, uwaga cytuję: "co taka dziewczyna jak Ty, robi w takim parszywym miejscu",  "uciekaj stąd i zajmij się porządną pracą", "marnujesz się tutaj". Od kilku klientów usłyszałam takie zdania i było mi zarazem miło jak i strasznie smutno, bo... kurwa, mają rację. Marnuje się robiąc to co robię, nie mam prawie życia prywatnego przez pracę po 12h i... zaczynam mieć coraz większego doła przez babę z administracji. Naprawdę przestało mi się chcieć.






No cóż... idę wziąć kąpiel i położę się spać, abym chociaż trochę była wyspana. Niemniej powiem Wam, że mój entuzjazm jest 2/10. Kompletnie mi się nie chce nigdzie iść, nigdzie. Niestety jeszcze długo sobie tak naprawdę nie odpocznę. Ratuje mnie w tym wszystkim tylko moja anielska cierpliwość i tylko to. Nic więcej. 












Tymczasem. 


niedziela, 22 lutego 2026

Byle do Wiosny!

Mój pradziadek podobno mawiał, że czas w roku między zimą, a wiosną jest najgorszy. Najgorszy z wielu powodów, zaczynając od chorób, zmian ciśnienia i pogarszającego się samopoczucia. Powtarzał, że... BYLE DO WIOSNY. Wiosną wszystko ma się zmienić, ma nastać nowe, lepsze, ma być po prostu już dobrze. I wiecie co? Też tak to widzę! 





Luty jest dosyć trudnym miesiącem i to nie dlatego, że jest zimno, szaro i roi się od wszędobylskich serduszek, które wywołać mogą co u niektórych mdłości spowodowane za dużą dawką słodyczy. Luty ma w sobie taką energię, że... po prostu ma się ochotę schować pod koc z kubkiem gorącej herbaty i pudełkiem ciasteczek maślanych. W lutym nie chce się robić, nie chce się żyć, nie chce się kompletnie NIC. A przynajmniej ja tak mam i wiele osób, z którymi miałam przyjemność rozmawiać. Luty jest do bani. 






Dzisiaj cały dzień pada i cały przyszły tydzień w Łodzi ma tak wyglądać. Szczerze? Może to i lepiej, bo atmosfera się trochę oczyści i nie będzie takiego "gęstego" klimatu. Deszcz jest potrzebny naszej planecie, ziemi, ale i nam ludziom, ponieważ zawsze deszcz niósł ze sobą oczyszczenie. Zawsze tak było. 

Siedzę sobie i piszę na blogu dla siebie i dla Was, a za oknem słyszę kropelki spadającego deszczu, który uderza o parapet zewnętrzny. Otworzyłam nawet sobie okno, aby przewietrzyć mój pokój, zaznać świeżego powietrza i posłuchać naturalnego ASMR. Dobrze to robi mojej głowie, naprawdę dobrze. 












BYLE DO WIOSNY! 💫


środa, 18 lutego 2026

Długa kąpiel w wannie, pieczenie uszu i CZAS NA SEN...

Jest już po północy i zaraz wezmę się za zmycie makijażu i pójdę na długą kąpiel do wanny. Uwielbiam leżenie w pianie i w olejku i... chillowanie. Bardzo potrzebuję takiego wyciszenia i relaksu po dniu dzisiejszym, który był długi, męczący, stresujący i... pieką mnie dzisiaj tak uszy, że albo ktoś mnie obgaduje albo przemarzłam przez chodzenie bez czapki. Choć znając życie bardziej skłaniałabym się ku pierwszej opcji. Znając moje ostatnie szczęście to też jestem za pierwszą z opcji 😂😅😆.



Ostatnio mam tyle refleksji co do ludzi i świata, że bardzo chciałabym się z Wami tym podzielić na Myślach Kobiety Wyzwolonej, ale muszę mieć więcej czasu na napisanie dłuuuuuugiego postu. Wiele refleksji jest smutnych, bo i moje obserwacje skłaniają mnie do przykrych spostrzeżeń co do ludzi. O ile świat byłby piękniejszy gdyby ludzie nie byli dwulicowi, zakłamani, nielojalni. Gdyby byli po prostu uczciwi i zwyczajnie dobrzy. Z tego co widzę być dobrym to być AŻ DOBRYM CZŁOWIEKIEM. Niestety człowiek człowiekowi wilkiem i chyba już niestety tak pozostanie. Oczywiście z pełnym szacunkiem dla tych pięknych zwierząt. 



Ajjjj... pieką mnie te uszy niemiłosiernie, aż mam czerwone. I tak cały dzisiejszy dzień miałam. Ciekawe, któżby chciał mnie obgadywać. Ech... myślę, że nikt nie ma powodów, bo żyję sobie i nic nikomu nie robię. Zdecydowanie muszę zacząć nosić znowu czapkę.







Dobra moi mili, czas na mnie. Idę zmyć makijaż płynem micelarnym z kwasem hialuronowym od Garniera (teraz jest fajna promka i kosztuje tylko 22 złote), wziąć kąpiel, posłuchać troszkę ASMR i pójdę spać. Długo nie będę spała, ale odeśpię pojutrze. 





Kolorowych snów Kochani! 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘

wtorek, 17 lutego 2026

Praca, praca, praca i o! - JECHAŁA PO MNIE JAK PO ŁYSEJ KOBYLE

Dzień dobry Kochani! 😘

Jak widać nie poprawiłam się tak jak obiecywałam za co przepraszam, no ale siła wyższa chciałoby się rzec. Praca, praca, praca i o! <rozkłada ręce> Styczeń minął mi jak z bicza strzelił, a luty nie jest lepszy, bo spieszy się tak okrutnie, że jestem w szoku, że aż tak. Trochę jest to przerażające i trochę dołujące 😬. No, ale co się zrobi jak nic się nie zrobi. 


Dzisiaj trochę ogarnęłam chałupę, trochę chciałam odpocząć, ale jestem zestresowana po wczorajszej rozmowie z jedną patologiczną babą. No normalnie niektórzy to umieją wkurwić samym wyświetleniem się na telefonie. Nie wiem jak można swoje problemy osobiste przerzucać na pracowników. Choć prawda jest taka, że ja nie jestem tej kobiety pracownikiem, więc niby nie powinnam się przejmować, ale nienawidzę chamstwa, braku kultury osobistej i generalnie szeroko pojętego prostactwa. Już mam dosyć pozwalania sobie, żeby jakaś baba jechała po mnie jak po łysej kobyle. Dosyć mam. Już wczoraj to mi się ulało - mówiąc jej językiem. Wkurwiona jestem, ale jest mi też przykro, bo uważam, że jestem dobra w tym co robię, klienci mnie uwielbiają, jestem mega zaangażowana w moją pracę, a ktoś przyczepi się o byle 💩, bo nie został w życiu dobrze przez chłopa wyruchanym. No kurwa... 😅😅😅. To jest taki paradoks, że hej.





No cóż... samo życie. Nic się nie poradzi na brak ogłady innych ludzi, po prostu są i tyle. Są ludzie i parapety, a klamką trzeba się urodzić - tak to się mawiało za czasu mojego gimnazjum. I coś w tym jest. Na pewne sprawy, na pewnych ludzi się nic nie zrobi, choćby człowiek miał się naprawdę zmęczyć. 



Cóż... <rozkłada ręce>


😞

niedziela, 8 lutego 2026

GRUDZIEŃ 2025 oczami MotorOLI, czyli... przepiękne Święta Bożego Narodzenia, lepienie pierogów, suplementacja kolagenu, świąteczne outfity i cudownie ozdobiony kościół pod wezwaniem świętej Anny (25 zdjęć!!!)

W końcu! W końcu się doczekaliście postu zbiorczego z grudnia 2025 roku. Wielu z Was właśnie czekało na ten post i w końcu się doczekaliście. Ja sama zbierałam się do jego napisania, ale w końcu siadłam i zaczęłam pisać. 

Grudzień jest jednym z moich ulubionych miesięcy w roku, ponieważ jest wtedy po prostu magicznie, niesamowicie nastrojowo, ludzie są dla siebie bardziej mili i uprzejmi. Świat jakby się zatrzymuje i można nad wieloma sprawami się zastanowić. Grudzień ma w sobie niesamowitą magię i czar. Ten miesiąc jest po prostu jednym z piękniejszych miesięcy w kalendarzu. 


W grudniu 2025 działo się w moim życiu bardzo bardzo dużo. Miałam sporo pracy (spodziewałam się nawet więcej roboty), zrobiłam ogromną ilość zakupów i zapasów, przygotowania do świąt wciągnęły mnie tak niesamowicie, że lepiłam pierogi całą noc wiedząc, że na następny dzień idę do pracy i będę nieprzytomna, ale szczęśliwa, że po latach zrobiłam pierogi według przepisy mojej świętej pamięci babuni. W grudniu działo się bardzo dużo i dostałam przed świętami najpiękniejszy prezent pod postacią listu, który "zamiótł" mnie niesamowicie. Niemniej piękniejszego prezentu na te święta dostać nie mogłam. Ale nie ma co gadać, czas pokazać co się działo w moim życiu w grudniu 2025 roku. Zapraszam do relacji w zdjęciach! 😀😀😀








W tym roku ubrałam moją małą, białą choineczkę w sam łańcuch holo i światełka różowe. Bardzo delikatny, ale wdzięczny efekt uzyskałam. Choinka ma już jakieś 6 lat, ale nadal pięknie się prezentowała. 



Burgel Drwala musi być. To droga "kanapka", ale co jest w tych czasach tanie? Drwalem można się naprawdę najeść. W tym roku zjadłam jednego i to mi do szczęścia wystarczyło. Adrian niestety mnie pobił i zjadł ponad 5 Drwali w tym roku. A co tam, raz się żyje! 😁😁😁 



A tutaj możecie zobaczyć moje przygotowania do wigilijnego farszu do pierogów. Skroiłam ponad 5 kilogramów pieczarek i muszę wam powiedzieć, że to bardzo żmudna i męcząca robota, ale za to bardzo satysfakcjonująca i nawet relaksująca. Można naprawdę zebrać myśli.



Pierogi w przygotowaniu. No i widzicie także po prawo na zdjęciu gotowy już farsz na pierogi.



Mój brat od ponad 10 lat jest wegetarianinem, więc postanowiłam zamówić wege tuńczyka do przygotowania świątecznej sałatki z kukurydzą i tuńczykiem. Powiem wam, że to jest najlepsza imitacja tuńczyka jaką kiedykolwiek jadłam. Jeden "tuńczyk" kosztował mnie 14 złotych, ale warto było. 



Jestem ogromną fanką świątecznych ozdób i generalnie świętego Mikołaja. Jak zobaczyłam tego Mikołaja na wystawie to musiałam mu zrobić zdjęcie, bo był po prostu piękny.



Tak prezentowałam się komoda w moim pokoju stołowym podczas Świąt Bożego Narodzenia 2025. Jak Wam się podoba? 👼👼👼



Na TEMU zamówiłam takiego Mikołaja. Na żywo jeszcze lepiej się prezentował.



A tutaj widzicie kawałek mojego wigilijnego stołu. Po lewo jest rybka smażona w cieście, a dokładniej Mintaj. Po prawo pierogi własnej roboty, które są odsmażone na masełku. Wyborne wyszły! 💛😋



Pierogi z kapustą i grzybami to moja ulubiona potrawa wigilijna. U mnie pierogi robi się z pieczarek i jakichś grzybków. W tym roku były w pierożkach podgrzybki. 



Klimatycznie, prawda? Wyżerka była zacna, ale po to są właśnie święta, aby było na bogato, rodzinnie i miło.



Tak wyglądała moja stylówka na Pierwszy Dzień Świąt Bożego Narodzenia. Było iście na czerwono - tak jak lubię. Już dawno nie miałam ust umalowanych na czerwono.



Kupiłam kolagen, aby go suplementować. Zdecydowałam się na kolagenowe żelki dla dorosłych. Smaczne!



A tak wyglądała moja stylizacja na Wigilię. Skromnie, biało i czysto. Iście anielsko! 😇😇😇



A tu zdjęcia przed parafią pod wezwaniem Świętej Anny w Łodzi.



Pięknie! W ogóle ta plebania jest piękna. I jest tu wyjątkowo dobra energia. 



Widać, że księża ze Świętej Anny lubią światełka tak jak i ja 😁😅😆💪.



Jak Wam się podoba? 💙💙💙



A tak wyglądało wejście do kościoła. Uważam, że sposób założenia światełek był bardzo dobry. Pięknie to wyglądało.



A tutaj wnętrze kościoła Świętej Anny.



Tego farszu tak drobno pokrojonego wyszło z 8 takich misek. Duuuuuuuużo!!!



Pierogów wyszło mi 300!!! Wiem, że na bogato, ale warte były każdej godziny podczas, której je lepiłam. Przepyszne były.



A tu karp. Karp nieodzownie kojarzy mi się tylko z zimowymi świętami. W innym okresie w roku ich nie jadam, bo uważam, że najlepiej smakują tylko na Święta Bożego Narodzenia. 



Aby karp nie śmierdział, nie był mulisty należy go dobrze wymoczyć w wodzie. Moja mama robi przepysznego karpia. Najlepszego jakiego kiedykolwiek jadłam.



Ten kubek dostałam od Kasi na święta i bardzo dobrze mi się w nim pije, bo szkło jest dosyć cienkie, a to zdecydowanie do mnie przemawia. Wypiłam mnóstwo herbatek zimowych, oczywiście z pomarańczą. Pychota! 











I tak otóż minął mi grudzień 2025. Było miło, spokojnie, bardzo apetycznie i po prostu dobrze. Uważam, że był to najlepszy miesiąc 2025 roku.


Sam rok 2025 był dla mnie czasem naprawdę trudnym, ale niepozbawionym radości. Przeszłam przez różne problemy (kosmiczne i absurdalne wręcz!!!), ale dałam radę, wytrzymałam, wstałam z kolan i sobie poradziłam tak jak umiałam najlepiej. Poznałam nowe osoby, które okazały się bardzo pozytywnie nastawionymi ludźmi, którzy w końcu nie narzekają i żyją pełnią życia. To dla mnie jakaś odmiana, bo latach słuchania narzekań i depresyjnego vibe`u. Niemniej ja uważam, że wszystko co nas w życiu spotyka, jakich ludzi przyciągamy do swojego życia w danym okresie jest po prostu nam potrzebne. Mieliśmy tego wszystkiego doświadczyć, wyciągnąć lekcje, aby móc iść dalej. Za wszystko należy być wdzięcznym, za każde dobro i zło, ponieważ to wszystko nas kształtuje. 








I cóż mogę Wam powiedzieć? Oby więcej takich pięknych grudni jak właśnie ten z 2025 roku.












Buziaczki moi Kochani! 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘


















































piątek, 6 lutego 2026

Mam kiepskie samopoczucie...

Cześć! ✋

Dzisiaj miałam wolne, ale... mam jakieś kiepskie samopoczucie. 

Wczoraj jak wróciłam z pracy do domu koło 23:00 to jeszcze byłam pełna energii i rozgadana. Obejrzałam bardzo zabawny odcinek Świata według Kiepskich (jakąś odczuwam nostalgię ostatnio do tego serialu) i dwa odcinki Zdrad (wciąga!). Porozmawiałam sobie z mamą i zjadłam makaron z kurczakiem i brokułami. Potem poszłam spać i spałam bardzo bardzo długo. Wręcz powiedziałabym, że nieprzyzwoicie długo, ale tego potrzebowałam po dwóch dniach pracy z rzędu. Jak już wstałam to piątek minął mi naprawdę bardzo szybko, aż jestem w szoku, że aż tak brutalnie prędko. Jak z bicza strzelił.





Pod wieczór zaczęłam mieć jakieś kiepskie samopoczucie i jestem po prostu smutna. Wszystko mnie zdołowało jak tak sobie zaczęłam myśleć. Dlatego lepiej nie myśleć, bo wtedy łatwiej i przyjemniej się człowiekowi żyje. Jest mi smutno, jestem jakaś zestresowana i co gorsza chce mi się płakać. Może to też dlatego, że od dwóch dni mnie boli lewe ucho i to coraz mocniej mi to doskwiera. Podejrzewam, że mnie zawiało, bo ostatnio zgubiłam czapkę. 






Jakieś dwa tygodnie temu nie chcąc spóźnić się do pracy musiałam jechać taxi. Jechałam z takim facetem, z którym już raz jechałam. Taki brunet koło 50, cwaniaczek, który opowiadał mi, że dla pieniędzy wiózłby nawet cysternę z gównem. Jak wchodziłam do jego taksówki to z głowy spadła mi czapka, bo to było dosyć niskie auto. Położyłam sobie czapkę (tę brązową co widzicie na zdjęciu powyżej) na kolanach podczas jazdy. Jak wyszłam z taksówki to o tym zapomniałam, więc czapka musiała mi spaść na podłogę w aucie. Zadzwoniłam po jakichś 10 minutach do taksówek i powiedziałam, że zostawiłam czapkę w taxi. Po trzech minutach od zakończonej rozmowy dyspozytorka do mnie zadzwoniła mówiąc, że taksówkarz powiedział, że ja wyszłam w tej czapce z taksówki. No cóż... oszust i kłamca. Nie wyszłam w czapce, bo jak otwierałam sex shop to już tej czapki nie miałam. Zapewne ten gościu pomyślał sobie, że to droga czapa z prawdziwego futra, którą będzie mógł sobie sprzedać, a tu się srogo zaskoczy, bo kupiłam ją za 15 złotówek na TEMU. Poza tym ja nie noszę prawdziwego futra. Zirytowałam się, bo lubiłam to nakrycie głowy i uważam, że całkiem nieźle w nim wyglądałam. Jestem rozczarowana tym gatunkiem ludzkim, który nawet ukradnie (skoro czapka została w aucie i pan się wyparł to jest to kradzież) czapkę, która była tania. Ostatnio coś często mnie okradają. MASAKRA. Ponownie człowiek mnie rozczarował i pewnie jeszcze nie raz mnie rozczaruje.








Zimno mi jakoś, a mnie jak wiecie nigdy zimno nie jest. Ech... nie mam siły, naprawdę nie mam, a mieć niestety muszę. Smutne to wszystko i takie męczące. 


A jak tam Wasze samopoczucie i zdrówko???


Buziak 💋




wtorek, 3 lutego 2026

Nie mogłam się na nic zdecydować, czyli... dzień taki meh meh meh

Dobry wieczór 👀✋ 

Dzisiaj tak się zabierałam za pisanie i zabierałam, ale w końcu nie mogłam na nic się sensownego zdecydować, więc uznałam, że post pogadankowy też może być. Bo... why not? 💁


Spałam dzisiaj długo, choć nie tak długo jak w moich możliwościach jest to możliwe 😅😅😅. Wyspałam się, zjadłam bardzo pożywne i kaloryczne śniadanie (bo, kto grubemu zabroni?) i porozmawiałam z mamą o różnych problemach, które spadły nam na głowę. Szczerze? Nic sensownego nie wymyśliłam, bo wiem, że to dopiero początek, a nie koniec. A jak wiemy, na końcu wszystko będzie dobrze. Jak już skończyłyśmy rozmawiać to przyszedł z uczelni mój brat i opowiedział nam trochę o reumatologii, którą ma na zajęciach. Ciekawe i bardzo pouczające. Później zadzwoniła moja koleżanka, potem mój kolega, który powiedział, że z jego tatą jest już dobrze i wybudził się z operacji. No cóż... jak Maassen trzyma kciuki, to nie ma chuja, musi się udać 💪. Potem zajęłam się papierkową robotą, bo ja tonę normalnie w tych wszystkich papierzyskach. A i tak dzisiaj jeszcze nie wszystko ogarnęłam. Potem się tą "zacną" robotą znużyłam i zrobiłam sobie dwugodzinną drzemkę (bo po co sobie żałować). Snów nie pamiętam. Może i pamiętam, ale nie chcę pamiętać. W życiu też tak bywa po różnych rozczarowujących sytuacjach. Czasem jest tak, że nie chcemy o czymś rozmawiać, bo po prostu coś nam nie daje spokoju i cały czas "siedzi" w naszych myślach. To boli... nikt nie zrozumie tego, jeśli tego nigdy nie doświadczył. Generalnie to życie boli.







W Łodzi mróz nie odpuszcza i jest barrrrrdzo zimno, ale mnie to nawet odpowiada, bo ja ciepło słabo znoszę, choć już nie tak źle jak kiedyś. Kiedyś to umierałam w każde lato, a teraz nawet nawet sobie radzę. Wiecie, jak człowiek musi to sobie zawsze poradzi, bo ludzki organizm jest najlepszą maszyną. Niedocenianą przez wielu ludzi.




Ech... i leżę i nie leżę i nie chce mi się ruszyć. Powinnam coś zjeść, bo jadłam tylko śniadanie. Co prawd ogromne śniadanie, ale tylko śniadanie. Może zrobię sobie zupkę pomidorową, aby się rozgrzać... to wydaje się całkiem dobrym pomysłem 👌. Jak myślicie? 😎😎😎









No dobrze, nie będę zanudzać teraz, bo chyba jednak zgłodniałam. Jak będzie mi się chciało to napiszę jeszcze jakiś post, ale już sensowniejszy. 


Buziaczki Kochani! 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘


poniedziałek, 2 lutego 2026

Coś zaczyna mnie rozkładać...

Dobry wieczór 👋

Dzisiaj jak wstałam nie czułam się najlepiej, bo czuję, że coś zaczyna mnie rozkładać. Zapewne po tych dniach kiedy wiedziałam, że muszę dać radę teraz jestem w kiepskiej formie. Mam podwyższoną temperaturę, boli mnie gardło i jak oddycham to słychać takie rzężenie. Ech... zawsze coś. Z drugiej strony wcale mnie taki obrót rzeczy nie dziwi, bo po zmęczeniu, życiu w napięciu i stresie zawsze jestem potem chora, bo organizm pracował na dużych obrotach. Mam nadzieję, że jakoś szybko się wykaraskam i będę jakoś funkcjonować. Muszę być zdrowa, bo luty w sex shopie to bardzo intensywny i pracowity miesiąc. Także nie mogę sobie pozwolić na chorowanie. Niemniej, życie potrafi zaskakiwać i wiecie... powiedz Bogu o swoich planach, a na pewno się zaśmieje. 



No nic, idę się wykąpać i spać, bo rano trzeba wstać i być zwartą i gotową do pracy. Na koniec tego postu pochwalę się Wam moimi nowymi butami i spodniami w iście landrynkowym tonie. 

Spójrzcie proszę poniżej 👇.







W świetle dziennym i nie w przekłamanym buty i spodnie są naprawdę bardzo różowe. W takim słodkim różowym odcieniu. Zarówno buty jak i spodnie kupiłam na TEMU i jestem naprawdę bardzo zadowolona. Ostatnio bardzo coś wzięło mnie na różowy, mimo iż zawsze lubiłam ten kolor i wcale nie uważam, aby zarezerwowany był tylko dla małych dziewczynek. Róż to najbardziej wdzięczny kolor, którego ogromną zaletą jest to, że potrafi doskonale odmłodzić. Polecam, Maassen 😋😊😆.






Trzymajcie się ciepło i bądźcie zdrów podczas tych arktycznych mrozów! 😘😘😘😘😘








Spokojnej nocy i samych pięknych snów!!! 💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋


niedziela, 1 lutego 2026

Słodkie lenistwo po maratonie w pracy

Dobry wieczór/Dzień dobry Kochani! 👋 Taaak wiem wiem co chcecie powiedzieć, że obiecałam więcej i częściej pisać, nie zawodzić, być regularną itede itepe. I know, I know 😅😅😅😆😆😆. Nie mam nic na swoje wytłumaczenie oprócz tego, że miałam w pracy maraton. Pracowałam 7 dni z rzędu po 12h. Moje ostatnie siedem dni wyglądało tak, że wstawałam, malowałam się, jechałam do pracy, pracowałam w sex shopie, wracałam do domu, zjadłam, myłam się i szłam spać. I tak przez wszystkie siedem styczniowych dni. I wiem, że znajdą się osoby, które powiedzą mi, że jest mnóstwo osób, które codziennie pracują po dwanaście godzin i żyją, ale... ani nie jest to przyjemne, ani zdrowe. Koniec kropka. Duża kropka. Niemniej jestem z siebie zadowolona, że dałam radę, że byłam miła dla klientów i, że wytrzymałam mimo, że w ostatnie dwa dni już byłam zdenerwowana, miałam zawroty głowy i leciała mi krew z nosa. Byłam już zmęczona i zirytowana, że nie mam nic życia po pracy. Wytrzymałam i z tego się cieszę, ale mam nadzieję, że już długo nie będę w takim rytmie pracować, bo bym się po prostu zajechała. 


Jak już ponarzekałam to mogę się pochwalić, że osiągnęłam mój najwyższy koszyk (czyt. paragon) w mojej sexshopowej historii, ponieważ sprzedałam jednemu klientowi za 2612 złotych. Jestem naprawdę z siebie zadowolona i uważam, że ta sprzedaż była perfekcyjna. Znałam już tego klienta, więc wiedziałam co zrobić, aby taki paragon osiągnąć. Dodatkowo w styczniu tego roku osiągnęłam najwyższy ogólny koszyk w mojej wspomnianej wyżej sexshopowej historii. Też mnie to cieszy, ponieważ z racji tego, że jestem perfekcjonistką to lubię być lepsza ode mnie samej. Ode mnie z zeszłego tygodnia, ode mnie z zeszłego miesiąca i zawsze iść do przodu mimo różnych przeciwności życia. Jestem zadowolona i troszkę z siebie samej dumna 😎😀😁💪. 







Dzisiaj też mija mój rok pracy w sex shopie. Bardzo szybko to minęło! Naprawdę szybko. To lekka praca, czasami bardzo zabawna, czasami stresująca, ale generalnie jest o czym opowiadać, o czym pisać i wiele wspominać można. Poznałam fajnych ludzi i codziennie (prawie!) poznaję kogoś nowego. Zapamiętałam słowa mojej klientki Marty, która powiedziała mi kiedyś, że - "Ty tu Olcia pasujesz jak cholera, Ty tu musisz pozostać". Było to naprawdę miłe i budujące, że jestem potrzebna i daję coś drugiemu człowiekowi co powoduje w nim zadowolenie, radość i takie poczucie relaksu. Wiadomo, że czasami zdarzają się klienci, który są mniej przyjemni, ale jest to zdecydowanie rzadkość. Większość jest nastawiona pozytywnie, są to otwarci ludzie i niekiedy prowadzę bardzo intrygujące z nimi rozmowy. O sex shopie można napisać książkę, naprawdę można 😎.

Oczywiście miałam chwile załamania, chwile zwątpienia. Ciężko mi było wytrzymywać w upale, który panował latem  w sex shopie, ale jakoś dałam radę. Wiedziałam, że muszę wytrzymać, a jak wiemy organizm ludzki jest niesamowity i potrafi naprawdę wiele znieść. Wytrzymałam i nawet nie zemdlałam - choć z kilka razy było blisko 😖. Niemniej i tak uważam, że coś nade mną czuwa 💫.












Także po maratonie w pracy udało mi się wypocząć w sobotę. Spałam prawie 13h 😂😂😂. Zjadłam solidne śniadanie, wstawiłam 2 pranka (kocham rozwieszać świeże pranie i nastawiać pralkę), odkurzyłam mój pokój i posprzątałam go, umyłam moją toaletkę i miałam czas dla siebie. Nawet nie macie pojęcia jak bardzo tego potrzebowałam. Potrzebowałam takiej całkowitej regeneracji mojego ciała i mojej głowy. 






A późnym wieczorem pooglądałam sobie Magię Nagości, której od lat jestem ogromną fanką. A Wy, oglądacie? 😄😄😄😎


PS Tak jak, w którymś z postów wspominałam - MOŻNA KOMENTOWAĆ MOJE POSTY, ale należy być zalogowanym w Google, aby coś po sobie pozostawić. Kiedyś możliwość komentowania była dla wszystkich, no ale znacie sytuację z trzech lat wstecz 😎.




Trzymajcie się ciepło i nie zamarzajcie! ❄❄❄❄❄❄❄❄❄❄❄❄❄❄❄❄❄❄❄❄❄❄❄❄❄




Buziaczki Kochani 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘


czwartek, 15 stycznia 2026

Obyś sczezł na tym rowerze! UKRADLI MI ROWER...

Tę historię chciałam Wam już opowiedzieć jakiś czas temu, ale byłam zajęta pracą i przygotowaniami do świąt, więc dzisiaj ją usłyszycie. Przed Świętami Bożego Narodzenia ktoś ukradł rower sprzed moich drzwi do mieszkania. Rower mojego brata od dwóch lat stał przed drzwiami, bo codziennie był używany, więc wydawało się nam, że nie ma sensu chować go co dzień do piwnicy. Jakże byliśmy w błędzie...






Kiedy moja mama szła do zsypu wyrzucić śmieci to zauważyła najpierw taką karteczkę 887 przyklejoną na Judaszu na drzwiach. Potem spostrzegła, że nie ma roweru. To był szok, bo nic nie słyszeliśmy, aby ktoś kradł nam rower. To musiał być naprawdę sprawny złodziej. Kurwa! Wkurwiłam się niemiłosiernie, bo to był rower mojego brata, który wart był ponad 3 tysiące złotych. Owszem, ktoś powie, że to nierozsądne trzymać rower na zewnątrz, ale no cóż stało się. Dwa lata stał i nikt go nie ukradł, a tu pod koniec 2025 roku ktoś zjebany postanowił go ukraść. W takich chwilach traci się całkiem zaufanie do ludzi.




Także, był rower i nie ma roweru. Złodzieje najczęściej chodzą po klatkach i szukają co mogą zwinąć kiedy ludzie zajęci są szykowaniem do świąt. W okresie przedświątecznym najwięcej jest różnych kradzieży. Co więcej, tego samego dnia kiedy ukradziono nam rower to okradziono także kilka piwnic naszych sąsiadów. MASAKRA!!! 😡😡😡😡😡😡😡😡😡












Także pod koniec 2025 okradli mnie i na Glovo i przed mieszkaniem... cudnie.




A Was kiedyś okradziono?? Możecie podzielić się swoimi historiami w komentarzach pod dzisiejszym postem. 




Spokojnej nocy Kochani! 😘😘😘

Dobranoc


środa, 14 stycznia 2026

Hello Kitty vibes

Hello Kitty to postać z animowanych japońskich bajek, które w czasach mojego dzieciństwa były bardzo popularne. To był w ogóle czas rozkwitu anime, w którym się rozkoszuję do dzisiaj. I chyba to już ze mną zostanie na zawsze. Niestety wokół Hello Kitty i wokół anime narosło bardzo wiele kontrowersji, krzywdzących kontrowersji, że niby diabelska bajka rozbudzająca seksualne fantazje, że depresyjne i autodestrukcyjne treści anime wywołują wzrost samobójstw wśród młodzieży itede itepe. Ja się tym absolutnie nie przejmuję, bo jak wiemy NIE WSZYSTKO CO MÓWIĄ INNI STANOWI PRAWDĘ, którą należałoby się przejmować. Także z tej okazji zrobiłam sobie pazurki w iście Hello Kitty vibes. Zresztą, zobaczcie sami jak się prezentują! 😁😺😺😺




Czy ta mała Hello Kitty nie jest cute? No mnie takie elementy rozczulają do dziś dzień, a mam 32 lata. Niemniej w ogóle nie czuję się na ten wiek i nie zamierzam rezygnować z takich słodkich dodatków jak na przykład różowe, przesłodkie pazurki.



Taka długość jest niestety niewygodna, ale od czasu do czasu robię sobie takie pazury, bo czuję się w nich niezwykle sexy. A Wam jak się podobają? 😻😻😻



Tak, kocham różowy niezaprzeczalnie! To najbardziej wdzięczny kolor w całej palecie barw. Różowy odmładza, dodaje dziewczęcości i jeszcze sprawia, że chce się być lepszym człowiekiem. Róż jest najlepszy i sama Coco Chanel mawiała, że RÓŻU NIGDY DOŚĆ - jeżeli chodzi oczywiście o róż na kobiecych policzkach. A Wy jak myślicie? 💗💗💗😺😺😺😻😻😻😼😼😼












Tym postem chciałam Was zainspirować do częstszego wyboru koloru różowego w ubraniach czy też w makijażu, czy paznokciach. To najbardziej wdzięczny kolor, on po prostu odmładza i dodaje nam kobietom takiej delikatności i młodzieńczego uroku. Spróbujcie i jeszcze mi podziękujecie! 😀😀😀






Różowego życia Kochani! 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘






poniedziałek, 12 stycznia 2026

Propozycje narkotyków na Piotrkowskiej

Nie od dziś wiadomo, że Piotrkowska nie należy do najbezpieczniejszych ulic w Łodzi. Jest to ulica, na której kwitnie życie, handel i zabawa. Bójki, romanse, krzywe interesy, seks w bramach i inne atrakcje to tylko przedsionek do piekła. Chce się aż powiedzieć - DZIEJE SIĘ W ŁODZI! 



Mieszkam w Łodzi 32 lata i szczerze mówiąc nie jestem stałą bywalczynią na Piotrkowskiej, ponieważ szczerze mówiąc nie przepadam za jej "urokiem". Wiadomo, że przejdę się na jarmark bożonarodzeniowy w grudniu, zdarzy mi się wybrać na LMF, pójść do pubu w Halloween, czy też w noc andrzejkową. Jak jeszcze byłam otoczona kilkoma przyjaciółkami to zdarzało mi się jeszcze z 5-10 razy być w roku na Pietrynie, ale teraz... jestem raz na ruski rok. Nie czuję takiej potrzeby, aby tam być, ponieważ ani za dużo nie piję, ani nie jestem jakąś zagorzałą imprezowiczką, przygód seksualnych nie szukam. No po prostu mniszka pełną gębą! 😅😆😂😁😁😁 Generalnie spotkać mnie na Piotrkowskiej graniczy po prostu z cudem. Ostatnio byłam tam u mojego kumpla podczas Halloween. I tak... nadal umiem się zgubić na Pietrynie. No i właśnie mój kumpel powiedział mi, a raczej opowiedział wiele ciekawych rzeczy o najsłynniejszej łódzkiej ulicy. Raz - jest niebezpiecznie, dwa - codziennie są bójki, trzy - seks w bramach to codzienność, propozycje narkotyków - w każdą noc. Ja to chyba żyłam pod kamieniem, ale nie miałam pojęcia, że to faktycznie się dzieje tak często i na taką skalę. Szczerze? Po usłyszeniu takich rewelacji byłam w szoku. Jak tak sięgnę pamięcią to widziałam jedną solidną bójkę na Piotrkowskiej przed jakimś klubem, sporo dziwnych ludzi i jeszcze więcej pijaków. Generalnie nie zaprzeczę, że nie czułam dziwnej, mrocznej atmosfery na Piotrkowskiej, bo czułam. Po zmroku nie jest tam zbyt przyjemnie i na pewno już nie jest bezpiecznie. Pamiętam też jak jeden facet zaczepił mnie i moją ówczesną przyjaciółkę i zadał pytanie czy chcemy mieć z nim dziecko. Był też facet, który zapraszał mnie z przyjaciółką do hotelu. Na szczęście nie spotykały mnie jakieś niebezpieczne sytuacje, po których włos zjeżyłby mi się na głowie. Poza tym ja należę do osób, które unikają niebezpieczeństw, więc nie pcham się w miejsce gdzie mogłoby mi się coś stać. I polecam to każdemu, kto mnie czyta. Szanujcie swoje życie i uważajcie na siebie!!! 💪


Adrian (mój kolega) opowiedział mi, że jako promotor klubu go-go codziennie dostaje propozycje zakupu narkotyków. Byłam w szoku. Spytałam go: "jak to? tak po prostu dochodzą do ciebie i oferują dragi?". Powiedział mi, że tak po prostu i bez zawahania. Dziwię się, że ci dilerzy się nie boją, że tak na lajcie oferują swój towar. Szok! Ja to chyba życia nie znam 😂😅😆. Naprawdę nie byłam świadoma tego, że to się serio dzieje na Piotrkowskiej. I jeszcze bardziej cieszę się z tego, że ja tam za często nie bywam. Wolę zdecydowanie spokojniejsze miejsca na mapie Łodzi, a takich jest naprawdę sporo. 

Zapytałam Adriana co mu proponowali. Powiedział, że króluje trawa (marihuana), mefedron (zwany królewskim dopalaczem) i feta (znana wszystkim amfetamina). No cóż... wykończyć chcą ludzi stymulantami i bardzo mi się to nie podoba. Jako terapeuta uzależnień jest mi bardzo przykro, że narkotyki cały czas funkcjonują i niestety wiem, że funkcjonować w miastach dalej będą. Jestem ogromną przeciwniczką narkotyków i moim marzeniem jest, żeby świat był z tego oczyszczony, ale wiem też, że to utopia, która nigdy się nie ziści. 













Tymczasem.