Nie będę ukrywać, że po ilości dni przepracowanych w tym miesiącu jestem już bliska karōshi. Naprawdę czuję się już zmęczona, smutna (przemęczenie psychiczne zawsze sprawia, że jestem w nastroju depresyjnym) i generalnie taka jakby "wypluta" (nooo chyba wiecie o co mi chodzi 😵). Potrzebuję kilku dni dla zregenerowania mojej głowy i mojego ciała, a jeszcze przede mną 2 tygodnie nieprzerwalnej pracy. Dać radę zapewne dam, ale czy mi się to podoba? Nie. To nie jest żadne życie, gdybym musiała tak do końca życia. To jest po prostu jego marnowanie. W takim rytmie można przepracować miesiąc i koniec. Po prostu P R Z E K I C H A N E.
Gdyby nie to, że jestem osobą silną psychicznie to moje ciało nie dałoby radę wstawać raz po raz i pracować 12h w tym skwarze w jakim ja pracuję. Niby praca czysta, spokojna, bardzo fajna, ale jest taka tam temperatura, że po prostu ostatnio już klienci się wkurwiali na to, że jest zaduch i nie ma czym oddychać. Na przykład wczoraj klient tak się wkurwił, że powiedział swojej partnerce, że: "wychodzimy, bo ja tu nie wytrzymam, gorąco strasznie". Nie zliczę ile dostałam od klientów pytań jak ja daję radę w takim cieple. Klienci zagraniczni (najczęściej Niemcy) są zaskoczeni, że nie ma klimatyzacji. Szczerze? Ja też jak tu zaczęłam pracować to byłam zaskoczona, bo jest okrutnie ciepło. I jeszcze należy zaznaczyć, że ja jestem zimnolubna i nawet zimą śpię przy lekko uchylonym oknie, więc dla mnie takie ciepło jakie mam w sex shopie jest po prostu straszne. Aaaa jednak daję radę. Jak to robię? Cierpliwość i złote nerwy mnie jedynie trzymają. Wczoraj było tak ciepło, że czułam się jakbym miała zemdleć. Gdy klienci wyszli, zamknęłam na 5 minut sex shop i poszłam oblać się zimną wodą, generalnie schładzałam sobie kark i nadgarstki. Czy takie warunki powinny być? NOPE. Czy powinnam się na to godzić? Nie. Moja chrzestna jest dyrektorem szkoły i jak mnie ostatnio odwiedziła to stwierdziła, że nie powinnam sobie pozwalać na takie coś tylko się zwolnić. Wiele osób mi to powiedziało. Noooo, ale najwidoczniej jestem taka walnięta, że się godzę 😅😆😂. Takie jest życie. Jak to Francuzi mówią... C`est la vie.
Dzisiaj była niedziela, więc postanowiłam chwilkę odpocząć. Ale czy odpoczęłam? Nie. Wzięłam się za porządki w mieszkaniu, wstawienie prania, przegląd szafy (mam ubrań od zatrzęsienia, ale ja po prostu lubię posiadać), ugotowałam obiad, pobawiłam się z kotem, pooglądałam telewizję. Oddałam troszkę ciuchów potrzebującym i tyle. Aaaaa no i jeszcze miałam masaż stópek 😍😍😍. Co jak co, ale ja bym mogła mieć masowane stopy godzinami, bo mnie to niebywale relaksuje. Tak się zrelaksowałam, aż zasnęłam po południu i ciekawe jak ja teraz zasnę. Lubicie masaże? 😎
Dziś chciałabym Wam zadać takie pytanie otwarte. A może nawet kilka pytań do jednego pytania. A mianowicie...
Lubicie swoją pracę? Czy ma ona więcej plusów czy minusów? Czy dla pieniędzy jesteście w stanie zgodzić się na wszystko, włącznie z narażeniem swojego zdrowia i nerwów?
Tymczasem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz