poniedziałek, 28 września 2026

Nie martw się. Zrozumieją, ile jesteś wart, kiedy nie znajdą nikogo takiego jak ty.

Do napisania tego postu zainspirowała mnie nowopoznana osoba, ale i jeszcze jedna, z którą co prawda nie mam już kontaktu, ale wzięłam jej wszystkie słowa do serca, bo wiem, że nie kłamała. Obie z tego miejsca serdecznie pozdrawiam i mocno ściskam. 





Czasem w życiu przychodzi taki moment, który sprawia, że coś w nas pęka, coś się w nas łamie. Czasem ludzie przypominają nam coś o czym zapomnieliśmy i uświadamiają nas w tym w czym już uświadomieni byliśmy. Ja właśnie jestem dzisiaj w takim momencie, a tak właściwie od dobrych kilku tygodni. Cały czas chcę to wyprzeć, bo mam wysoki poziom empatii i lubię ludzi tłumaczyć, wczuwać się w ich położenie i etc. Problem jest w tym, że wiele osób wtedy nadużywa mojej dobroci, mojego miękkiego serca i po prostu wykorzystuje to, że może coś ugrać na takich cechach mojego charakteru. Ja oczywiście ani ślepa, ani głupia nie jestem, więc widzę to, ale daję człowiekowi czas, aby się w porę ogarnął, zanim będzie za późno. Czasem daję za wiele szans na poprawę, ale ja po prostu wierzę, że ludzie mogą stawać się lepszymi, doskonalszymi wersjami siebie. Najczęściej się nie poprawiają, bo gatunek ludzki po prostu nie lubi i nie chce nad sobą pracować. A szkoda. No i tak czekam i czekam i patrzę i słucham i... czasem po prostu rozpacz mnie ogarnia jak ludzie kłamią i wykorzystują po prostu dobroć serca drugiej osoby. Mam świetną pamięć i jak z kimś rozmawiam to pamiętam co do mnie mówił i wiem kiedy osoba mnie kłamie. A z racji tego, że uważam iż kłótnie to przywara pospólstwa to się nie kłócę, ale... konsekwencje wyciągam tak jak na to osoba zasłużyła. I tak też zapewne będzie w tym przypadku, bo ja jestem cierpliwa i wiele wytrzymuję, ale wykorzystywać się nie dam. To, że ktoś myśli, że sobie poużywał mojej dobroci, to nie oznacza, że tak jest. Dobre serce odziedziczyłam po mojej mamie, ale poczucie humoru po ojcu i... to mogę być bardzo dowcipna jak ktoś przegina. 





Pamiętam jak jedna rozmowa telefoniczna zrobiła po prostu mojej głowie dobrze, gdy usłyszałam: "Po prostu nie wie jaki ma skarb". Schlebiło mi to zdanie podwójnie, bo się z nim zgadzam. Wiecie, dla ludzi, których szanuję, których kocham i lubię, z którymi współpracuję, których podziwiam mogę góry przenosić, ale jak ktoś mnie nie szanuje i tego ile jestem w stanie dać to po prostu... zamieniam się w najgorszą wersję siebie. A wiele osób się przekonało jak bardzo niemiło się robi jak się ze mnie zakpi. Każdy po prostu ma swoje granice i swoją cierpliwość - nawet tak anielską jak moja. 



I tak sobie leżę w pozycji półleżącej przed moim srebrnym Asusem i zastanawiam się gdzie ja utraciłam moją stalową asertywność, no gdzie? Gdzie... się pytam, kurwa?!??!?!?!?!!?!?!?!? Może przez to, że mam miękkie serce to ma twardy zad jak kamień...












Tymczasem. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz