Praca w sex shopie to praca z drugim człowiekiem, która jest niekiedy bardzo wymagająca, ale przede wszystkim jest ciekawa. Generalnie to frapująca robota, w której można poznać różne ciekawe persony. Dzisiaj stwierdziłam, że podzielę się z Wami krótkimi historiami, w których będą moi najciekawsi klienci, których udało mi się poznać. Tacy, których zapamiętałam przez ich wygląd, czasem przez osobowość i również przez niebezpieczeństwo, które od nich biło. Zapraszam zatem do dzisiejszej lektury 😁.
Kilkanaście miesięcy temu miałam przyjemność obsługiwać taką parkę mieszkającą w Dubaju. Ona była przepiękną brunetką o ślicznym głosie, a on Arabem. Szukali tylko takich gadżetów, z którymi można było łatwo przejechać przez granicę. Zdecydowali się na zakup słodkiego jednorożca UNIHORN oraz "Pingwinka" (masażer soniczny do łechtaczki). Oprowadziłam ich po sex shopie, poopowiadałam o różnych gadżetach, które w moim odczuciu były odpowiednie, aby móc je swobodnie zabrać do takiego kraju jakim są Zjednoczone Emiraty Arabskie. On był małomówny i zdystansowany, zaś ona... cudowna, kobieca, magnetyczna, fascynująca kobieta. Wyglądała jak arabska księżniczka. Miała cudowne, zdrowe, lśniące włosy, nieziemską twarz i styl ubierania się jak po prostu księżniczka z arabskich książek i filmów. Spędzili ze mną prawie godzinę, ale nie byli absolutnie nudni czy też męczący. To była dla mnie naprawdę przyjemność.
Kolejnym moim ciekawym klientem był chłopak, który poszukiwał pracy. Wyglądał trochę jak Tede tyle, że był przystojniejszy. Otwarty, wygadany chłopak z tego klientka. Powiedział, że jestem barwną osobowością i zapraszał mnie na kawę. Przybił ze mną "piątkę" na koniec. Porozmawialiśmy ze sobą o wszystkim, rozmowa była lekka i przyjemna. Widziałam go w sex shopie 2 albo 3 razy. Udało mu się znaleźć dobrą pracę w biurze, za dobre pieniądze.
A teraz będzie o takim konkretnym delikwencie opowiastka. Nazywam go klientem od psiej maski, ponieważ kupił w sekcji BDSM maskę psa, którą zakłada się na całą głowę i wiąże z tyłu. Był pobudzony, niezbyt rozmowny i na pewno nie był sympatyczny. Przy finalizacji transakcji rzucał setkami i powiedział, że reszta dla mnie. Dał mi 60 złotych napiwku 😈. Takich klientów to ja lubię! Co więcej, w tym tygodniu był w sex shopie i również był pobudzony i również miał przy sobie tyle hajsu, że głowa mała. Tym razem zostawił mi 10 złotych napiwku, ale dobre i to. I like it! Muszę zaznaczyć, że znowu był bardzo pobudzony i miał rozbiegany wzrok. Na bank coś ćpa, ale nie obchodzi mnie to póki zachowuje się do mnie ok i mnie nie atakuje. Może był na detoksie i stąd takie pobudzenie? Każdy zmaga się ze swoimi różnymi problemami i nie należy od razu negatywnie oceniać drugiego człowieka. W taki sposób można go szybko skrzywdzić.
Miałam też taką luźną (luzak totalny!) klientkę, która kupiła sobie koronkową maseczkę na twarz i olejek z brokatem, ponieważ chciała sobie sama spędzić wieczór ze sobą przy winie. Narzekała na facetów i powiedziała, że są przereklamowani. Zapamiętałam ją, bo była naprawdę zabawna.
Jakoś zimą obsługiwałam interesującego klienta, który przyszedł do sex shopu, aby kupić dla żony hiszpańską muchę. Urodziło mu się dziecko z zespołem Downa i żona nie chciała mu dawać dupy (tak to określił), a on potrzebuje codziennie. Starałam mu się wytłumaczyć, że w takiej sytuacji jaka spotkała ich związek to jest bardzo trudne dla jego żony i zapewne potrzebuje więcej czasu na zbliżenie. Powiedziałam mu, że ona musi przede wszystkim zaakceptować tę nową rzeczywistość, w której się znalazła i nie należy jej ponaglać, bo to przyniesie najprawdopodobniej zupełnie inny skutek niż chciałby uzyskać.
Miałam przyjemność obsługiwać także taką kobietę koło 50 o vibe`ie nauczycielki, która powiedziała mi, że całe życie oddała mężowi i dzieciom i teraz chciałaby w końcu pomyśleć o sobie i o swojej seksualności. Wybrała dwa gadżety do stymulacji łechtaczki, ale... jednak pomyślała o swojej nastoletniej córce, której zakupiła dwa kubeczki menstruacyjne. Dobrze mi się z nią rozmawiało, bo była kulturalną i spokojną kobietą. Delikatna, skromna i taka po prostu dobra kobieta z zasadami. Lubię takie osoby.
Kiedyś poznałam takiego Andrzeja (drwal), o którym bodajże Wam już co nieco opowiedziałam. Przyszedł do sex shopu, aby sobie pogadać i obczaić nową ekspedientkę, czyli mnie. Narzekał na żonę, że przestała dbać o siebie, że nie maluje się od czasu do czasu dla niego, że nie chce założyć jakiejś seksownej bielizny, że go odpycha, że nie mają już seksu. Widziałam, że jest naprawdę przytłoczony swoją sytuacją i chciałam naprawdę go pocieszyć. Rozmawialiśmy ponad godzinę i powiedział, że jestem wspaniałą kobietą i na koniec mnie przytulił i wyszedł. To było jedno z lepszych spotkań jeśli chodzi o poznawanych przeze mnie klientów w sex shopie.
Nie sposób zapomnieć o kolejnym kliencie, który jest tak zwanym stałym klientem. Zawsze kupuje dwie hiszpańskie muchy dla żony, która zmaga się z Hashimoto. I zawsze przy tym żąda rabatu oraz darmowych próbek. Raz na tydzień się pojawia i kupuje to samo. Jest to klient, który dużo podróżuje i zawsze ze mną rozmawia. Powiedział mi, że jestem spoko. Opowiedział mi sporo o swojej żonie, która nie ma ochoty na seks przez przewlekłe zapalenie tarczycy. Ponoć kumple go zachęcali na skok w bok, ale on kocha swoją żonę i woli ją wspomóc jakimś specyfikiem niż zostawiać dla innej. No i ja to szanuję, że nie szuka przygód na boku. W chorobie i zdrowiu, w szczęściu i nieszczęściu. Dziwi mnie, że dla niektórych wierność to takie wyzwanie.
Mam nadzieję, że te kilka historii Wam się spodobało i będziecie mieli ochotę na więcej 😀😀😀. Przychodząc do pracy w sex shopie miałam w głowie kilka powodów, dla których szukałam tam pracy. Jednym z nich było znalezienie nowych inspiracji do pisania. No i gdzie jak gdzie, ale w takim miejscu jak sex shop jest o czym pisać. Niby czasu wolnego jest dużo, ale... wśród klientów można znaleźć prawdziwe perełki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz